KSIĄŻKI 

Gorące krzesła – niezły kryminał z falstartem [recenzja]

Syndrom rozwlekłej rozbiegówki to straszna choroba, która pogrzebała już niejedną dobrą książkę. Ileż razy rzuciliście powieść przez drętwy początek? Czasem do nich wracaliście i okazywało się nagle, że to całkiem porządne lektury. Wiele jednak takiej szansy nie dostało. Mam nadzieję, że „Gorące Krzesła” nie podzielą losu tych ostatnich…
Choć początek wcale tego nie zapowiadał, „Gorące krzesła” okazały się bardzo przyjemną i wciągającą lekturą.

Nowa powieść Arne Dahla to drugi tom cyklu – ale zarazem samodzielna książka – o tajnej jednostce Europolu, Opcopie. Podopieczni Paula Hjelma, szwedzkiego dowódcy, dostali do rozwikłania sprawę seryjnego mordercy. Ofiarą zabójcy padają lewicowi prominenci, lekarze, politycy. W toku śledztwa okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej. Za tym prostym opisem kryje się całkiem wciągająca intryga.

Bohaterowie z Opcopu są nudni. Tak zwyczajnie. Ich wypowiedzi ciężko rozpoznać, mimo że Dahl zadbał o duże zróżnicowanie kulturowe, etniczne i poglądowe. Po prostu wprowadził ich za dużo (nie mylić z ilością wątków, tutaj akurat dostaliśmy optymalną porcję) i dopiero w dwóch trzecich książki zaczynamy interesować się ich losem w jakikolwiek sposób. Nawet te „kurwy” rzucane okazjonalnie jakoś niezbyt ubarwiają dialogi. Co gorsza zaś, początkowe rozdziały poświęcone jednostce skupiają się właśnie na tych męcząco chaotycznych scenach zbiorowych, zamkniętych w czterech ścianach biura jednostki. Kwestia nadmiaru bohaterów wypada tu dosyć ironicznie, gdyż Dahl wkłada w usta jednej z postaci manifest przekonujący nas, że czas samotnych detektywów mija bezpowrotnie. Cóż, rzeczywistość zapewne tak wygląda, ale fikcja wciąż lepiej wypada w ujęciu „ostatnich sprawiedliwych”, niż watahy glin, których ledwie rozróżniamy.

Nie wiem, jak to możliwe przy takich głównych bohaterach, ale reszta uciągnęła „Gorące krzesła” w stronę bardzo przyjemnego czytadła. Narracyjnie powieść momentami wręcz błyszczy. Zdarzają się tu naprawdę celne, płynne i obrazowe opisy, akcja pewnie prze do przodu. Intryga autentycznie wciąga, a po zamknięciu książki można pokiwać głową z uznaniem nad konstrukcją całości. Nie jest to może najbardziej oryginalna historia kryminalna ostatnich lat, ale spełnia swoje zadanie – przykuwa nas do kart książki na sztywno. Zdecydowanie lepiej wyglądają też wszelkie sceny kameralne, dygresyjne, skupione na pojedynczych postaciach, niekoniecznie tych z Opcopu. Wtedy „Gorące krzesła” nabierają życia i rzeczywiście można uwierzyć, że Dahl uchodzi za jednego z najlepszych pisarzy kryminałów w Skandynawii.

W pewnym momencie sam sprawca okazuje się intrygującą postacią, a jak wiadomo, bez tego nie ma dobrego kryminału. Nieśpiesznie odkrywane motywy, zagmatwana przeszłość – pewnie, już to gdzieś widzieliśmy, ale i tak zachęca nas do intensywnej lektury. „Gorące krzesła” podsuwają też nieśmiało pytania o naturę psychopatów oraz o to, czy współczesność jest przez nich zdominowana. Czy są nam potrzebni do przetrwania? Oczywiście, takie zagadnienia wybrzmiewają na dalszym planie, ale dobrze wpisują się w opowiadaną historię i przydają jej rumieńców.

Choć początek wcale tego nie zapowiadał, „Gorące krzesła” okazały się bardzo przyjemną i wciągającą lekturą, która zasługuje na szansę. Pewnie, po tygodniu nie będziecie już o książce pamiętać, a zawarte w niej dylematy prędzej skojarzą się Wam z komiksem „Mroczne Odbicie” Snydera, ale i tak warto.

Roadrunner Records
Poprzedni

Incarnate - Killswitch Engage jak wino [recenzja]

Scream Comics
Następny

Bunkier #1: Zakazane granice - zimno, ciemno i tajemniczo [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz