KSIĄŻKI 

Miasto Gniewu – dramat widziany oczyma jednostek [recenzja]

Takie aglomeracje jak Los Angeles, to charakteryzujące się niezwykłą dynamiką wzajemnych oddziaływań multikulturalne tygle. W takich miejscach, w których na małej przestrzeni ścierają się dziesiątki różnych światów i styli życia, z reguły wystarczy jedna iskra by wywołać prawdziwy pożar. Własnie taka sytuacja miała miejsce na początku lat 90., kiedy po uniewinnieniu policjantów oskarżonych o pobicie czarnoskórego Rodneya Kinga, w mieście aniołów rozpętało się prawdziwe piekło.
W „Mieście Gniewu”, Gattis ukazuje nam obraz zataczającej coraz szersze kręgi spirali nienawiści.

Największe w historii Stanów Zjednoczonych rozruchy trwały sześć dni, od wtorku 29 kwietnia 1992 roku.  W ich wyniku zmarło sześćdziesiąt osób, a dziesięć tysięcy dziewięćset cztery trafiły do szpitali. W mieście odnotowano jedenaście tysięcy sto trzynaście podpaleń. Straty materialne wyniosły ponad miliard dolarów. To tylko statystyka, nijak oddająca przytłaczający obraz katastrofy i moralnego rozkładu jaki przez tydzień zapanował w LA. I o tym autor informuje nas już na wstępie – bo jego książka to, jak sam pisze, historia bardziej o wyrównywaniu rachunków, niż kolejna sucha analiza wydarzeń.

O okazję do tego pierwszego, w ogarniającym miasto całkowitym chaosie nietrudno. U Gattisa, punktem zapalnym łańcucha zdarzeń jest brutalna śmierć Ernesto Very, cywila mającego rodzinne koneksje z członkami jednego z latynoskich gangów, choć osobiście niezwiązanego z „biznesem”. Kto go zabił? Dlaczego? Gattis odpowiedzi serwuje nam stopniowo, ukazując obraz zataczającej coraz szersze kręgi spirali nienawiści i fundując wycieczkę po zrujnowanej metropolii oczyma ludzi w pewnych wypadkach ze sobą powiązanych, a w innych, nieświadomie stających się uczestnikami dramatu.

Wszystkie kilkanaście historii jakie składają się na „Miasto Gniewu” łączą się bowiem w pewnych momentach i świadomość jak niektórych momentach niewiele zależy od nas samych, potrafi jeżyć włos na karku. Jeszcze chyba straszniejszy jest wyłaniający się spośród tego drugi plan, w postaci rozdartego od wewnątrz Los Angeles – miejsca w którym wszelkie zasady moralne przestały obowiązywać, a bezmyślna przemoc to już nawet nie tyle warunek przetrwania, co element codzienności.

„Miasta Gniewu” mimo trudnej tematyki czyta się bardzo płynnie, do czego wydatnie przyczynia się świetny warsztat autora. Gattis wyjątkowo dosadnie operuje słowem, nie szczędząc przy tym detali. Jeśli ktoś ma zakląć, zaklnie. Jeśli ma polać się krew – możemy być pewni, że zwizualizujemy sobie całą scenę w najdrobniejszych szczegółach. Wielkie znaczenie przy odbiorze całości ma też fakt, że autor nie bawi się w tanie moralizatorstwo, pozwalając nam samym wyciągać wnioski odnośnie przedstawionych wydarzeń.

„Miasto Gniewu” to po równo fabularyzowana literatura faktu, jak i nietuzinkowy thriller o prywatnej wendecie, lojalności i nienawiści. Gattis miał tę książkę przemyślaną do ostatniej kartki i dokładnie wiedział o czym chce opowiedzieć. A, że zrobił to w sposób wyjątkowo poruszający, nie pozostaje nic innego, jak jego ksiązka z czystym sumieniem polecić.

Green-Light International
Poprzedni

Urge – impreza w oparach absurdu [recenzja]

Sony Music Poland
Następny

Aggressive – doskonały powrót Beartooth [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz