KSIĄŻKI 

Inwit – Polityka, kłamstwa i operacje specjalne [recenzja]

Za “Fortę” Michał Cholewa otrzymał zasłużoną Nagrodę Zajdla i Srebrne Wyróżnienie Żuławskiego. To była bardzo dobra powieść, ale “Inwit”, co nawet nie dziwi, jest jeszcze lepszy, i to na każdym możliwym poziomie.

Cholewa przyzwyczaił już do nienagannego stylu, od początku, czyli “Gambitu”, prezentując wysoki poziom literacki. W czwartej powieści z cyklu “Algorytm Wojny” (seria wreszcie doczekała się swojej nazwy) ten wciąż pozostaje mocnym atutem autora i służy mu do konstruowania i opisywania coraz bardziej złożonych fabuł. O ile “Gambit” był lekkim wprowadzeniem do całości, gdzie prowadzono czytelnika za rączkę, o tyle stopień skomplikowania z każda kolejną odsłoną rośnie wprost proporcjonalnie, w “Inwicie” osiągając szczyt.

Oddział weteranów Marcina Wierzbowskiego zostaje wcielony w szeregi niesławnego Dowództwa Operacji Specjalnych Unii Europejskiej i pod komendą bezwzględnego pułkownika Brisbane’a wysłany na Liberty, która raz, że samodzielnie poradziła sobie z buntem sztucznych inteligencji, a dwa, jest w posiadaniu dwóch kopalń caellium, bardzo cennego surowca umożliwiającego międzygwiezdne podróże. Problem w tym, że planeta leży w strefie wpływów USA, które militarnie górują nad UE. Rozpoczyna się więc walka z czasem i wdrażanie misternie skonstruowanego planu działania.

Do tej pory Cholewa skupiał się praktycznie wyłącznie na działaniach wojskowych, ukazując tytułowy algorytm wojny od strony zwykłych trepów, słanych na misje w pierwszych szeregach jako mięso armatnie, osłaniające skomplikowane działania OeSów. Teraz gdy żołnierze trafiają do jednostek specjalnych ich zadania wyglądają zupełnie inaczej, mają bardziej delikatny i konspiracyjny charakter. Działania na Liberty, oficjalnie mające charakter dyplomatyczny, dają autorowi okazję do skonstruowania nie tylko wymagającej operacji militarnej, ale i równie skomplikowanej sytuacji politycznej.

Liberty, przez lata odcięta od cywilizacji, to zamknięty, opresyjny ekosystem wzorowany na tym z “1984” Wellsa czy “V jak Vendetta” Moore’a. Tym bardziej fabuła wymaga delikatnego rozegrania szczegółów na wielu poziomach i w wielu lokalizacjach jednocześnie. Cholewie udaje się to wybornie. Cała intryga to wręcz koronkowa robota, doskonale rozplanowana, logiczna, inteligentna, wciąż trzymają w napięciu i dająca niebywałą satysfakcję – ta pojawia się w finale, kiedy wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsca i ukazuje się sedno całej opowieści.

“Inwit” jest więc jak do tej pory najlepszą powieścią Cholewy. Dostarcza mnóstwo rozrywki ale jednocześnie stawia też intelektualne wyzwania i pozostawia na moralnym rozdrożu ukazując wojnę w jej pełnej krasie, zwłaszcza w ramach działań specjalnych. Nie zdziwię się jak autor po raz kolejny zgarnie pulę nagród w przyszłym roku.

Universal
Poprzedni

5 najgorszych piosenek, które dostały Oscara

krew_tchorzy1
Następny

Krew tchórzy #1: Zemsta Jamy - Dumas spotyka przeciętność [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz