KSIĄŻKI 

Hardboiled – fantastyka w stylu noir [recenzja]

Któż z nas nie kocha cynicznych i wyrachowanych detektywów, wyłaniających się zza kłębów papierosowego dymu kobiet fatalnych i pochłaniających umysł, skomplikowanych zagadek, które na końcu okazują się mieć najprostsze z rozwiązań? A gdyby do tego zestawu motywów noir dorzucić jeszcze  element fantastyczny? Wtedy powstaje coś takiego, jak antologia „Hardboiled”.
Wydawnictwo Gmork reklamuje swoją książkę jako antologię nowel neo-noir. Takie zestawienie wydaje się mieć dziesiątki zastosowań i rzeczywiście, publikujący w antologii autorzy zaskakują tematyczną rozpiętością poszczególnych wizji.

Wydawnictwo Gmork reklamuje swoją książkę jako antologię nowel neo-noir. W fantastyce to wcale nie nowe połączenie, warto przypomnieć choćby znakomity „Modyfikowany węgiel” Richarda Morgana, w którym chandlerowski z ducha bohater prowadził śledztwo skrojone na miarę realiów dwudziestego szóstego wieku. Takie zestawienie wydaje się mieć dziesiątki zastosowań i rzeczywiście, publikujący w antologii autorzy zaskakują tematyczną rozpiętością poszczególnych wizji. Co prawda, tylko w dwóch z czterech tekstów mamy typową dla gatunku postać detektywa, ale w zamian za to dostajemy skupione bardziej na odtworzeniu mrocznego klimatu klasycznych, pulpowych kryminałów wariacje. Najbliższe wzorcom jest „Śpij, kochanie, spij” Roberta Ziębińskiego, z toczącą  się we współczesnej Warszawie fabułą, tu też mamy najmniejszą w antologii domieszkę fantastyki. Detektyw występuje również w najdłuższej noweli antologii, „Chińskiej podróbce” Kornela Mikołajczyka, w której  sprawnie połączono kryminał z cyberpunkiem. Natomiast co do dwóch pozostałych tekstów, intrygująco zatytułowanej „Ambisentencji” Marka Zychli i „Lany” Juliusza Wojciechowicza, to tu właśnie autorzy postawili bardziej na gęsty klimat i przytłaczającą ponurymi realiami wizję, osiągając to przede wszystkim z pomocą plastycznego języka, skrzącego się od porównań i barwnych opisów. Bez detektywów, bez standardowej zagadki, uraczyli czytelników niezgłębioną wydawałoby się tajemnicą wykreowanych światów. W efekcie, każda z czterech nowel, mimo że łączy je przewodni, tytułowy motyw, mocno różni się od pozostałych, co trzeba traktować jako zaletę zbioru. Są też jednak rzeczy, do których można się odrobinę przyczepić.

Dlaczego? Bo jednak sam tytuł, zwłaszcza  dla tych, którzy kojarzą to określenie, w stosunku do zawartości wszystkich tekstów nie jest do końca adekwatny, a z kolei dla sporej grupy odbiorców może być po prostu zbyt enigmatyczny. Dobrze, że na okładce widnieje bardziej rozpoznawalne określenie – „neo noir” – pod które można podczepić dużą część dzisiejszych popkulturowych produktów. „Hardboiled” przynajmniej intrygująco brzmi, co może skłoni potencjalnych czytelników do zapoznania się z tym terminem i jego, sięgającą lat dwudziestych ubiegłego wieku genezą. W antologii znajdziemy zatem bardziej wariacje na zadany temat, czasem mocno od niego odbiegające i po drodze gubiące charakterystyczne dla gatunku elementy. Najdalej odszedł Marek Zychla, choć akurat w przypadku jego tekstu określenie „hardboiled” o tyle pasuje, że po lekturze „Ambisentencji” czytelnik czuje się, jakby po jego głowie przejechał wyjątkowo twardy walec. Autor w tajemniczej, miejscami onirycznej, miejscami brutalnej opowieści, niemal wywracającej na nice wykorzystany do jej tworzenia język,  prowadzi nas przez scenerię obrzydliwego wręcz blokowiska, tworzy naprawdę wyjątkową parę bohaterów, a na dokładkę dorzuca jeszcze kosmitów. Miejscami to wszystko aż rozłazi się w szwach, czemu zresztą wcale nie zaprzecza podwójny narrator noweli, ale tak naprawdę Zychla z premedytacją myli tropy, na sam koniec podając satysfakcjonujące wyjaśnienie dla tej rozpadającej się wizji. U Juliusza Wojciechowicza, podobnie  jak u Zychli, kluczowa jest forma, która warunkuje zachowanie i czyny głównego bohatera, a dodatkowo mamy tu dosyć niezwykły pomysł, na wykorzystanie obowiązkowej w gatunku figury femme fatale. Więcej lepiej nie zdradzać, wszystko dzieje się w tajemniczym i mrocznym Ghost City, mieście coraz dziwniejszym i coraz bardziej nieuchwytnym z każdą przewracaną stroną.

Formalnie lżejsze działa wytoczyli Robert Ziębiński i Kornel Mikołajczyk. Tutaj plus za sam układ antologii, w którym te „gęstsze” językowo teksty prezentowane są na zmianę  z tymi bardziej przystępnymi. Ziębiński prezentuje intrygującą historię, w której niemłody już detektyw prowadzi śledztwo w sprawie tzw. Modliszki, czyli kobiety, której kolejnych pięciu partnerów życiowych zmarło, na pierwszy rzut oka z przyczyn naturalnych. Kobieta zostaje oskarżona o spowodowanie ich zgonów  i czeka w więzieniu na wyrok, którym w Polsce Ziębińskiego może okazać się przywrócona w niewyjaśnionych okolicznościach kara śmierci. Nowela jest prosta, klarowna, autor buduje nastrój nie z pomocą mięsistego języka, tylko cynicznych komentarzy detektywa – narratora („Jakby chciała wykrzyczeć światu: mam pięćdziesiąt lat i jestem seksowna! W pierwszej kwestii miała rację, z drugą … polemizowałbym”). Oprócz przywróconej kary śmierci, mamy jeszcze jeden fantastyczny element, który jak przystało na antologię opowiadań neo-noir, musi być związany z wyjaśnieniem zagadki. Ziębiński zaskakuje prostotą i elegancją rozwiązania, co dla części czytelników, przyzwyczajonych do piętrowych, wydumanych intryg z niektórych kryminalnych powieści może wydawać się mało wyszukane.  Najważniejsze, że w finale autor serwuje czytelnikowi porządnego doła, jak to powinno mieć miejsce po lekturze czarnego kryminału z prawdziwego zdarzenia.

Tego rodzaju końcowego kopniaka brakuje trochę w ostatnim i zarazem najlżejszym w tonie tekście zbioru, „Chińskiej podróbce”. Mamy tu naprawdę atrakcyjny pomysł wyjściowy, czyli detektywa od spraw niemożliwych, takąż sprawę, oraz tajemnicze i charakteryzujące się sporą dawką brutalnej przemocy okoliczności zdarzenia – całość intrygi przynosi dosyć dalekie, ale możliwe do wychwycenia skojarzenia z „Imieniem Róży”. Mamy jednak również ów wspomniany wyżej, lżejszy ton, niewielką dawkę cynizmu, sporo cyberpunku oraz wyjętych jakby z innej bajki pomagierów detektywa, na czele z nietypowym, przekonanym o swojej  boskości kotołakiem. Może to i dobrze, może taka była idea, że na koniec czytelnik będzie potrzebował odrobiny odprężenia i tenże tekst wyciągnie go z głębokiej jamy, w której pogrążyły go poprzednie. Trochę szkoda, bo choć opowiadanie jest zacne, z dobrym pomysłem i ciekawą scenerią, to rozmywa ów pożądany efekt, którego oczekujemy po prawdziwym „hardboiled”. Lepiej byłoby na koniec dostać naprawdę potężny cios, po którym długo nie można się podnieść –  gdy po czymś takim stajemy na nogi i wracamy do rzeczywistości, tym większą czerpiemy z tego faktu satysfakcję. Tego konkretnego uczucia zabrakło po przeczytaniu książki, ale tak po prawdzie, kto z nas zamieniłby mroczną i ekscytującą przygodę, w której finale zaliczamy wizytę w kasynie, na końcowe, mozolne wygrzebywanie się z rynsztoka? Jakoś nie widać chętnych.

Def Jam
Poprzedni

Purpose - pop dla dzieci [recenzja]

Monolith Video
Następny

Człowiek mafii - Robert De Niro rozmienia się na drobne [recenzja] [film]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

1 Comment

  1. 2015-11-16 at 13:14 — Odpowiedz

    Wszystko fajnie, tylko dobrze by było żeby książka się w końcu ukazała. Premiera 23.10 była tylko premierą ebooka,a jak długo jeszcze poczekamy na wersję papierową !?

Dodaj komentarz