KSIĄŻKI 

Gamedec: Obrazki z Imperium – energetyczne i dynamiczne science fiction [recenzja]

W “Obrazkach z Imperium” zastajemy ludzkość na kolejnym etapie rozwoju technologiczno-społecznego. Tak więc po raz kolejny Marcin Przybyłek roztacza apetyczną wizję jednego z kierunków w jakim podążamy, a przy okazji serwuje wciągającą i trzymającą w napięciu opowieść rozgrywającą się w galaktyce Drogi Mlecznej.

“Obrazki…” mają ponad tysiąc stron, a im bliżej finału tym bardziej chciałoby się aby powieść miała jeszcze kolejny tysiąc – tak mocno uzależnia.

“Gamedec” jest najbardziej złożoną i konsekwentnie prowadzoną polską sagą science fiction. Rozmachem dorównuje “Diunie” czy “Hyperionowi”, a treścią i wieloaspektowością “Fundacji”. Ale to tylko proste skojarzenia, bo dzieło Przybyłka tak naprawdę wymyka się klasyfikacjom i porównaniom. Z jednej strony to traktat o istocie ludzkiej jako takiej i jej miejscu we wszechświecie, a z drugiej podręcznik futurologii z wizjami tak plastycznymi, że aż chciałoby się aby zaistniały. Jest i trzecia strona reprezentująca wartką, sensacyjną akcję pełną epickich potyczek i batalii oraz subtelną erotykę. W skrócie: “Gamedec” to przede wszystkim bardzo dobra rozrywka niepozbawiona kilku cennych, mądrych lekcji.

“Obrazki z Imperium” to już piąta część sagi, ale jednocześnie pierwsza rozgrywająca się w zupełnie nowych czasach. Teoretycznie więc można czytać ją bez znajomości poprzednich tomów, ale próg wejścia dla nowych czytelników został ustawiony bardzo wysoko. Autor zadbał co prawda o gładki wślizg poświęcając piątą część całości na ekspozycję, ale dla zupełnego świeżaka natłok obcych zagadnień i terminów może być przytłaczający i w rezultacie odpychający. Tych najbardziej zdeterminowanych czeka jednak nagroda, bo po oswojeniu się będą mieli okazję zanurzyć się w niesamowitą przygodę pełną interesujących wizji, teorii i rozwiązań. Zresztą czytanie “Gamedeca” poza kolejnością jest jak lektura “Powrotu Króla” bez znajomości poprzednich tomów “Władcy Pierścieni” – niby jest fajnie, niby wiemy o co chodzi, ale jednak czegoś brakuje do uchwycenia szerszej perspektywy.

W “Obrazach…” ludzkość osiągnęła drugi stopień rozwoju w skali Kardaszewa: zasiedliła znaczną część galaktyki, jest nieśmiertelna, samowystarczalna i przede wszystkim szczęśliwa i bezkonfliktowa. Za pomocą zdobyczy technologicznych i możliwości jakie oferuje podprzestrzeń marzenia spełniają się same, tym bardziej, że pracować nie trzeba, a jedynym obowiązkiem każdego obywatela Imperium Drogi jest inwestowanie we własny rozwój. Niby nudy, ale Przybyłek do nudziarzy nie należy i w pewnym momencie, gdy czytelnik opuści gardę, przywala mu z całej siły ogromem zwrotów akcji. I wali tak aż do samego końca, splatając kolejne, teoretycznie nieprzystające do siebie, wątki.

Podobnie jak w poprzednich częściach autor wykorzystał swój sprawdzony przepis na “Gamedeca”, czyli w równych proporcjach zastosował w fabule akcję, filozofię, psychologię, odrobinę tarota, pomysły na interesujące technologie, a w całość wplótł jeszcze nieco nawiązań do popkultury. Ale przy tym nie poszedł na łatwiznę, bo nie ma mowy o powielaniu pomysłów, a raczej o ich ewolucji. Tym samym Przybyłek ponownie stworzył piorunującą, energetyczną i dynamiczną mieszankę, od której nie można się oderwać. “Obrazki…” mają ponad tysiąc stron, a im bliżej finału tym bardziej chciałoby się aby powieść miała jeszcze kolejny tysiąc – tak mocno uzależnia.

“Obrazki…” są więc kolejną solidną opowieścią od Marcina Przybyłka, może nie najlepszą w serii (w moim rankingu na szczycie wciąż są “Zabaweczki”), ale na pewno najbardziej rozbudowaną i epicką. Z utęsknieniem czekam na wznowienia poprzednich tomów (a mają to być “wersje reżyserskie”), które pozwolą nowym czytelnikom już bez bólu wskoczyć w ten piękny świat. Na kontynuacje i sidequele też, bo “Gamedec” to materiał nie tylko na kolejne opowieści, ale też na rozbudowaną franczyzę. Dziwię się, że nie jest jeszcze przetłumaczony na angielski, albo chociażby sprzedany do Japonii, gdzie w mgnieniu oka stałby się dochodową, rozpoznawalną i multimedialną marką.

SQN
Poprzedni

Silver. Powrót na Wyspę Skarbów - słowo dotrzymane [recenzja]

Warner Independent Pictures
Następny

2000 - 2015 - najlepsze filmy fantastyczne XXI wieku

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz