KSIĄŻKI 

Klątwa rodziny Palmisano – naiwny romantyzm w cieniu wielkiej wojny [recenzja]

Wydawnictwo Albatros nie ustaje w swej misji promowania intrygujących zachodnich autorów. Tym razem na tapetę trafia Rafel Nadal, hiszpański pisarz (warto zwrócić uwagę na pisownię imienia, by nie mylić ze znanym tenisistą o tym samym nazwisku), którego do tej pory znały tylko nieliczne polskie czytelniczki.

„Klątwa rodziny Palmisano” to czwarta powieść hiszpańskiego autora, zarazem pierwsza, która przyniosła mu międzynarodowy sukces. W Polsce do tej pory ukazała się tylko debiutancka książka pisarza, oparta na historii jego własnej rodziny – „Szampańskie dni” i przeszła bez większego echa. Czy omawiany tytuł ma szansę to zmienić? Na pewno pomoże wydawca, ale co z samą lekturą?

Mamy tu do czynienia z klasyczną historią miłosną odzianą w historyczne szaty, dodatkowo doprawioną tytułową klątwą. W miasteczku Bellorotondo na południu Włoch znajduje się pomnik poświęcony ofiarom I wojny światowej. Pośród wszystkich nazwisk aż dwadzieścia jeden nosi nazwisko Palmisano. Krąży pogłoska, że nad męskimi potomkami tej rodziny ciąży klątwa, dlatego też Donata, żona ostatniego z mężczyzn tego rodu, na wieść o śmierci małżonka na froncie postanawia przeciwdziałać fatum, by ocalić swego nienarodzonego jeszcze syna. Chłopiec zostaje oddany młodej wdowie i ma zostać wychowany pod innym nazwiskiem. Czy to wystarczy, by przerwać klątwę? Czy może przeznaczenie zadecyduje zupełnie inaczej? Historia zakazanej miłości, rozwój faszyzmu we Włoszech i nadciągająca II wojna światowa sprawiają, że w powieść katalońskiego pisarza wpada się po uszy już na samym początku. Szczególnie ujmujący jest styl autora – nieśpieszny, bardzo szczegółowy, pozwalający smakować każdą scenę – zwłaszcza w pierwszych, sielankowych wręcz epizodach. Rafel Nadal skrupulatnie przedstawia nie tylko historię pewnej rodziny, nie tylko opowiada o niezwykłej i zakazanej miłości, ale przede wszystkim o swojej ojczyźnie, o jej pięknie i tragediach. I tu pojawia się dysonans, który wpływa na odbiór całej powieści. Być może wynika to ze zbyt wielkich oczekiwań, jednak „Klątwa rodziny Palmisano”, po której spodziewałem się właśnie wyjątkowego dzieła, okazuje się tylko (lub aż) bardzo dobrym czytadłem.

Rafel Nadal z jednej strony zawierzył inteligencji odbiorcy i w subtelny sposób zawarł w powieści swój pacyfistyczny i antyfaszystowski manifest, z drugiej strony w ową inteligencję całkowicie zwątpił w kontekście historii miłosnej, która miała napędzać całą opowieść.

Autor bowiem drobiazgowo maluje przed oczyma czytelnika bajeczne krajobrazy międzywojennej Katalonii, przytacza zatuszowane, zapomniane i wstrząsające fakty z historii Włoch, szczęśliwie w tych momentach unikając epatowania okrucieństwem i unikając drastycznych detali. I obok tak wyjątkowych scen, jak zbombardowanie Bari i wysadzenie statku „John Harvey” na pokładzie którego znajdował się transport gazu musztardowego, serwuje czytelnikowi liczne dialogi między bohaterami, które wywołują częściej zgrzytanie zębów niż emocjonalną huśtawkę. Wynika to z prostego faktu, że Rafel Nadal z jednej strony zawierzył inteligencji odbiorcy i w subtelny sposób zawarł w powieści swój pacyfistyczny i antyfaszystowski manifest, z drugiej strony w ową inteligencję całkowicie zwątpił w kontekście historii miłosnej, która miała napędzać całą opowieść. Nie znaczy, że tak się nie dzieje. Tylko w jaki sposób? Autor dba, by nic nie zostało w tej kwestii źle zrozumiane, więc o ile nie dopowiada czegoś poprzez narratora, to pozwala to wyjaśnić postaciom. I w tym momencie robi się bardzo naiwnie i banalnie.

Mam więc ogromny dylemat z tą przełomową powieścią autora. Romans historyczny jest wbrew pozorom odmianą gatunkową bardzo wymagającą i widać, że nie każdy może osiągnąć na tym polu poziom mistrzowski. Świetnie skonstruowana fabuła pod względem historycznym potyka się co rusz o przewidywalne wątki miłosne, inteligentny przekaz pacyfistyczny zderza się z naiwnym romantyzmem. Całość czyta się znakomicie, a jednak pod koniec pojawia się lekkie odczucie niedosytu i wrażenie, że obiecano nam więcej niż dostaliśmy. Ostatni plus dorzucam za pozwalający na własną interpretację finał.

gracze-1400
Poprzedni

Gracze - Zagrać na mundialu i nie zwariować [recenzja]

UIP
Następny

Jason Bourne – destrukcja kontrolowana [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz