KSIĄŻKI 

Millennium #4: Co nas nie zabije – Przyszłość jest dziś [recenzja]

„Co nas nie zabije” zdążyło narobić szumu na długo przed premierą. Książka powstawała w atmosferze skandalu i kontrowersji – wszystko przez spór dotyczący praw do książek Stiega Larssona. Stanęło na tym, że oryginalny materiał z niedokończonej czwartej części „Millenium” idzie w odstawkę i do akcji wkracza David Lagercrantz. Jak sobie poradził?
Koniec końców „Co nas nie zabije” stanowi sycącą lekturę. Książka ma swoje wady, ale jeśli stęskniliście się za Salander i Blomkvistem…

Autor zaprezentował nam nieco zmienionych bohaterów. Bardziej ludzką, choć równie wojowniczą, Lisbeth Salander oraz zmęczonego życiem i wypalonego Mikaela Blomkvista. O ile hakerka nie straciła ducha, o tyle dziennikarz przypomina cień dawnego siebie. Snuje się to tu to tam, próbując zaczepić o jakiś temat, a reminiscencje dawnej chwały tylko pogłębiają przepaść, w którą wskoczył. Odzyskuje blask, gdy wpada na trop afery związanej z dokonaniami Fransa Baldera, geniusza, który poświęcił życie pracy nad Sztuczną Inteligencją. Sprawa, z którą zderza się naukowiec okazuje się tylko wierzchołkiem góry lodowej. Kiedy stopnieje, odsłoni wiele brudów pranych na szczytach…

Paradoksalnie mało tu Blomkvista i Salander. Przez dwie trzecie książki wydają się wręcz gośćmi we własnej historii. Ich miejsce kradną mniej lub bardziej istotni bohaterowie drugoplanowi. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że większość z nich to ciekawe, charakterne postacie.

To zarazem wada i zaleta. Dzięki temu poznajemy bardzo różne podejścia do prezentowanych wydarzeń. Z drugiej strony – autor zwłaszcza na początku sprawia wrażenie, jakby chciał pisać o wszystkich, tylko nie o głównych bohaterach. Proporcje wyrównują się dopiero w drugiej połowie książki.

Tak zresztą wygląda sprawa z całą powieścią, nie tylko jej bohaterami. Pierwsza część to takie oswajanie się pisarza z konwencją, którą stworzył ktoś inny. W drugiej widać już, że Lagercrantz łapie wiatr w żagle. Opowieść odsłania kolejne karty, napięcie rośnie a zakończenie, choć zwiastuje dogrywkę, daje satysfakcję.

Nim to jednak nastąpiło, autor kilka razy popadł w irytującą manierę narracyjną. Czytelnik dostaje pewne informacje na długo przed chwilą, gdy wpadną na to bohaterowie. A oczekiwanie, aż elementy układanki, które już widzieliśmy, wskoczą na właściwe miejsce w głowach dramatis personae bywa dość męczące.

Pisarz trafia natomiast w punkt, gdy opowiada o etyce dziennikarskiej, przemysłowej – czy informacyjnej w ogóle – i służbowej. Tutaj rozwija skrzydła buntownika niczym Larsson i pokazuje kolejne wady systemu, który nas otacza. Może czasem przesadza, ale to działa tylko na korzyść książki. Między wierszami opowiada o wszechobecnej inwigilacji, prezentując ją momentami od kuchni. To właśnie wtedy, mimo chłodnego, dziennikarskiego opisu, książka uderza najmocniej. Wtedy najlepiej widać ogrom pracy researcherskiej włożonej w nowe „Millenium”.

Tu i tam pojawia się też kilka przemyśleń co do natury SI i moralnych aspektów jej wykorzystania przez siły mające wpływ na ten świat. Zabawne, że motywy, które jeszcze dziesięć-piętnaście lat temu stanowiło tematykę głównie powieści sf i cyberpunk, dziś swobodnie dopasowują się do głównego nurtu rozrywki.

Całość uprzyjemnia oszczędny i płynny styl Lagercrantza. Widać, że mamy do czynienia z wyrobionym rzemieślnikiem.

Koniec końców „Co nas nie zabije” stanowi sycącą lekturę. Książka ma swoje wady i powstała w nie dokońca uczciwy sposób (wspomniany na początku spór o schedę po Larssonie), ale jeśli stęskniliście się za Salander i Blomkvistem… Chyba nie macie innego wyjścia.

fot. New Yorker / ed. Dzika Banda
Poprzedni

Trollhunters, czyli filmowcy piszą książki

Taurus Media
Następny

Silas Corey #3 - Testament Zarkoff 1/2 - udany miks historii i sensacji [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz