KSIĄŻKI 

Lemmy – ostatni hołd dla legendy rock n’ rolla [recenzja]

Ian Lemmy Kilmister to ikona rock n’ rolla, człowiek z którego odejściem bezpowrotnie skończyła się ważna dla muzyki epoka. Ludzie od teraz będą się dzielić na tych, którzy go pamiętają i tych, którzy o nim jedynie słyszeli. Albo chociaż o nim czytali. Jeśli wybieracie tę ostatnią opcję, polecam nową książkę Micka Walla, poświęconą zmarłemu liderowi Motörhead.

Wielokrotnie już ocenialiśmy tutaj twórczość tego amerykańskiego dziennikarza muzycznego, który na ciężkiej muzyce zjadł zęby. Chwaliliśmy biografie Iron Maiden, AC/DC, a przede wszystkim Black Sabbath, przyszła kolej na jedną z największych legend – Lemmy’ego i dowodzony przez niego przez czterdzieści lat zespół. Interesujące jest to, że książka ukazuje się dopiero teraz, choć według słów autora większość zawartych w niej wypowiedzi stanowi część wywiadu przeprowadzonego pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku. Nim jednak komukolwiek przyjdzie do głowy pomysł z rzuceniem oskarżeń o żerowanie na śmierci muzyka, niech weźmie pod uwagę, że Mick Wall był jednym z najlepszych przyjaciół Lemmy’ego, a przez wiele lat pełnił funkcję specjalisty od jego PR-u.

Tym samym ta książka jawi się jako hołd złożony kumplowi, pełna nostalgii podróż do minionych czasów, gdy niepokorny duch w białych kowbojkach wspinał się na szczyt, a później mościł się na nim nie zważając na zawieruchy mody i trendów. Wall nie byłby sobą, gdyby nie podszedł krytycznie do późniejszych dzieł Motörhead (w zasadzie ceni jedynie albumy nagrane przez pierwszy skład, ale fanatycznych miłośników uspokajam – ta przypadłość dotyczy też i innych wykonawców, o których autor miał okazję pisać), słusznie stwierdza, że w pewnym momencie najważniejsza stała się żywa legenda Lemmy’ego, przyćmiewając w zasadzie wychodzące dość regularnie albumy. Ale powiedzmy szczerze – zespół Kilmistera nigdy nie musiał się wstydzić żadnego ze swych wydawnictw. Wall wychodzi jednak z założenia, że to co najciekawsze wydarzyło się wcześniej – stąd bardzo dużo miejsca poświęca początkom kariery muzycznej Lemmy’ego, trasie z Jimmy’m Hendriksem, występom z niezwykle popularnymi swego czasu Rockin’ Vickars, pierwszym sukcesom z Hawkwind i oczywiście debiutowi fonograficznemu z Sam Gopal.

To biografia dla wszystkich fanów, którzy wraz z autorem i byłymi współpracownikami Lemmy’ego wspominają człowieka, z którego odejściem skończyła się epoka w muzyce rockowej, pojawiła się wyrwa, której wypełnić już się nie uda. 

Nie zabrakło oczywiście faktów z dzieciństwa, ani skandalicznych perypetii speedującego erotomana. Autor w typowy dla siebie sposób przedstawia konkretne zdarzenia i fakty, przeplatając je z barwnymi wypowiedziami Lemmy’ego, który jak wiadomo, tak samo jak uwielbiał gawędzić, tak i lubił konfabulować. Czasem Wall przeciwstawia jego słowa innym muzykom, czasem pozwala im po prostu wybrzmieć. Zazwyczaj dominuje szczerość i rzetelność, ale nie da się ukryć, że w kilku momentach przebija grzeczność w myśl zasady „o zmarłych albo nic, albo tylko dobrze”. Czasem pewne kwestie zostają po prostu przemilczane (obecność w składzie Tommy’ego Aldridge, a jeszcze wcześniej Pete’a Gill’a i związanych z tym kłótni). Każdy fan wie, jaki był Lemmy. Ten szacunek wobec legendy jest jednak bardzo istotny i podkreśla tylko wartość publikacji.

Czy jednak znajdzie się tutaj coś, czego nie znają czytelnicy „Białej gorączki” i filmu dokumentalnego Grega Olliviera i Wesa Orshoskiego „Lemmy: 49% motherfucker, 51% son of a bitch”? Na pewno w porównaniu z pierwszym więcej rzetelności i obiektywizmu, a w zestawieniu z drugim, szczegółów związanych z początkami kariery. Jeśli dorzucić do tego napisaną z Jake’m Brownem „Motörhead w studio” otrzymamy najbardziej uczciwy obraz człowieka, który urodził się by przegrać, a zwyciężył wszystko.

Osobną sprawą jest ostatni, najbardziej przejmujący rozdział, w którym Lemmy toczy nierówną walkę z chorobą i do końca stara się wieść rock n’ rollowy tryb życia, do końca pozostając wierny swoim ideałom. „Lemmy” to historia ikony (jak słusznie podkreśla to okładka) odnosząca się z szacunkiem do kontrowersyjnego muzyka uwielbiającego literaturę i pamiątki po III Rzeszy. Człowieka pełnego humoru i ciepła, ale ceniącego swoją samotność i niezależność, motocyklowego bandyty i konesera whiskey potrafiącego stwierdzić, że nigdy nie zrobi sobie operacji plastycznej w celu usunięcia narośli na twarzy, bo to nie on je ogląda, kiedy posuwa najlepsze laski. To biografia dla wszystkich fanów, którzy wraz z autorem i byłymi współpracownikami Lemmy’ego wspominają człowieka, z którego odejściem skończyła się epoka w muzyce rockowej, pojawiła się wyrwa, której wypełnić już się nie uda.

decalogue-t1-2-cover-excl-01_e0
Poprzedni

Dekalog t.1 - Szatańskie Kadry [recenzja]

artysci-serial
Następny

Artyści - serial dla ludzi nie oglądających telewizji [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz