KSIĄŻKI 

Dziewczyna z Summit Lake – śmiertelna wyliczanka [recenzja]

Kryminałów na naszym rynku w ostatnim czasie pojawia się bardzo dużo. Ale już takich, które na dłużej potrafią wryć się w pamięć czytelnika jest znacznie mniej. Do tego zaszczytnego grona dołącza wydana przez poznańską Filię debiutancka powieść Charliego Donlei, „Dziewczyna z Summit Lake”.
Donlea nie szczędzi fałszywych tropów i błędnych sugestii, dawkując informacje wyjątkowo rozsądnie, a w kluczowych momentach funduje zwroty akcji, przyprawiające o natychmiastowy dopływ adrenaliny do krwi.

Summit Lake to jedno z tych maleńkich, turystycznych miasteczek, w którym mogą żyć w  idylli wszyscy pragnący uciec od szalonego pędu cywilizacji. Położone w niezwykle urokliwym paśmie Appalachów, z przepięknym wodospadem i rzędami domków na palach wydaje się miejscem bez skazy – przynajmniej do feralnego lutowego wieczora, kiedy zamordowana zostaje w nim studentka prawa i córka prominentnego urzędnika, Becca Eckersley. Brak podejrzanych, brak świadków i ktoś zarządzający całym śledztwem, ewidentnie próbujący sprawę jak najszybciej zamieść pod dywan, sprawiają, że do zbadania okoliczności zbrodni przydzielona zostaje ceniona dziennikarka śledcza Kelsey Castle. Próbująca otrząsnąć się z własnej traumy reporterka zadania się podejmuje i jak się wkrótce okaże, wpadnie na trop afery sięgającej dalej (i poniekąd bliżej) niż mogłaby z początku przypuszczać.

Charlie Donlea otwiera swoją książkę nietuzinkowo – bo od wieczoru śmierci tytułowej dziewczyny. Od tego momentu historię śledzimy już dwutorowo, z jednej strony przypatrując się postępom śledztwa reporterki, z drugiej z wolna zagłębiając się w widziane oczyma Bekki wydarzenia składające się na dramatyczny finał. Obie perspektywy w pewnym momencie zejdą się w całość, jednak przez lwią część powieści, jak to w dobrym kryminale bywa, będziemy skazani na snucie własnych domysłów.

Pomysł z przedstawieniem historii z dwóch perspektyw wyszedł autorowi kapitalnie i niewątpliwie przydaje powieści odpowiedniej siły uderzeniowej. O ile jeszcze śledztwo prowadzone przez Kelsey to raczej standardowe „po nitce do kłębka”, tak już śledzenie wydarzeń z przeszłości daje niekłamaną przyjemność i pozwala samemu zabawić się w detektywa. Łatwo nie jest, bo Donlea nie szczędzi fałszywych tropów i błędnych sugestii, dawkując informacje wyjątkowo rozsądnie – a w kluczowych momentach funduje zwroty akcji, przyprawiające o natychmiastowy dopływ adrenaliny do krwi. Unikając zdradzania zbędnych szczegółów – dawno już czytałem książki, w której końcowy twist sprawił, że skomentowałem go (nie do końca kulturalnie) na głos, jednocześnie pozostając w przekonaniu, że autorowi ani chybił udało się wywieźć mnie w pole, mimo, że rozwiązanie miałem przed nosem.

Mimo że „Dziewczyna z Summit Lake” stanowi pierwsze dzieło Amerykanina, praktycznie tego nie czuć. Co prawda fani rozbudowanych opisów raczej nie mają tu czego szukać, ale samo postawienie na dialogi jako motor napędowy akcji wyszło książce ewidentnie na dobre i sprawia, że całość czyta się wyjątkowo szybko. Świetnie wypadają też postaci, w szczególności te na pierwszym planie – obok tytułowej dziewczyny nie da się przejść obojętnie, a dynamika jej relacji z grupką przyjaciół zapewnia niepokojąco wręcz trafny, psychologiczny rys bohaterów.

„Dziewczyna z Summit Lake” to jedna z ciekawszych, zahaczających o kryminał propozycji na długie, jesienne wieczory. Na poły intryguje, daje do myślenia, by w kluczowych momentach pozostawić czytelnika w emocjonalnej rozsypce. Bez dwóch zdań, udany debiut.

Egmont
Poprzedni

Thor Gromowładny #01: Bogobójca - Detektyw Thor [recenzja]

Studio Lain
Następny

Sędzia Dredd: Heavy Metal Dredd - Spersonifikowany testosteron [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz