KSIĄŻKI 

Everest. Na pewną śmierć – zmartwychwstanie na wysokościach [recenzja]

Zanim wybierzecie się na „Everest” do kina, warto przeczytać wspomnienia głównego bohatera przedstawianych w filmie wydarzeń – tego, który podczas wyprawy na Górę Gór „zginął, aby przeżyć”.

Sam autor książki, Beck Weathers, miał chyba delikatne wątpliwości co do przygotowywanej filmowej opowieści o wyprawie, w której uczestniczył, bo choć zaznacza w świeżo dopisanej przedmowie, że cieszy go wybór Josha Brolina do odtworzenia jego osoby (Brolin, podobnie jak Weathers, pochodzi z Teksasu), to często podkreśla też, że przygoda, jaką przeżył na Evereście była całkowicie pozbawiona  „hollywoodzkiego” wymiaru; zamiast twardych i przystojnych herosów mamy tu przecież grupkę facetów na skraju fizycznego i psychicznego wycieńczenia, który przez większość czasu kombinują żeby jak najrówniej stawiać stopę za stopą, a zamiast zapierających dech górskich panoram – bezlitosną zamieć śnieżną, sprawiającą, że po zdobyciu szczytu nie widzi się nawet czubka własnego nosa. Wbrew pozorom nie oznacza to jednak, że ta „prawdziwa”, książkowa relacja Weathersa to jakieś niewyobrażalne nudy. Przeciwnie  – rzecz błyskawicznie wciąga, jest napisana z ikrą i przyprawiona sporą dawką wisielczego humoru, a do tego autor sprawnie przemieszał tu wydarzenia sprzed wyprawy na Mount Everest z obrazkami ze zdobywania tego szczytu oraz opisami następstw tego przedsięwzięcia.

„Aby napisać taką książkę, musiałem się pogodzić z tym, że nie obejdzie się bez sportretowania własnej, głęboko poranionej duszy i że będzie to wymagać brutalnej szczerości, która w najlepszym wypadku pokaże mnie w niekorzystnym świetle i odsłoni te części mojego życia, z których nie jestem szczególnie dumny” – zwierza się na samym początku Weathers. I choć zaczyna książkę od tego, co nas interesuje najbardziej – czyli szczegółowego przedstawienia własnej wersji wydarzeń z 10 maja 1996 r., kiedy to spora grupa osób zapłaciła życiem za próbę zdobycia najwyższego szczytu świata – to w dalszych rozdziałach w znacznej mierze skupia się na znacznie bardziej przyziemnych rzeczach, m.in. na własnych słabościach, które ostatecznie obudziły w nim prawdziwą obsesję na punkcie wspinaczki wysokogórskiej, a także na pogorszających się relacjach z żoną i dziećmi, których coraz częściej i na coraz dłużej opuszczał, aby odmrozić sobie kolejną część ciała na kolejnym szczycie. A wszystko to prowadzi do całkiem zgrabnej puenty, w której Weathers uzasadnia dlaczego uznaje swój górski dramat za błogosławieństwo czy może wręcz najprawdziwszy cud (w końcu, jak sam twierdzi, w pewnym momencie podczas śnieżycy na Evereście faktycznie umarł, a potem z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu – powrócił z martwych).

Historia opowiadana przez Weathersa jest z pewnością niezwykła i poruszająca (nawet jeśli znacie już wcześniejsze relacje z tamtych wydarzeń, w tym „Wszystko za Everest” autorstwa innego członka tej samej wyprawy, Jona Krakauera), ale zastanawiam się czy nie lepiej byłoby jednak, aby do spisania wspomnień usiadł jednak razem z kimś zaprawionym w machaniu piórem – a wymieniony na okładce Stephen G. Michaud nie wygładzał jego tekstu tylko wzbogacił książkę o wspomnienia innych osób w taki czy inny sposób związanych z Weathersem. Problem w tym, że podczas gdy niektóre fragmenty książki wypadają świetnie (np. opis mozolnej i bolesnej rekonwalescencji autora), to inne wydają się być zaśmiecone niepotrzebnymi, błahymi anegdotkami, które dla nikogo poza Weathersem i jego rodziną nie będą raczej miały większego znaczenia (jak choćby rozwlekła prezentacja jego kolejnych domowych zwierzaków). Gdyby do takiej współpracy doszło, być może mielibyśmy do czynienia z książką wybitną, a tak mamy do czynienia z książką ciekawą i ważną, ale też momentami tracącą odpowiedni rytm, a przez to – siłę wyrazu.

Choć przecież każdy, kto marzy o poświęceniu się wspinaczce wysokogórskiej i tak powinien „Everest…” przeczytać – licząc się z tym, że po lekturze szybko zmieni hobby.

Peter Gric DB
Poprzedni

Peter Gric - realizm magiczny, surrealizm biomechaniczny [galeria]

Warner Bros
Następny

Lśnienie, czyli Stanley Kubrick kontra Stephen King i sceny usunięte

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz