KSIĄŻKI 

Harry Angel – podróż w mrok [recenzja]

Powieściowy pierwowzór słynnego filmu Alana Parkera. Jego autor William Hjortsberg po wydaniu „Harryego Angela” mógł w zasadzie przestać pisać. Nigdy bowiem nie stworzył niczego tak oryginalnego, ani bezkompromisowego.
Jeśli zatem chcecie przeczytać powieść gatunkową, która nagle wyskakuje kilka pięter ponad gatunek – oto macie taką okazję. Nieczęstą i absolutnie wybitną.

Wszystko tu zaczyna się niewinnie. Harry Angel, prywatny detektyw, dostaje zlecenie. Oto pewien zagraniczny biznesmen Louis Cypher poszukuje pewnego byłego muzyka – Johnny Favorite’a. Przed wojną Johnny był gwiazdą. Mógł zostać większy niż Sinatra, ale potem na froncie zdarzył się wypadek. Johnny zamienił się w warzywo i od tamtej pory leżał w szpitalu dla weteranów. Ponieważ z panem Cypherem łączyły go biznesy, ten wpadł do szpitala zobaczyć jak miewa się jego dłużnik. Ku zaskoczeniu biznesmena nie został on wpuszczony na oddział. Mężczyzna, zatem wynajmuje prywatnego detektywa, aby ten sprawdził, co zdarzyło się w szpitalu.

Całkiem niedawno o filmie Alana Parkera pisała u nas Łukasz Orbitowski (tekst znajdziecie TUTAJ). To co zrobił z powieścią Hjortsberga Parker to absolutne mistrzostwo świata i jeden z najważniejszych filmów noir w historii. Ale powieść wcale mu nie ustępuje. Więcej, to wciąż mimo lat, jakie minęły od jej wydania (oryginalnie w 1978 roku) porażająca i wstrząsająca lektura. Na początku Hjortsberg genialnie bawi się pulpową konwencją noir. Wprowadzenie bohatera, jego przemyślenia, złośliwe komentarze – wszystko to brzmi tak jakby powstało nie pod koniec lat 70. a gdzieś w złotych czasach kryminału. A potem nagle coś się zmienia. Hjortsberg powoli i niebywale umiejętnie wplata w fabułę elementy nadprzyrodzone a czarny jak smoła kryminał miesza się tu płynnie z okultystycznym horrorem i prozą fantasmagoryczną. Bohater powoli osuwa się w obłęd a język powieści w rewelacyjny sposób to pokazuje. To nie jest już pulp, to dziwny twór, w którym mieszają się gatunki a nad wszystkim unosi się ponury, pozbawiony nadziei na happy end egzystencjalizm pierwszej próby. Oto wycieczka wprost do piekła. Mrocznego, pozbawionego choćby iskierki nadziei. Podróż na samo dno. Jak tylko nisko potraf upaść człowiek.

Nigdy później już Hjortsberg nie wzbił się na takie literackie wyżyny. Pisał powieści poprawne, z pomysłem, ale zabrakło w nich tego ognia i siły, będącej siłą napędową „Harry Angela”. Jeśli zatem chcecie przeczytać powieść gatunkową, która nagle wyskakuje kilka pięter ponad gatunek – oto macie taką okazję. Nieczęstą i absolutnie wybitną. I na koniec jedna uwaga. Lata temu polski dystrybutor filmu Alana Parkera zdecydował się na prostacki zabieg polegający na przetłumaczeniu oryginalnego tytułu filmu „Angel Heart”, jako „Harry Angel”.  Z bliżej nieznanych powodów wydawcy powieści Hjortsberga pozostają wierni tytułowi filmu ignorując zupełnie oryginalny tytuł powieści. Rozumiem zabieg marketingowy, ale ta powieść nazywa się zupełnie inaczej.

Spectre plakat DB
Poprzedni

Spectre - plakaty do najnowszego Bonda [galeria]

Kino Świat
Następny

Marsylski łącznik - kryminalna petarda [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. […] Na Dzikiej Bandzie „Harry Angel” Williama Hjortsberga: TUTAJ […]

Dodaj komentarz