KSIĄŻKI 

Hipoteza zła – Carrisi bardzo dobry, ale tym razem nie znakomity [recenzja]

Niedawno chwaliliśmy wznowienie znakomitego „Zaklinacza” Donato Carrisiego. Nie bez powodu, właśnie ujrzała światło kontynuacja tej powieści: „Hipoteza zła”. Biorąc pod uwagę, jak wysoko została podniesiona poprzeczka za pierwszym razem, rodzi się pytanie, czy udało się sprostać wyzwaniu? Nie całkiem.

Minęło siedem lat od czasu słynnej sprawy „Zaklinacza”. Część grupy zajmującej się tamtym dochodzeniem awansowała i cieszy się teraz uznaniem na ciepłych posadkach. Mila Vasquez na własne życzenie wycofała się z pierwszej linii frontu, lokując się w Przedpieklu, niewielkim wydziale zajmującym się poszukiwaniem osób zaginionych. Oprócz niej pracują tam tylko dwie osoby, a niewielką przestrzeń ich biura zajmują setki portretów rozwieszonych na ścianach. Trudno tam narzekać na nadmiar pracy, nic więc dziwnego, że walcząca wciąż z własnymi demonami Mila szuka czasem na własną rękę nietypowych zdarzeń chodząc po szkołach i oglądając rysunki dzieci, te bowiem mówią czasem więcej, niż jakiekolwiek donosy. Wkrótce jednak w miarę ułożone życie kobiety zostanie wywrócone do góry nogami, gdy na policję zadzwoni mały chłopiec, zeznając, że właśnie zjadł śniadanie z panem, który kilka chwil wcześniej wymordował całą jego rodzinę. Co więcej, ów pan wciąż z nim siedzi i to on kazał dokonać zgłoszenia. Początkowo Mila jest zdziwiona wezwaniem nie dotyczącym jej wydziału, okazuje się jednak, że zabójcą jest mężczyzna, który zaginął siedemnaście lat temu, a jego zdjęcie znajduje się na ścianie w Przedpieklu. Absurd sytuacji podnosi fakt, że morderca w chwili dokonania zbrodni był ubrany dokładnie tak samo jak w dniu zaginięcia. Intryga okazuje się jeszcze bardziej zawiła, gdy kolejne osoby uznane za zaginione ujawniają się po to, by dokonać kolejnych zabójstw.

Carrisi pisze świetnie, a jego warsztat i pomysły nie mają sobie równych. Nie zmienia to jednak faktu, że w porównaniu do poprzednika jest to spadek formy, gdzie dobre jest wrogiem lepszego.

Od początku trzeba wyjaśnić, że przyszywanie powieści łatki „Zaklinacza 2” bardzo szkodzi tytułowi. Z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo iż znajomość poprzednika o wiele lepiej pozwala zrozumieć Milę i dręczące ją traumy, to jednak nic się nie stanie, jeśli ktoś najpierw przeczyta „Hipotezę zła”. Oczywiście odkryje to kilka faktów, które mogą popsuć lekturę pierwszego tomu, ale nie są one na tyle istotne, by odebrać całkowitą radość z obcowania z genialną książką. Drugi tom przygód Vasquez jest odrębną całością, osadzoną jedynie w tym samym świecie. Po drugie, łatka taka narzuca natychmiast porównania, a te „Hipoteza zła” bezsprzecznie przegrywa. Sama powieść jest bowiem dobrym thrillerem, jak to u Carrisiego bywa podpartym gruntownymi badaniami i naukowymi dowodami, ale znacznie mniej zaskakującym i dużo bardziej przegadanym niż poprzednik. Całość opiera się na teorii, którą sam autor sprawdził w praktyce, a więc próbie zniknięcia przed całym światem w dobie totalnej globalizacji i inwigilacji prowadzonej przez kamery, telefony, maile i komputery. Natłok postaci jest jednak zbyt duży, przez co trudniej odczuwać wobec nich empatię, a co więcej, ich motywacja opierająca się na tytułowej hipotezie zła prowadzi do licznych wywodów natury filozoficznej, gdzie szczytem jest już pojawiające się pod koniec nadmierne tłumaczenie tytuły, tak by na wszelki wypadek każdy zrozumiał. Cóż z tego, jeśli personaliów głównego złego charakteru można się domyślić mniej więcej w połowie książki? Jest to spory zawód. Tym większy, że otwarcie powieści jest naprawdę mocne, a wątek z obrazkami w szkole i związanym z tym odkryciem w jednym z domów okazuje się być bardziej poruszający niż cała powieść.

Carrisi pisze świetnie, a jego warsztat i pomysły nie mają sobie równych. Tym samym „Hipoteza zła” jest tytułem godnym polecenia fanom gatunku i obowiązkową lekturą każdego fana autora. Nie zmienia to jednak faktu, że w porównaniu do poprzednika jest to spadek formy, gdzie dobre jest wrogiem lepszego.

Jaguar
Poprzedni

Klejnot, Biała róża - młodzieżowa antyutopia dla fanek Rywalek [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

One-Punch Man #2 - cudna superbohaterska komedia [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz