KSIĄŻKI 

Motörhead w studio – O Motörhead inaczej niż zwykle [recenzja]

Motörhead to ikona muzyki, niezniszczalna maszyna od  czterdziestu (!) lat nieprzerwanie nagrywająca znakomite albumy i dająca fenomenalne koncerty pod wodzą nieśmiertelnego Lemmy’ego Kilmistera. Zdawać by się mogło, że przez ten czas napisano i powiedziano w ich temacie już wszystko…

Jake Brown we współpracy z Lemmy’m postanowił zaprezentować czytelnikom książkę odmienną od wszystkiego, co do tej pory czytaliście o Motörhead. To autor, który zasłynął biografiami R Kelly, The Black Eyed Peas, Jaya Z, 50 Centa czy Kayne Westa. Jak widać, są to muzycy, którzy z rock n’ rollem nie mają nic wspólnego, wykluczając hulaszczy tryb życia, typowy dla wszelkiej maści artystów. Trop prowadzący do zrozumienia tej lektury odnajdziemy w innych pracach Browna, który dogłębnie zbadał pracę w studio Red Hot Chilli Peppers, Prince’a, Tupaca, Dr Dre, Motley Crue a przede wszystkim geniusza dźwięku – Ricka Rubina. Tak, ta książka skupia się na opisie realizacji dwudziestu studyjnych albumów ekipy Lemmy’ego (o późniejszych dopisał rodzimy specjalista od rockowych brzmień – Paweł Brzykcy), koncentrując się przede wszystkim na używanym sprzęcie, pracy producentów i sposobie tworzenia poszczególnych utworów. Tak więc, jeśli ktoś liczy na pikantne szczegóły z życia muzyków, kontrowersyjne wypowiedzi, skandale i czy chociażby rzetelną biografię grupy, może się srodze rozczarować. Nie ma co ukrywać, że to książka dla oddanych fanów zespołu, którzy bardzo dobrze znają dyskografię Motörhead. Oczywiście, bardzo pomocne w trakcie lektury jest odtwarzanie poszczególnych albumów, by lepiej zrozumieć, o czym czasem jest mowa. A nie ukrywam, że i laikom może być wtedy ciężko, bowiem Brown, wspierając się wspomnieniami poszczególnych producentów i samego Lemmy’ego opowiada ze szczegółami o używanym w trakcie sesji sprzęcie, zasypując czytelnika tonami nazw kabli, wzmacniaczy, konsolet, mikrofonów, itp. W gruncie rzeczy, to kopalnia wiedzy dla tych, którzy samodzielnie dłubią coś przy suwakach i nagraniach.

Fani, na których brak Motörhead narzekać nie może, muszą mieć tę książkę. To tak oczywiste, jak fakt, że Lemmy jest żywą personifikacją Rock n’ Rolla. Dużo skorzystają na niej muzycy, realizatorzy dźwięku i producenci.

Czy to jednak oznacza, że książka ta jest zła, lub nudna? Bynajmniej! Całość została napisana z polotem, a tłumaczom (Emilii i Andrzejowi Skowrońskim) udało się nawet uchwycić specyficzny sposób wypowiedzi Lemmy’ego. Misterne okablowanie i zasyp technikaliów następuje na początku, później jest już znacznie łagodniej, na pierwszy plan zaś wybija się osobowość muzyków i ich konsekwentna praca nad realizacją poszczególnych albumów. A trzeba przyznać, że od początku panowie do łatwych we współpracy nie należeli, zaś im dalej w las, tym bardziej byli przekonani o swojej marce i coraz ostrzej traktowali producentów. Oczywiście nie zabrakło kilku historii o narkotykach (które w mniejszych i większych ilościach obecne były w studio zawsze) i alkoholu (którego do dziś nikt w Motörhead za kołnierz nie wylewa), nie dało się również nie wspomnieć o konfliktach wewnątrz grupy, które przerzedziły jej szeregi po „Iron Fist”, a potem ustabilizowały się ostatecznie po „Sacrifice”. Ale meritum książki stanowi praca. Praca, jaką każdy z muzyków wykonuje z pełnym oddaniem i bagażem specyficznych przyzwyczajeń. O tym, że Lemmy nagrywa i śpiewa do zawieszonego nad nim mikrofonu, wiedzą wszyscy. Ale dlaczego? Tutaj się dowiecie. Że zawsze musi w tym czasie palić i najlepiej być niewidoczny dla pozostałych w studio. Że Phill Campbell choć nie jest w żaden sposób ograniczany twórczo (w gruncie rzeczy to on i Mikkey Dee robią większość muzyki w ostatnich latach), to ma ścisłe wytyczne od szefa, dotyczące solówek, które nigdy nie mogą być zbyt szybkie i nazbyt techniczne. Oczywiście najciekawsze fragmenty, to te, w których Lemmy wypowiada się na temat poszczególnych płyt i utworów (choć przyznam, że liczyłem na szersze ich omówienie), lub wyjaśnia kulisy rezygnacji z pracy z danym producentem. Wreszcie, z tej książki dowiecie się dokładnie, jak Cameron Webb trafił za konsolety Motörhead i czym ujął zespół, że od jedenastu lat panowie nie chcą słyszeć o współpracy z nikim innym. Trzeba przyznać, że młodzieniec zaczynając z nimi pracę nad „Inferno” nie wiedział, na co się porywa, nie zabrakło mu jednak ikry i talentu, by skutecznie wywalczyć swoje. Jak choćby we wspaniałym momencie, gdy odważył się wytknąć błędy Mikkeyowi.

Fani, na których brak Motörhead narzekać nie może, muszą mieć tę książkę. To tak oczywiste, jak fakt, że Lemmy jest żywą personifikacją Rock n’ Rolla. Dużo skorzystają na niej muzycy, realizatorzy dźwięku i producenci. Miłośnicy plotek, opasłych biografii i szczegółowych życiorysów niech sięgną po inną lekturę. Chociaż… to przecież muzyka stworzyła tę legendę i ona jest tu najważniejsza…

ABC Circle Films
Poprzedni

Nazajutrz - maksymalny realizm postapo [recenzja]

Tequilla Games
Następny

Earthcore: Shattered Elements – najpiękniejsze papier - nożyce - kamień [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz