KSIĄŻKI 

Metro 2035 – Glukhovsky bez litości [recenzja] [książka] [fantasy]

Świat Metra 2033 rozrósł się do naprawdę sporych rozmiarów – za sprawą gier oraz książek innych autorów – chociażby „Otchłani” Szmidta czy „Dzielnicy obiecanej” Majki. Czas jednak najwyższy, by do głosu wrócił ojciec uniwersum.
Glukhovsky tym razem nie bierze jeńców. Opowiada o podeptanych ideach i marzeniach, wciska w wyżymaczkę świat brudnej polityki i ludzi zachowujących się jak stado baranów.

Od wydarzeń na WOGNie minęły dwa lata. Artem doprowadził do zagłady czarnych, wszyscy uważają, że ocalił moskiewskie metro. Mają go za bohatera – ale i pomyleńca. Młody mężczyzna z uporem maniaka ucieka na napromieniowaną powierzchnię z nadzieją, że złapie sygnał z innych miast. Tymczasem gdzieś pod ścianą na przytulnym peronie stacji końcowej materac grzeje młoda żona. No i jakże to tak, przedkładać jakieś miraże nad priorytety, przetrwanie gatunku? Mimo chwalebnej przeszłości, Artem czuje się osamotniony i nierozumiany. Nawet ukochana traktuje go jak coraz bardziej męczącego wariata. Bohater metra trwałby tak na codziennych spacerkach po nową porcję radiacji, gdyby pewnego dnia nie zjawił się stary znajomy z poprzedniego tomu – dziadek imieniem Homer. Zdaje się potwierdzać wersję głównego bohatera, a w dodatku zna człowieka, który…

Artem, zmęczony codziennością, nie zastanawia się specjalnie długo. Pakuje plecak, zarzuca kałacha na ramię, łapie radiostację i wyrusza w drogę wraz ze staruszkiem. Tak zaczyna się wędrówka po moskiewskim piekle.

Fabuła prowadzi według prostego schematu opowieści drogi. Artem przybywa na kolejne stacje i wpada w terapaty. Czasem jest to pijaństwo i długi kac, zazwyczaj jednak łapie się na niewolę, cierpienie i próbę z pogranicza utraty człowieczeństwa. Widzieliśmy to już – w każdej niemal książce z uniwersum. Tyle, że ta jest mocniejsza, więc sztampowy szkielet nie przeszkadza tak bardzo. Nadrabia mięchem, szczegółami, postaciami. Opowieść częściej zabiera nas za kulisy dramatów rozgrywanych w metrze. Bohater dowiaduje się więcej o mechanizmach rządzących światem, odkrywa tajemnice i zrywa kurtynę. Przy tym historia splata wątki z poprzednich części, a na drodze Artema stawia kilka postaci z „Metra 2034”.
Trochę z boku zostawiono mistykę poprzednich części, tajemnice tkwią gdzie indziej – w polityce, zawikłanych zależnościach między społecznościami i w ponurych obserwacjach bohaterów, w ich przeszłości.

„Metro 2035” to bowiem wyjątkowo brudna książka – nawet jak na standardy świata Glukhovsky’ego. Historia przeciąga bohaterów przez wszystko, co najgorsze i nie okazuje litości. Cierpią, widzą najgłębsze czeluście ludzkiego okrucieństwa, zarówno jednostkowego jak i społecznego. Bohaterowie umierają tu pierwsi albo kończą gdzieś pod ścianą, jako męty z alkoholową gąbką zamiast mózgu. O ile bohaterami w ogóle byli choć przez chwilę. Tak, Metro to podłe miejsce. A kolejne stacje w podróży Artema mogą być wodą na młyn dla wszystkich, którzy chcieliby naprawić człowieka, nim wszystko zepsuje. Pokazać mu, jak żyć. Tak traktowano na przykład pierwszą część. Publicyści i antropolodzy na podstawie „Metra 2033” udowadniali, jak podły potrafi być gatunek ludzki. W zapale naprawiania homo sapiens zapominają jednak, że Glukhovsky pisze przede wszystkim o Rosji, kraju pełnym paradoksów, niszczonym przez kolejne systemy. Oczywiście, kryje się tu sporo prawd uniwersalnych.

I jak się to wszystko czyta? Z całym tym brudem, beznadzieją i piekłem na ziemi (no dobra, odrobinę pod ziemią)? Otóż – znakomicie. Glukhovsky tym razem nie bierze jeńców. Opowiada o podeptanych ideach i marzeniach, wciska w wyżymaczkę świat brudnej polityki i ludzi zachowujących się jak stado baranów. Obrywa się też beznadziejnym idealistom, którzy wierzą, że naprawią ten świat.

Poza tym – główny bohater zmienił się od ostatniego spotkania w „Metrze 2033”. Choć dalej biega po wszystkich tunelach i powierzchni za swoimi mirażami, jest bardziej strawną postacią. Chętniej zaglądamy mu do głowy i śledzimy gorzkie przemyślenia. To dojrzały, może nawet przedwcześnie, facet, który doświadczeniem obdzieliłby kilku innych natchnionych awanturników. Przy całym swoim zapale trzeźwo patrzy na świat. Jego gonitwa wynika już z desperacji i poczucia beznadziei.

Ewolucji uległ też styl Glukhovsky’ego. To dalej proste i dosyć naturalistyczne pisanie, tym razem jednak wzbogacone o kilka odjechanych, ozdobncyh fragmentów, jakich nie powstydziłaby się „Moskwa Pietuszki”. Autor często bawi się też dialogami – stylizuje wypowiedzi poszczególnych postaci na urywane zdania, by przybliżyć brzmienie rzeczywistemu.

„Metro 2035” ma swoje wady. Z wierzchu wygląda jak schematyczna powieść przygodowa, wiodąca przez następne stacje kolei podziemnej. Jesteśmy jednak w stanie to wybaczyć, bowiem sceny naładowane akcją robią ogromne wrażenie przez wydźwięk, przez ładunek emocjonalny. Dantejskie sceny, które widzi Artem, pozostaną w nas na długo. Tym razem Glukhovsky się nie powtrzymywał – i my też nie powinniśmy. Przed kupnem.

Star Wars vs Aliens DB
Poprzedni

Star Wars: Stormtroopers vs Aliens [galeria]

newmna
Następny

100 najlepszych filmów kryminalnych i sensacyjnych (VIII): 30-21

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

3 Comments

  1. 2015-11-21 at 16:30 — Odpowiedz

    Pytanie do autora – czy mogę sięgać po 2035 jeśli czytałem tylko Metro 2033? Słyszałem, że 2034 nie jest związane specjalnie z wydarzeniami. Prośba o info w temacie. Cheers.

  2. Hubert Sosnowski
    2015-11-21 at 19:40 — Odpowiedz

    Spokojnie, jak najbardziej można :) Wszelkie odniesienia do 2034 są ładnie i klarownie wyjaśnione, a wszelkie postaci stamtąd dostają ładną ekspozycję.

  3. Klarcia
    2016-01-07 at 23:55 — Odpowiedz

    Wpadła mi w oko recenzja tej książki na Czytam wszędzie ostatnio i postanowiłam, że sobie ją kupię. Ma naprawdę pozytywne opinie w sieci, a ja lubię taką tematykę. :)

Dodaj komentarz