KSIĄŻKI 

Koniec warty – uprzejme zwieńczenie trylogii [recenzja]

Stephen King wywołał burzę wśród fanów gdy zapowiedział, że wraz z powieścią „Pan Mercedes” zwraca się w stronę kryminałów. Powieść jednych zachwyciła, innych zniesmaczyła, nieco mniej kontrowersji wywołał tom drugi cyklu „Znalezione Nie kradzione”. „Koniec warty” zamyka trylogię Zabójcy z Mercedesa. Z jakim skutkiem?

Trudno jest być liderem w jakiejś dziedzinie i nagle zmienić swoją profesję na tyle wiarygodnie, by nie zaszkodzić wywalczonej przez lata pozycji. Historia zna setki przypadków, kiedy ikony sportu, filmu, literatury, muzyki próbowali zbadać dotąd nie odwiedzane przez siebie rejony i polegli wówczas sromotnie. King jednak, choć nazywany przez wielu mistrzem horroru, w gruncie rzeczy przecież w równym stopniu poświęca uwagę fantastyce co dramaturgii, w obu przypadkach kładąc nacisk na wątek obyczajowy. Tym samym, fakt, że twórca „Cujo” porwał się na kryminał wcale mnie nie zaskoczył, co więcej, utwór ten bardzo mnie się spodobał. Niestety, rozdźwięk w odbiorze był ogromny – z jednej strony Nagroda Im. Edgara Allana Poe za najlepszą powieść kryminalną w roku 2014, z drugiej zawód wielu fanów, którzy stwierdzili, że ich mistrzowi pisać takich utworów nie wypada. Efekt? Już w „Znalezionym Nie kradzionym” King znalazł się jakby w rozkroku pomiędzy uwielbieniem dla starych kryminałów, a swoim klasycznym stylem snucia obyczajowo-horrorowych opowieści. I choć w tamtym tomie znaleźliśmy zaledwie zalążki tych wątków, to pamiętam jak rok temu w rozmowie z Jakubem Ćwiekiem na łamach Dzikiej Bandy właśnie prorokowaliśmy, że autor planuje chyba powrót do korzeni. I rzeczywiście.

To powieść nieco na zasadzie – „Chcieliście? To macie!”. „Koniec warty” wieńczy  serię z godnością i uprzejmością.

Brady Hartsfield przebywający w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu rzeczywiście zyskuje zdolności paranormalne, tak jak sugerował to finał „Znalezione Nie kradzione”. Postanawia wykorzystać je do dokonania ostatecznej zemsty na tych, którzy uniknęli jego obydwóch zamachów, ale przede wszystkim na człowieku odpowiedzialnym za jego obecność tutaj – emerytowanym detektywie Billu Hodgesie. Co łączy tajemnicze samobójstwa z przestarzałą konsolą do gier? Czy Bill i Holly zdołają wreszcie powstrzymać psychopatę, który stał się groźniejszy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? Czy King udźwignie ciężar oczekiwań fanów?

Jeśli chodzi o większość powyższych pytań, musicie sami poszukać odpowiedzi w książce. Pewnym jest natomiast, że autor sprostał oczekiwaniom i dał czytelnikom to, czego oczekiwali, niezależnie, czy wyglądali horroru, czy kryminału. Inna sprawa, że rozkrok zaznaczony w poprzednim tomie tutaj niemal przypomina szpagat, a wątek z nadprzyrodzonymi mocami Brady’ego oscyluje pomiędzy „Carrie” a „Martwą Strefą” ze szczególnym naciskiem właśnie na tę drugą. Ale z drugiej strony, King również nie udaje, że próbuje teraz stworzyć coś nowego, że bada nowe rejony. W typowy dla siebie, rzemieślniczy sposób konstruuje fabułę i powieść, jak ma się podobać i, jak przystało na mistrza w swoim fachu, wywiązuje się z zadania znakomicie. Problem w tym, że koncentrując się tak bardzo na zaspokojeniu gustów swoich czytelników nie zadbał o najważniejszy element – zaskoczenie. Oczywiście, Brady rozwija się naprawdę znakomicie i trzeba przyznać, że to jeden z najwredniejszych łotrów jakich pisarz zdołał przez lata stworzyć, niemniej nie sposób nie domyślić się finału i ostatecznego zakończenia. Co więcej, bardziej emocjonujące fragmenty również da się przewidzieć, zarówno te weselsze, jak i te wzruszające. Przyznaję, wszystkie spełniają swoją rolę, potwierdzając kunszt Kinga, ale są niezaprzeczalnie przewidywalne. Tym samym, choć powieść jest rzetelnym i świetnie napisanym, klasycznie kingowskim wręcz utworem, brakuje tu napięcia, które pozwoliłoby uznać książkę za coś więcej niż ukłon w stronę fanów właśnie. Na zasadzie – „Chcieliście? To macie!”. W końcu to King. Wolno mu, a nam przychodzi podziękować. Za dobrą rozrywkę podczas całej trylogii „Pana Mercedesa”, którą „Koniec warty” wieńczy z godnością i uprzejmością.

jane got a gun b
Poprzedni

Niepokonana Jane - John Wayne w spódnicy? [recenzja]

Projekt: Magdalena Babińska
Następny

Europe Comic Con Kielce 2016 [informacja prasowa]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz