KSIĄŻKI 

Krew nie woda – krwista prawda o polskiej polityce [recenzja]

Krew nie woda, a polityka nie szkółka niedzielna. To zajęcie dla prawdziwych twardzieli. Bezwzględne, niewdzięczne i pełne nieprzyjemnych niespodzianek. Nieważne, czyś człowiek, czy wampir – w imię służby musisz być gotowy na wszystko.

Tak jak marszałek Sejmu, Radecki. Został przywódcą politycznym w świecie, gdzie istoty nocy – ghule, zombie i oczywiście wampiry – zdominowały politykę. Jako prominentny i zasłużony krwiopijca zasiada na fotelu prezesa Partii Demokratycznej, zrzeszającej koneserów ludzkiej krwi właśnie. Teraz zaś Radecki stanał przed podwójnym wyzwaniem – musi doprowadzić swoje ugrupowanie do ponownego zwycięstwa w nadchodzących wyborach. Kampania jest długa, zacięta i pełna wywlekanych brudów. Konkurencja w postaci ghuli i zombie nie śpi. Niemniej, drugi problem wymaga zakopania topora wojennego. Jeden z wampirów, hrabia Ponimirski, postanowił zrobić coming out w imieniu wszystkich nieludzi. Pragnie przywrócić status quo rodem z książek Brama Stockera czy Marry Shiley, kiedy potwory żłopały ludzką krew i budziły prawdziwą grozę.

To nie będzie łatwa kampania…

Tak wygląda zalążek historii z „Krew nie woda”, powieści podszytej dowcipną polityczną nalizą.

W książce kryje się sporo humoru, ale kelner podsuwa go z kamienną twarzą, niczym Poniedzielski podczas występów. Owszem, narracja skręca chwilami w stronę dowcipnych komentarzy, ale czyni to z pewną rezerwą.

Co ciekawe, satyra nie stanowi tu najważniejszego punktu zaczepienia. Dostajemy bowiem pełnowartościową fabułę z porządną intrygą oraz  – jakże by inaczej – pełnokrwistymi bohaterami. Autor potraktował ich całkiem serio i niektórych nawet polubimy – na tyle, na ile to możliwe w przypadku klasy rządzącej. Przoduje w tym marszałek Radecki, przywódca Partii Demokratycznej, obsadzonej właśnie przez krwiopijców. To twardy, bezwzględny zawodnik, a zarazem skuteczny przywódca, który radzi sobie z problemami jak umie. Czytelnik siłą rzeczy odczuwa sympatię do tej postaci. W swej wampiryczności jest bardzo ludzki, pełen słabości, ale prze do przodu. Jest w stanie zdziałać wiele dla dobra swoich i nie traci zimnej krwi. Podobnie jest zresztą z resztą towarzystwa. Romuald Pawlak mógłby swobodnie iść na łatwiznę i przedstawić karykatury znanych polityków ubrane w trupi garnitur. Zamiast tego dał nam pełnowymiarowych bohaterów obarczonych wątpliwościami, mających jakieś cele do spełnienia. Nawet zmanierowany hrabia Ponimirski jest tu czymś więcej niż zwierzyną łowną wystawioną na żer opowiadanej historii.

W książce kryje się jednak sporo humoru, ale kelner podsuwa go z kamienną twarzą, niczym Poniedzielski podczas występów. Owszem, narracja skręca chwilami w stronę dowcipnych komentarzy, ale czyni to z pewną rezerwą. Przy każdej porcji autor odsłania kolejne cyniczne mechanizmy rządzące polską i europejską polityką. Celne obserwacje przystępne dla laików mieszają się z mrugnięciami okiem w stronę zorientowanych. Chodzącą kopalnią odniesień jest pałętający się pod nogami głównych rozgrywających Driller, choć i kilka innych postaci wygłosiło całkiem smakowite cytaty, które przeszły do historii mediów i polityki..

Przy okazji obrywa się też zmiękczonemu wizerunkowi wampira, forsowanemu przez Stephenie Meyer i innych autorów romansideł zmieniających drapieżnika w udomowione książątko z bajki. Podoba mi się wykorzystanie wampirów jako metafory pasterzy golących swoje owieczki i grających przede wszystkim dla siebie. Dla własnej partii, stronników. Przy okazji Pawlak znalazł złoty środek między starym i nowym wizerunkiem nieumarłych. To po prostu kolejne istoty, które próbują odnaleźć się we współczesności – a ta przecież potrafi przyprawić o zawrót głowy największych mędrców.

Zdarzyło się kilka potknięć i spadków napięcia, ale to tylko drobne rysy na przyzwoitym obrazie całości.

„Krew nie woda” to solidna powieść. Sprawnie napisana, ozdobiona sympatycznym, subtelnym humorem. Dostajemy do rąk ciekawą historię pościgu dobrawioną garścią celnych spostrzeżeń. Warto przeczytać ją przed nadciągającymi wyborami, ale jako powieść rozrywkowa też się dobrze sprawdzi.

FOX
Poprzedni

Z archiwum X - nowe trailery

filadelfia rocky
Następny

PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI – DZIENNIK POKŁADOWY (VII)

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz