KSIĄŻKI 

Krąg – antyutopia bliskiego zasięgu [recenzja] [książka] [thriller]

Pisanie recenzji „Kręgu”, potem wrzucenie jej do sieci, następnie udostępnienie linku na Facebooku, obserwowanie ile wpis zdobędzie lajków – w kontekście treści książki, wszystkie te działania mają wydźwięk mocno ironiczny. Dzieło Eggersa jest bowiem w znacznej mierze krytyką mediów społecznościowych, ale to tylko jeden z kilku elementów powieści, którymi skutecznie straszy nas autor.

„Krąg” powinien dostać do przeczytania każdy internauta. Świeżo po lekturze, na pewnym poziomie wpływ tej książki jest  bardzo doraźny – choćby w tych momentach, w których zanim opublikujemy w sieci kolejny komentarz, czy wstawimy na końcu zdania jeszcze jedną uśmiechniętą buźkę, przez chwilę zastanowimy się jaki to ma sens dla nas i dla innych użytkowników, co nam to daje i co robiąc to osiągamy. Jak wiemy, na Facebooku nie ma przycisku „nie lubię”, ale można tam przykładowo usunąć kogoś z listy znajomych – kto przeżył tego rodzaju usunięcie zapewne wie, jak takie wydarzenie może wpłynąć na samopoczucie i do jakich prowadzi pytań, wątpliwości i wewnętrznych rozterek. W kontekście rozsiewanego w Internecie hejtu to i tak nic. Otóż, Dave Eggers umieszcza fabułę swojej powieści w bardzo szczególnym momencie. Za sprawą pewnej rewolucyjnej aplikacji, trolle i hejterzy praktycznie znikają z sieci. Ów fakt okazuje się świetnym punktem wyjściowym dla snucia wielowarstwowej opowieści o realizowaniu utopijnej wizji społecznej, która powstaje głównie dzięki zdobyczom innowacyjnych technologii.

Dave Eggers umieszcza fabułę swojej powieści w bardzo szczególnym momencie. Za sprawą pewnej rewolucyjnej aplikacji, trolle i hejterzy praktycznie znikają z sieci/

Główna bohaterka, Mae Holland, dzięki przyjaciółce ze studiów dostaje pracę w wyznaczającej światowe trendy w wielu dziedzinach firmie o nazwie Circle. Tytułowy Krąg powstał na bazie jednej, genialnej w swej prostocie aplikacji pod nazwą TruYou, która zintegrowała najważniejsze internetowe narzędzia. Odtąd użytkownicy tej ogarniającej całą sieć aplikacji mają jedno, oficjalne, imienne konto, za pomocą którego, używając praktycznie jednego przycisku mogą dokonywać w wirtualnym świecie dosłownie każdej operacji. Zmienia to całkowicie światowy marketing, przedsiębiorcy mają dokładny wgląd w preferencje odbiorców, powoli nastaje era internetowej przejrzystości. Włodarze Circle mają jednak znacznie większe ambicje, firma w swoich szeregach skupia wielu wybitnych specjalistów, dzięki pomysłom których można zacząć naprawianie całego świata. Mae wcześniej pracowała, czy raczej męczyła i marnowała się w zwykłym przedsiębiorstwie usług komunalnych. Przejście do struktur Cirlcle jest jak złapanie Pana Boga za nogi – choć jak okazuje się na samym początku, by złapać nogi Stwórcy pewnym chwytem, najpierw trzeba naprawdę mocno się naskakać.

Jedną z warstw powieści Eggersa jest bowiem analiza korporacyjnych mechanizmów. Zanim Mae na dobre zagości w strukturach firmy, przejdzie kolejne etapy firmowej indoktrynacji i inwigilacji. Początkowo, te przedstawione jako przyjazne i wynikające ze szczerej wydawałoby się troski działania zwierzchników mogą wywołać u czytelnika uśmiech (świetny epizod z portugalskim brunchem), ale z biegiem czasu ów uśmiech będzie nam coraz częściej zamierał na ustach. A nawet więcej –  szczerze przyznaję, że chyba przy żadnej innej książce nie wydostało sie z moich ust podczas lektury aż tyle siarczystych przekleństw. Będących najczęściej wyrazem niedowierzania w naiwność bohaterki, która z początku opornie, ale potem już całkiem gładko przechodzi kolejne stopnie korporacyjnego uzależnienia. Od ulegania opinii i zdaniu większości, aż po totalne zachłyśnięcie się nadrzędną ideą.

Czemu tak często rzucałem mięchem? Bo Eggers ma świetny zmysł obserwacyjny, opisuje niby dopiero nadchodzącą i być może możliwą przyszłość, ale w dużym stopniu jest to powieść o naszym tu i teraz. Bardzo sprawnie wychodzi od wizji rozwoju mediów społecznościowych i opisu mechanizmów korporacyjnych do rasowej antyutopii, w której silnie pobrzmiewają echa poprzednich literackich dokonań w tej dziedzinie. Eggers musiał z pewnością czytać „Nowy wspaniały świat” i „Rok 1984”, nie jestem pewien czy zna „My” Zamiatina (idea przejrzystości jest jak żywcem wyjęta z powieści Rosjanina) – w  każdym razie w „Kręgu” widać wpływ każdej z tych wymienionych książek. Nie chcę tu dokładnie analizować podobieństw, bo musiałbym zdradzić wiele niuansów fabuły, a docieranie do jej kolejnych warstw pozostawiam czytelnikowi. Co prawda wizja Eggersa miejscami wydaje się mocno uproszczona i z pewnością nie ma literackiego sznytu poprzedników, ale i tak stanowi rodzaj unikalnego doświadczenia. W książkach Zamiatina, Huxleya i Orwella byliśmy z miejsca wrzuceni w „utopijny” świat przedstawiony. Eggers natomiast opisuje –  co  najważniejsze, w jakże bliskiej nam scenerii – moment tworzenia utopii przez grono „dobrych ludzi”, których celem jest (jak zresztą wiele razy w dziejach) samowolne naprawianie świata.

Tak też się dzieje, naprawiają go, praktycznie nie licząc się ze zdaniem przeciwnych ich działaniom osób. Niektóre pomysły wizjonerów z Circle, którymi zarzuca nas autor wydają się naprawdę rozsądne i społecznie pożądane, inne średnio możliwe do zrealizowania, ale już sam fakt, że ktoś – w tym przypadku pisarz – na takowe wpadł, powinien nam uświadomić, że z pewnością pomyśleli już o nich różnej maści reformatorzy. Naprawa świata za pomocą technologicznych innowacji w wielu przypadkach okazuje się być mieczem obosiecznym, obok usprawnienia życia przynosi również naruszenie prywatności i poszerzenie kontroli państwa lub korporacji nad obywatelami. Popkultura temat śmiało podchwytuje, pokazując tego rodzaju zagrożenia choćby w serialu „Person of Interest”, czy mającym już swoje lata „Wrogu publicznym”. „Krąg” przynosi jeszcze jedną, bardzo ciężką cegiełkę, z których buduje się w dzisiejszych czasach zarówno naszą rzeczywistość, jak i utopijne wizje. Chodzi mianowicie o będące w dużym stopniu  pokłosiem rozwoju Internetu zjawisko szantażu emocjonalnego, które macherzy od socjotechniki są w stanie zaprezentować masom tak, że będzie ono wydawać się głosem rozsądku. Każdy z nas pewnie myśli, że jest w stanie przeciwstawić się tego typu zabiegom, tego typu machinacjom, ale narzędzia wpływu stają się coraz bardziej skuteczne, a przy tym powszednieją, aż w końcu może stać się tak, że przestaniemy w ogóle je zauważać. To przecież dzięki ich użyteczności możemy poprawić sobie samopoczucie, podnieść samoocenę i czynnie uczestniczyć w internetowej wspólnocie. W powieści Eggersa odbywa się to wreszcie bez trollów, bez hejtu, w prawdziwie demokratycznych, wirtualnych warunkach, w których wszyscy się wspierają, z rzadka obrażają i strofują, głownie słodzą sobie nawzajem i głaszczą po główkach. Zupełnie bez świadomości, że przecież zagłaskać też można na śmierć. Nawet wirtualnie.

Egmont
Poprzedni

Baśnie #14: Wiedźmy - wciąż trzymają poziom [recenzja]

cooties-poster
Następny

Szkolna zaraza - dzieci zombie [recenzja] [film]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz