KSIĄŻKI 

Księga Wieszczb – prawda nas wyzwoli [recenzja]

Są takie książki, których się nie czyta – je się najzwyczajniej w świecie smakuje. Powieściowy debiut Eriki Swyler to doprawiony morską solą właśnie taki przypadek magicznego realizmu, historii w sam raz nadającej się do poznawania przy rozpalonym kominku, gdy za oknem nieustannie siąpi deszcz.
Im bardziej zagłębiamy sie w historię, tym wyraźniej zdajemy sobie sprawę z wykreowania przez autorkę zalatującego zgnilizną zbutwiałych desek nastroju  czegoś pierwotnego, rezonującego przez czas i przestrzeń.

Simon jest bibliotekarzem, mieszkającym w odziedziczonym po rodzicach, rozlatującym się domu na jednym z klifów zatoki Long Island. Koniec z końcem przychodzi mu wiązać ciężko, spuścizna jego rodziny rozpada się w oczach, a na domiar złego w jego ręce trafia osobliwy dziennik ekipy cyrkowej z końca XVIII wieku. Jak się wkrótce okaże, nierozerwalnie związany z tragiczną historią jego rodziny, zdającą się determinować kolej rzeczy w każdym z pokoleń. Jedyny sposób by zapobiec powtarzającym się wypadkom, to rozwiązanie tajemnicy i sięgnięcie w głąb mrocznych sekretów przeszłości – a czas goni, zwłaszcza, że do daty wyznaczającej kolejny akt feralnych wydarzeń pozostało zaledwie kilka dni.

Mimo, że „Księga Wieszczb” jest pierwszą powieścią Eriki Swyler, samej autorki debiutantką nazwać już nie sposób. Zbierane przez lata doświadczenie w pisaniu scenariuszy sztuk teatralnych i krótkich form literackich zaowocowało nieźle pomyślaną, intrygującą książką – z rodzaju tych, w których na pierwszym miejscu zamiast pędzącej akcji znajdują się wykreowane przez autorkę postaci i powoli sączący się z kolejnych stron nastrój.

I to właśnie ten drugi jest największym plusem całej powieści. Historię poznajemy z dwóch perspektyw – tej dziejącej się w czasach obecnych i drugiej, opisanej w dzienniku właściciela cyrkowej trupy. Swyler nie spieszy się z zawiązaniem akcji, dając czytelnikowi czas na przesiąknięcie stosunkowo mrocznym i tajemniczym klimatem kart tarota i magii, z biegiem czasu coraz silniej oddziałując na zmysły czytelnika. Tutaj każdy zapach, szelest, czy drgnienie płomienia ogarka świecy ma znaczenie. I choć do „Pachnidła” pod tym względem porównywać debiutu Amerykanki nie sposób, im bardziej zagłębiamy sie w historię, tym wyraźniej zdajemy sobie sprawę z wykreowania przez autorkę zalatującego zgnilizną zbutwiałych desek nastroju  czegoś pierwotnego, co podsycane przez wieki strachem i nienawiścią, rezonuje poprzez czas i przestrzeń, na zawsze zmieniając życiowe drogi bohaterów. Ci ostatni zresztą, to kolejna mocna strona „Księgi Wieszczb” – i o ile Simon sprawia wrażenie nieco zbyt sparaliżowanego życiowo, tak już członków cyrkowej trupy, czy jego siostrę, Enolę, można w mgnieniu oka polubić i co najważniejsze przywiązać się doń na tyle, by zaciskać za nich kciuki do samego finału.

„Księga Wieszczb” nie jest pozbawiona wad. Przede wszystkim, nie zawsze udaje się autorce utrzymywać odpowiednie tempo i w efekcie obok fragmentów które wręcz pożera się wzrokiem, znajdują się i takie, gdzie dzieje się relatywnie niewiele. Wątpliwości budzi też rozwiązanie całej zagadki –  przez całą powieść sugerowane jest czytelnikowi w dość oczywisty, momentami wręcz nachalny sposób. Kiedy więc bohater ze zdumieniem odkrywa prawdę, wywołuje to u odbiorcy nie tyle szok, co raczej poczucie niedosytu.

Jeśli jednak brać pod uwagę całokształt, powieściowy debiut Eriki Swyler jest rzeczą jak najbardziej wartą uwagi. Fani intensywnej akcji odejdą co prawda niepocieszeni, ci jednak którzy cenią sobie tajemnicę, nastrój i cokolwiek nietypową tematykę, żadna miarą się nie rozczarują.

Foto: Lech Polcyn, lic. CC 3.0 (wikimedia)
Poprzedni

Prof. Jerzy Vetulani: Narkotyki same w sobie nie są złem [wywiad]

16.-MFF-T-Mobile-Nowe-Horyzonty-we-Wroclawiu
Następny

Wybierz się na T-Mobile Nowe Horyzonty [konkurs]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz