KSIĄŻKI 

Jak w niebie – bajkowa powieść romantyczna [recenzja]

Marc Levy to obecnie jeden z najpopularniejszych francuskich pisarzy. W rodzimym kraju lepiej sprzedają się tylko książki Guillaume Musso. I choć w ostatnich czasach autor zwracał się w stronę thrillerów, to jego siłę stanowią romantyczne historie, takie jak wznowione właśnie „Jak w niebie”.

Debiutancka powieść pisarza z Boulogne-Billancourt ukazała się w 2000 roku i z miejsca odniosła wielki sukces, a już pięć lat później powstał film w reżyserii Marka Watersa zrealizowany przez wytwórnię DreamWorks. Za prawa do niej Steven Spielberg zapłacił dwa miliony dolarów. Cóż więc jest takiego w tej powieści, że poruszyła tylu czytelników (i widzów)? Najprostsza odpowiedź zawiera się w dwóch słowach – magia i miłość.

Magia, czy raczej realizm magiczny, wkracza do życia Artura,młodego architekta, za sprawą Lauren. To piękna, młoda lekarka, dla której praca jest wszystkim, nie ma czasu na życie prywatne. Dlatego gdy nadarza się okazja i trafiają się jej dwa dni wolnego, zamierza odwiedzić swoich przyjaciół. Wtedy też dochodzi do tragicznego wypadku samochodowego. Dziewczyna zapada w śpiączkę, a jej duch pojawia się w szafie Artura, który wynajmuje mieszkanie pozostawione przez lekarkę. Mężczyzna początkowo bierze sytuację za kolejny z głupich żartów swego przyjaciela, Paula. Gdy jednak okazuje się, że nikt nie widzi Lauren, a jej ciało rzeczywiście znajduje się w szpitalu, zaczyna wierzyć w niemożliwe. Wtedy też pojawia się miłość.

Jest tu wszystko, co powinna zawierać świetna powieść romantyczna – miłość, emocjonalną głębię i ogromy pozytywny ładunek zawarty w niesamowitej i lekkiej opowieści.

Siłą powieści jest jej lekkość i urzekająca prostota. Nie ma tu zawiłych opisów, skomplikowanych relacji, często autor stosuje rzadki zabieg, w którym zamiast rozpisywania dialogów streszcza je w poszczególnych akapitach. Język jakim operuje Levy jest specyficzny, w tym wypadku bez problemu można rozpoznać, że mamy do czynienia z debiutem. Ale najważniejsza jest tutaj historia, nieprawdopodobna, romantyczna i pełna pozytywnych emocji. Nieistotne jest niewiarygodne zawiązanie akcji, nie ma znaczenia uproszczenie pewnych działań bohaterów. Tu chodzi o rozwijającą się przyjaźń i rodzącą się miłość. Levy okazuje się wspaniałym i wrażliwym obserwatorem, perfekcyjnie i bez nadęcia opisując kwitnące uczucie. Gdyby jednak całość opierała się tylko na wątku Artura i Lauren, owa lekkość mogłaby zaszkodzić powieści, czyniąc ją przesłodzoną i banalną. Wprowadzenie tutaj wątku matki głównego bohatera podniosło rangę utworu, wzbogacając go dawką emocji niezbędną do wybicia się ponad przeciętność. Tym samym, debiut Marca Levego ma wszystko, co powinna zawierać świetna powieść romantyczna – miłość, emocjonalną głębię i ogromy pozytywny ładunek zawarty w niesamowitej i lekkiej opowieści. Oczywiście, dla niektórych zbyt lekkiej, zbyt niesamowitej, zbyt romantycznej. Ale światu potrzebne są też i romantyczne bajki. Zasłużony bestseller.

Death-House
Poprzedni

Death House, czyli Niezniszczalni w oparach horroru

Egmont
Następny

MAD kręci SF - żadnych świętości [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz