KSIĄŻKI 

Iron Maiden, Run to the Hills – z szacunkiem o Żelaznej Dziewicy [recenzja]

Nareszcie! – chciałoby się powiedzieć, trzymając w dłoniach wznowienie najsłynniejszej biografii Iron Maiden pióra samego Micka Walla. Pozycja ta przez dłuższy czas była niedostępna na naszym rynku, cieszy więc, że stale rosnące grono fanów Żelaznej Dziewicy może poznać historię najsłynniejszego zespołu heavy metalowego świata.

Mick Wall ma w swoim dorobku biografie największych artystów świata rockowego, chwaliliśmy już na naszych łamach książki o AC/DC czy Black Sabbath. Wysoki poziom tych lektur, jak również wygórowane oczekiwania wobec „Run to the Hills” przełożyły się na to, że w gruncie rzeczy omawiana biografia okazała się nie być aż tak fascynującą, jak oczekiwałem.

Otrzymujemy świeżutką, aktualną i kompletną historię Żelaznej Dziewicy. A że ugrzecznioną? No cóż, to dostojny heavy metal, nie obmierzły punk rock.

Większość opowieści o zespołach muzycznych ma tendencję do drobiazgowego opisywania początków istnienia formacji i pobieżnej gonitwy przez kolejne wydawnictwa i trasy. Historia spisana przez Micka Walla wpasowuje się w tę konwencję połowicznie. Autor bardzo drobiazgowo i szczegółowo przedstawia początki grupy, znakomicie prezentując jak kształtowała się w ogóle scena muzyczna w Londynie w latach 70-tych ubiegłego wieku i jak Steve Harris walczył, by zebrać na East Endzie skład, który pozwoli mu zrealizować muzyczne marzenia. Mamy tu więc klasycznie i ogrom pracy u podstaw i wielki upór w dążeniu do celu. W odróżnieniu jednak od innych biografii Walla zabrakło tu odrobiny pazura, który wynika być może z faktu, że Harris niewątpliwie zadbał by w oficjalnej biografii nie pojawiły się wątki mogące mieć wpływ na negatywny wizerunek zespołu. Owszem, nikt nie próbował zatajać, że ojcowie dwóch muzyków mieli konszachty z niesławnymi braćmi Kray trzęsącymi niegdyś światkiem przestępczym w Londynie. Nikt nie próbuje udawać, że w kwestii pozbywania się „zbędnych” muzyków zespół nie miał sentymentów. Niemniej widać, że obraz Iron Maiden wyłaniający się „Run to the Hills” został odpowiednio przefiltrowany. Tym samym, jeśli szukacie bardziej pikantnych szczegółów i mniej poprawnych politycznie faktów, odsyłam Was do „Iron Maiden: Historia Żelaznej Dziewicy” autorstwa Paula Stenninga (w Polsce wydana nakładem InRock). Jest to książka zdecydowanie mniej udana, ale pod pewnymi kwestiami bardziej szczera niż oficjalna biografia.

Weźmy pod uwagę, że pierwsze wydanie miało miejsce w roku 1998, tym samym, wbrew założeniu, jakie autor poczynił na początku książki, że nie będzie opisywał poszczególnych płyt, drobiazgowo ocenia (i wychwala) „Virtual XI”. Przyznam, że z jednej strony mnie to cieszy, bowiem oba albumy nagrane z Blazem uważam za bardzo niedocenione, nie da się jednak nie zauważyć pewnej polityki grupy, którą uwidacznia okładka „Dance of Death”, którą to płytę zespół wydał w momencie wznowienia biografii. Nie dość, że jest to jedna z najgorszych okładek w historii grupy (pobiło ją tylko „The Final Frontier”) to jeszcze sam album również nie jest tak doskonały jak próbuje nam wmówić Wall (choć we wstępie zapowiadał, że tego czynić nie będzie). Te zagrania można jednak zrozumieć i wytłumaczyć, szczególnie biorąc pod uwagę apodyktyczny charakter Harrisa i niemniej dyktatorskie metody Roda Smallwooda. Historię piszą bowiem zwycięzcy i to na nich skupia się ta biografia. Jest to zabieg dość rzadko spotykany i tym bardziej interesujący, gdy całe rozdziały zostają poświęcone poszczególnym muzykom. Z jednej strony stwarza to ułudę demokracji we wczesnych latach istnienia zespołu, z drugiej, w sprytny sposób unaocznia różnice charakterów i wewnętrzne konflikty jakie doprowadziły do rozłamów i ponownych zejść. Nie da się ukryć, że „Run to the Hills” to najlepsza i najbardziej kompletna książka o Iron Maiden i absolutny mus dla wszystkich fanów grupy. Całość wzbogacona obowiązkowo licznymi zdjęciami, gdzie nacisk położono na wczesny etap kariery, co daje dodatkowego smaczku i zwiększa wartość historyczną lektury. Szkoda tylko, że opowieść urywa się we wspomnianym roku 2003, na szczęście polski wydawca InRock zadbał by fani byli na bieżąco i do książki dołączono suplement w postaci króciutkiej książeczki Pawła Brzykcy, który opisuje dzieje grupy do dnia współczesnego. Tym samym, otrzymujemy świeżutką, aktualną i kompletną historię Żelaznej Dziewicy. A że ugrzecznioną? No cóż, to dostojny heavy metal, nie obmierzły punk rock.

anders morderca
Poprzedni

Poznaj Andersa mordercę i jego przyjaciół [konkurs]

Znak Horyzont
Następny

Żywe trupy: prawdziwa historia zombie - zombie są wśród nas [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz