KSIĄŻKI 

KSU: rejestracja buntu – biografia pod prąd [recenzja]

W Polsce wbrew pozorom niewiele jest zespołów otoczonych prawdziwym kultem i uwielbieniem zasługującym na poświęcenie im biografii. Jeśli jednak spojrzeć na podwórko punk rocka, okaże się, że mało kto zasłużył na to tak bardzo jak KSU.

Zastanawiające, że lata temu, kiedy muzyka punkowa nie była modą oraz nie kojarzyła się z ładnie ubranymi i uczesanymi chłopcami grającymi miłe dla ucha piosenki, KSU było odbierane raczej mniej poważnie niż TZN Xena, Dezerter czy Moskwa, a to właśnie ekipa z Ustrzyk Dolnych wykazała się największą siłą przebicia i w pełni zasłużenie dorobiła się statusu kultowego w kręgach, gdzie punk to wciąż skóry, glany i agrafki. Ta prywatna dygresja zmierza do tego, że KSU zawsze było nieco odmienne, wyjątkowe, a co za tym idzie, poświęcona im książka również nie mogła być zwyczajową biografią.

Krzysztof Potaczała jest dziennikarzem lokalnej gazety z Bieszczad, historykiem i specjalistą od reportaży, dlatego też do tematu biografii KSU podszedł inaczej niż autorzy sumiennie prezentujący kolejne nagrania i trasy koncertowe zespołów. Jako mieszkaniec tych samych terenów, z których pochodzą muzycy, a także jako fan punka, przede wszystkim skupił się na przedstawieniu tła historycznego i socjologicznych aspektów kształtujących kultową formację. Ustrzyki Dolne, stolica Bieszczad, jest bowiem miejscem, gdzie mieszają się kultury góralska, polska, ukraińska i ruska, a przez lata miasto to było zwykłą, szarą dziurą, nastawioną na przemysł. Ot, typowy PRL, z tą różnicą, że znajdująca się na peryferiach kraju miejscowość niejako cudem znalazła się po naszej stronie granicy. O tym, jak ciężko się tam żyło, jak walczyło się z systemem, jak ostro Służby Bezpieczeństwa rozprawiały się ze wszystkimi buntownikami można opowiadać długo, autor jednak perfekcyjnie lawiruje między językiem reportażu, a barwnej opowieści o grupie młodzieńców, którzy odkryli zagraniczną muzykę i postanowili grać tak, jak to robili ich idole. Jest to więc także opowieść o niezłomności, usilnym dążeniu do realizacji marzeń. A przede wszystkim buncie przeciw systemowi, który bezlitośnie prał mózgi całemu narodowi.

Nie tylko gratka dla fanów kultowego zespołu, ale również dla wszystkich, którzy interesują się historią muzyki i własnego kraju.

Autor, będąc nie tylko znawcą tematu, ale i dobrym znajomym zespołu, zawarł w tekście bardzo dużo wypowiedzi muzyków, jednocześnie zamieszczając wypowiedzi innych artystów, prezenterów muzycznych, a także rodziny i przyjaciół KSU. Przyjaźń okazała się bowiem słowem kluczem, które pozwoliło przezwyciężyć najtrudniejsze nawet zawirowania i w obliczu nieustającej walki z zastaną rzeczywistością pozwoliła muzykom pozostać sobą przez trzydzieści lat istnienia na scenie.

Tę niezwykłą książkę wzbogaca ogromna ilość zdjęć, dotycząca nie tylko samego zespołu, ale i Ustrzyk Dolnych, prezentujących równolegle nierozerwalną historię zarówno miasta, jak i wywodzącej się z niego grupy. Wraz z bogatym materiałem i niebanalną treścią czynią „KSU: Rejestracja Buntu” nie tylko gratką dla fanów kultowego zespołu, ale również dla wszystkich, którzy interesują się historią muzyki i własnego kraju.

shut up and rawk
Poprzedni

Shut Up and Rawk - Klasyczny hard rock ciągle żywy [recenzja]

kobieta samotna
Następny

Kobieta samotna - lodowe piekło uczuć w PRL [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz