KSIĄŻKI 

Grzyby z Yuggoth i inne poematy niesamowite – arcydzieło poetyckie Lovecrafta [recenzja] [książka]

Pięknie zmieniła się sytuacja Lovecrafta na polskim rynku w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Oprócz wszystkich dzieł (w tym znakomitego wydania Vesper), fani Samotnika z Providence otrzymali do rąk „Listy i eseje” (wydawnictwo SQN) i biografię S.T. Joshi (wydawnictwo Zysk i S-ka). Wciąż jednak brakowało najmniej znanej, a przecież jakże istotnej formy twórczości Lovecrafta… poezji.

Przez lata kolekcjonowania różnych wydań dzieł Mistrza trudno było trafić na polskie tłumaczenia jego liryk. Jedyny kontakt z „Grzybami z Yuggoth” (nie licząc zachodnich stron internetowych) miałem dzięki Robertowi Stillerowi i jego antologii mrocznej poezji „Strofy z dreszczykiem” (wydawnictwo Iskry, 1986). Jakże wspaniałą wiadomością okazała się informacja, że wreszcie dostaniemy w ręce zbiór poezji H.P.L-a i to jeszcze w tłumaczeniu Krzysztofa Azarewicza, specjalisty od tematyki magii i okultyzmu. To właśnie jemu zawdzięczamy polskie wydanie „Necronomiconu”. Teraz, wraz ze swoją oficyną wydawniczą Lasthal Press zaserwował nam dzieło, które każdy bibliofil chciałby mieć na swojej półce.

„Grzyby z Yuggoth i inne poematy niesamowite” zachwyca już samym wydaniem. Niewielka książeczka w formacie 10,5 x 14 cm, imitująca skórę twarda oprawa z tłoczoną okładką. Obwoluta, pozłacane (!) brzegi kartek, czarna wstążka w formie zakładki i… wklejone zdjęcie młodego Lovecrafta… Lasthal Press słynie z ekskluzywnych wydań, ale takiej perełki się nie spodziewałem.

Otrzymujemy Lovecrafta w pigułce, kolejną odsłonę jego talentu i geniuszu, która w tym wydaniu będzie stanowić ozdobę każdej półki.

Nie ocenia się jednak książki po okładce, skupmy się zatem na treści. W obszernym wstępie Krzysztof Azarewicz omawia twórczość poetycką Samotnika z Providence i wskazuje metody analizy zawartych w tomiku utworów. Danie główne bowiem, to tajne arcydzieło Lovecrafta, napisany w przypływie geniuszu w ciągu zaledwie dziewięciu dni cykl sonetów „Grzyby z Yuggoth”, które prezentują jego wizję niesamowitości, ale zawierają również wątki autobiograficzne i filozoficzne refleksje na tematy tak wysoce cenione przez H.P.L-a: piękno, czas i przestrzeń. I choć poza pierwszymi trzema, cechuje je różnorodność tematyczna i strukturalna, zachwycają obrazem znikomości człowieka wobec Nieskończoności. Część z nich została oparta na notatkach autora, z których powstały później jedne z najbardziej znanych jego utworów („Szepczący w ciemności”, „W górach szaleństwa”), część stanowi oryginalne rozwinięcie i uzupełnienie wielu z jego pomysłów. Całość wieńczy jeden z najlepszych utworów Lovecrafta, przejmujący manifest „Trwałość”, w którym, jak pisze S.T. Joshi, połączył w jedno „swoją miłość do historii, zafascynowanie grozą, kosmicyzm oraz przywiązanie do ziemi ojczystej” (s.787). Już same trzydzieści sześć sonetów stanowi wartość samą w sobie, którą każdy miłośnik Lovecrafta powinien zdobyć, ale wydawca zadbał o dodanie jeszcze kilku wyjątkowych utworów, dziewięciu poematów niesamowitych, ze znakomitym „Nemezis” na czele. Chylę czoła nad przekładem, Azarewiczowi udało się bowiem nie tylko oddać główne myśli H.P.L-a, ale również uchwycić jego styl, nad którym pracował przez lata.

Przyznam, że bardzo ucieszył mnie fakt, że okrojono twórczość poetycką Samotnika z Providence właśnie do poezji niesamowitej (choć niektóre z sonetów wymykają się tak łatwemu zaszufladkowaniu), unikając okresu zwanego przez Joshiego „Mechanikiem wierszowym” (s. 210), gdy tworzył m.in. okazjonalne poematy kierowane do przyjaciół, wiersze polityczne i patriotyczne, czy imitujące poezję klasyczną (której był ogromnym wielbicielem). Sam autor bowiem uważał, że jego poezja „ma niewielką wartość, jeśli nie liczyć akademickiej wręcz poprawności metrum i rymów” (ibidem). W żaden sposób nie ujmuję wartości tamtych wierszy, niemniej, w „Grzybach z Yuggoth” otrzymujemy Lovecrafta w pigułce, kolejną odsłonę jego talentu i geniuszu, która w tym wydaniu będzie stanowić ozdobę każdej półki. To tu do perfekcji dopracował swój styl wzorując się na Clarku Ashtonie Smithu i cyklu sonetów Donalda Wandreia, tworząc dzieło znakomite. Po prostu, wstyd tego nie mieć.

//

Egmont
Poprzedni

Batman: Mroczny Rycerz #3: Szalony - kawał przyzwoitego komiksu [recenzja]

Albatros
Następny

Zapytaj księżyc - studium schizofrenii [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz