KSIĄŻKI 

Interregnum tom 1 – polskie archiwum X [recenzja]

“Interregnum”, debiut Przemysława Kardy, mogło być interesującym punktem na mapie polskiej fantastyki. Jednak ciekawe pomysły giną pod natłokiem warsztatowych niedostatków i zupełnie zbędnej wzniosłości.

Fabuła powieści rozgrywa się na kilku planach, jeden skupia się na parze naukowców z CERN próbujących dowieść istnienia innych rzeczywistości, a drugi dotyczy żołnierzy Legi Cudzoziemskiej wysłanych do Afryki z tajną misją odnalezienia pozaziemskiego artefaktu. Te dwa, w pewnym momencie łączące się ze sobą wątki przeplatane są jeszcze innymi, poszerzającymi obraz kreowanego uniwersum. Dostajemy więc korposzczura, który wynajduje nowy sposób komunikacji, teorie spiskowe z udziałem CIA i Majestic, złych kosmitów i zbliżającą się zagładę mającą swe korzenie w odległych zakątkach kosmosu. Elementów składowych jest dosyć sporo, pomysłów na ich łączenie i dopasowywanie autorowi też nie brakuje – szczególnie widać tutaj inspirację serialem “Archiwum X” – ale niestety zawodzi warsztat.

Mam wrażenie, że książce zabrakło porządnej redakcji. Gdyby ją doszlifować i odchudzić o jakieś trzydzieści procent byłaby bardziej przyjazna czytelnikowi. Autor buduje fabułę głównie poprzez dialogi, które raz, że jest ich stanowczo za dużo, często koncentrują się na dupie Maryni, a przez to strasznie nużą, a dwa są sztuczne, nienaturalne i nierzadko obarczone przyciężkawą filozoficzną nutą wciśniętą znienacka na zasadzie “złotych myśli”. Przez te sztywne przemowy i wkładanie bohaterom w usta życiowych prawd na temat struktury wszechświata, ci wypadają płasko i pretensjonalnie. Każdy, czy jest zwykłym trepem, czy genialnym naukowcem, posługuje się kwiecistą, hiperpoprawną mową. To męczy, a jeszcze bardziej irytuje.

Podobnie rzecz ma się z opisami, którym autor dodaje wzniosłości, a ta w efekcie bardziej śmieszy niż dodaje powagi. Poza tym nadmiernie rozwleka wiele scen, skupia się na nieistotnych szczegółach zamiast zrobić cięcie i pchnąć akcję do przodu. Przez to napięcie całkowicie siada i zamiast dać się porwać fabule, z utęsknieniem czekamy na jej koniec. Z czasem idzie się do tego przyzwyczaić, Karda zresztą odrobinę się rozkręca i w finale książki pisze już bardziej płynnie.

Doceniam wiedzę autora (głównie tę z zakresu fizyki), ogrom pracy jaką włożył w kreację świata i kilka ciekawych pomysłów, ale niestety w tym debiucie więcej jest minusów niż plusów. Niby Karda to podróżnik, ale przedstawiony świat nie zachwycił, niby żołnierz, ale militarna część powieści wypada mało wiarygodnie. Trzymam jednak za niego kciuki, bo choć wykonanie pozostawia wiele do życzenia, to koncept całości jest interesujący i jeśli trafi mu się dobry redaktor, jest szansa, że kolejne części “Interregnum” będzie czytało się już znacznie lepiej.

Scream Comics
Poprzedni

Juan Solo 2: Ciało i Trąd/Święty Łajdak - za garść diamentów [recenzja]

dollar babies
Następny

Stephen King za grosze

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz