KSIĄŻKI 

Klejnot, Biała róża – młodzieżowa antyutopia dla fanek Rywalek [recenzja]

Kształtowanie czytelnika zaczyna się bardzo wcześnie i dobrze dzieje się w naszym kraju, w którym coraz większą popularnością cieszy się literatura młodzieżowa. O ile jednak całkiem łatwo wybrać książkę dla syna, to już wybór lektury dla córki nie jest tak oczywisty.

Zarysowany powyżej problem mógłby być tematem osobnego artykułu, tutaj jednak najważniejsze jest to, że „młodzież to kategoria społeczna obejmująca ludzi od 11-13 lat do 19-21 lat” (powtarzając za Wikipedią). Pod względem rozwoju granicę tę zawęża się do przedziału między 13stym a 18stym rokiem życia. I do tego worka należy teraz wrzucić wszystko od „Harry’ego Pottera”, „Zwiadowców”, „Rywalek”, „Igrzysk Śmierci”, „Córkę Dymu i Kości” po „Sekretny układ” i „Monstruologa” (jeżeli bierzemy pod uwagę tylko współczesną literaturę dla młodzieży wyłączając całkowicie klasykę). Okazuje się wówczas, że wybór lektury dla swojej pociechy nie jest wcale taki prosty. Komplikację ojca wywołuje kolejny fakt. Na okładce „Klejnotu” Amy Ewing wyraźnie zaznaczono, że autorka otrzymała tytuł magistra z kreatywnego pisania dla dzieci, a jej praca magisterska to właśnie ta powieść. Na szczęście okładka i czcionka tytułu nawiązujące jawnie do serii „Rywalki” jasno ostrzegły mnie przed wręczeniem książki córce. Ustalmy, że w tym wypadku „dzieci” wypadają gdzieś w połowie wieku „młodzieży”.

Pomijając jednak powyższe czysto teoretyczne rozważania, czy sugestie wydawcy zawarte w okładce i tytule są tylko chwytem marketingowym wydawnictwa Jaguar? Bynajmniej. Amy Ewing tworząc swoją książkę pełnymi garściami czerpała z „Rywalek” Kiery Cass, „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins i „Niezgodnej” Veroniki Roth. Podobieństwa momentami są zatrważające, oscylujące w pobliżu plagiatu, ale ostatecznie mamy do czynienia z młodzieżową antyutopią dla dziewcząt, nietrudno więc się domyślić, że będziemy tu mieli znów swoistą wersję bajki o Kopciuszku przepuszczoną przez filtr okrutnego społeczeństwa, gdzie główna bohaterka musi walczyć o wolność i przetrwanie w świecie przepychu i bogactwa, tytułowym Klejnocie, podczas gdy jej biedna rodzina mieszka w jednej z najgorszych dzielnic – Bagnie. Myli się jednak ten, że Violet, bo tak nazywa się protagonistka powieści, przebywa tutaj dobrowolnie. W tym świecie arystokracja na skutek chorób i powikłań nabawiła się bezpłodności, tym samym grozi jej wyginięcie. Problem jednak rozwiązują surogatki, dziewczęta z biednych dzielnic, które od dziecka są przygotowywane do aukcji, wielkiego święta, w trakcie którego zostają sprzedane do jednego ze szlacheckich domów. Nikt jednak nie ukrywa, że służą wyłącznie do jednego celu, nawet jeśli zdarza się, że w niektórych siedzibach zaznają wcześniej odrobiny luksusu. Prawo jest wobec nich bezlitosne, co odkrywa protagonistka utworu. Nim jednak spotka ją tragiczny los wszystkich surygatek zdąży zawrzeć kilka znaczących przyjaźni i odkryć prawdziwą, choć zakazaną miłość, co z kolei sprawi, że Violet zdecyduje się odmienić swój los i przeciwstawić się zastanemu porządkowi rzeczy.

Mamy tu znów swoistą wersję bajki o Kopciuszku przepuszczoną przez filtr okrutnego społeczeństwa, gdzie główna bohaterka musi walczyć o wolność i przetrwanie w świecie przepychu i bogactwa.

Tom pierwszy, „Klejnot” konsekwentnie korzystając z wzorców wykreowanych w wymienionych wcześniej utworach, sumiennie przedstawia nam bohaterkę (obowiązkowo w narracji pierwszoosobowej) i cały świat przedstawiony, włącznie z apodyktycznymi przedstawicielami szlachty, z których nikogo nie da się tak naprawdę polubić. Jest to też ogólny problem książki, bowiem sympatycznych bohaterów mamy tutaj jak na lekarstwo, a ci, którzy do takiego miana pretendują są skonstruowani dość naiwnie. Prym wiedzie zaś główna bohaterka. Nie da się jednak ukryć, że sama intryga jest skonstruowana dość sprawnie i jeśli czytelnikowi nie przeszkadza chodzenie wytartą ścieżką, może przy lekturze spędzić kilka miłych, relaksujących chwil.

Znacznie ciekawiej robi się w tomie drugim „Biała Róża”. Bohaterka ucieka wraz z ukochanym, by uniknąć wydanego wyroku przez Diuszesę wyroku śmierci. Oczywiście czeka ich wiele problemów, tym bardziej, że arystokracja zadbała o odpowiednią wersję historii mającą ułatwić złapanie zbiegów. Muszą się ukrywać do spółki z kolejnym zbiegiem, Raven, cudem ocalałą przyjaciółką Violet. Jedyną szansą na przetrwanie jest dotarcie do azylu na Farmie. Tam dziewczyna odkrywa, że posiadane przez nią moce są znacznie potężniejsze niż przypuszczała, a na świecie jest wielu ludzi, tak jak ona, gotowych do buntu przeciw władzy.

Fabuła znów jest kalką kilku znanych schematów, leżących wręcz u podwalin literatury fantastycznej, ale trzeba przyznać, że tym razem nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Zwraca uwagę również poprawa stylu autorki, która wyraźnie postarała się w opisach miejsc i konstrukcji świata. Oczywiście, znów postacie są schematyczne, Violet dalej jest niewiarygodna emocjonalnie (niby jest informacja, że była załamana, ale z jej poczynań i wypowiedzi trudno to wywnioskować), ale całość nabiera wyraźnych rumieńców. Dowiadujemy się więcej o Samotnym Mieście i jego pięciu kręgach, w dużo większym stopniu objawia się magia i fantastyka. Jest to duży plus w porównaniu do poprzednika, gdzie naiwne intrygi dworskie dawały się przewidzieć zanim tak naprawdę się rozkręciły. Tym razem zaskoczeń również brakuje, ale nie sposób odmówić pani Irving konsekwencji i pomysłu na świat przedstawiony. Wyraźnie zaznacza się różnica między tomami, gdzie „Klejnot” był zaledwie sztampowym wprowadzeniem, a „Biała róża” spokojnie rozwija całą historię ukazując swoje atuty takie jak humor i epizody, wzbogacające główną oś fabularną. Jest to bardzo duża gratka dla czytelników, czy raczej czytelniczek, które nie zniechęciły się po pierwszym tomie. Amy Ewing celuje w konkretnego odbiorcę i nawet nie udaje, że jest inaczej. To literatura wtórna, ale skazana na sukces.

Krótko mówiąc, o ile pierwszy tom można uznać za przeciętny, drugi nazwalibyśmy interesującym. Pozostaje czekać na trzeci, który wyjaśni nie tylko historię Violet, ale też i wartość samej serii. Póki co ocenę serwujemy ze średniej – przeciętny tom pierwszy i dobry tom drugi.

Scream Comics
Poprzedni

Sanktuarium #3: MOT - solidny blockbuster [recenzja]

Albatros
Następny

Hipoteza zła - Carrisi bardzo dobry, ale tym razem nie znakomity [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz