KSIĄŻKI 

Mroczna Wieża #3: Ziemie Jałowe – Tolkien według Kinga [recenzja]

Stephen King wielokrotnie wspominał, że cykl Mroczna Wieża to jego najlepsze dzieło, jako źródła inspiracji podając przede wszystkim westerny Sergio Leone i trylogię „Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. O ile w pierwszych tomach można mieć jeszcze wątpliwości co do drugiego źródła, to tom trzeci skutecznie je rozmywa.

Roland świadom swego kalectwa i szkoli Eddiego i Susannah jednocześnie wprowadzając ich w tajniki ka-tet. I o ile jego nowi towarzysze radzą sobie coraz lepiej, z nim samym jest coraz gorzej. Szaleństwo ściska swą pętlę wokół jego karku. Kluczem do ozdrowienia jest Jake, chłopiec, który musi powrócić do Świata Pośredniego. Gdy po starciu z gigantycznym niedźwiedziem Shardikiem Roland odnajduje ścieżkę Promienia rozpoczyna się główna wyprawa do Mrocznej Wieży.

King jeszcze bardziej niż poprzednio wkracza w rejony zabaw popkulturowych, garściami wprost czerpie z własnej twórczości i co rusz puszcza oko do czytelników zorientowanych w jego dokonaniach.

W trzecim tomie King jeszcze bardziej niż poprzednio wkracza w rejony zabaw popkulturowych, garściami wprost czerpie z własnej twórczości i co rusz puszcza oko do czytelników zorientowanych w jego dokonaniach. Ma to swoje wady i zalety. Dla zagorzałych fanów będzie to niewątpliwie okazja do sprawdzenia własnej wiedzy i wyłapywaniu przeróżnych smaczków, oraz ewidentne rozkoszowanie się stylem autora, nieporównywalnym z żadnym innym. Wadą będzie jednak spora schematyczność – King trzyma się konwencji, czy to wykreowanej przez innych autorów (jak zagadki inteligentnego pociągu będące szaloną parafrazą pojedynku Bilba z Gollumem z „Hobbita”, czy w ogóle konwencja „questu” bohatera fantasy), czy też własnej, gdy skupia się na dramatycznych losach Jake’a w naszym świecie. Z jednej strony wiadomo, że z takimi fabułami autor radzi sobie najlepiej, z drugiej – akurat w tym przypadku wprowadza to niepotrzebne dłużyzny i niefortunne dość rozwiązania fabularne. Nie dość, że wyhamowuje akcję, która rozpędza się po fantastyczno-westernowym początku, to jeszcze sprawia wrażenie rozciągniętej na siłę, by wzmocnić dramatyzm. Jest to na szczęście jedyny zarzut wobec tej powieści, bo kiedy już Jake trafia do „drużyny”, akcja rusza z kopyta, a King puszcza wodze wyobraźni i wreszcie pozwala rozwinąć skrzydła szalonemu Światu Pośredniemu, czego brakowało mi od tomu pierwszego. Tu bohaterowie trafiają do zrujnowanego miasta Lud, natykają się na dziwaczne i niebezpieczne stwory, wreszcie konfrontują się ze wspomnianym na początku pociągiem sterowanym przez nad wyraz inteligentną sztuczną inteligencję. Horror miesza się z post-apo, western z klasycznym fantasy, a całość kończy się klasycznym cliff-hangerem, który wywołuje natychmiastową chęć do sięgnięcia po następny tom. Jest to też pewien problem tej powieści, ponieważ nosi wszelkie znamiona tego, by nazwać ją przejściową. Mamy tu zawiązanie „drużyny” i wprowadzenie akcji na właściwe tory, ale całość rozwija się brawurowo dopiero w drugiej połowie, po mocno przegadanej części pierwszej. Mimo wszystko jednak King po raz kolejny udowadnia swoją klasę i trudno wytrzymać w oczekiwaniu na kolejną część.

BERTRAND LANGLOIS/AFP/Getty Images
Poprzedni

11 powieści, które przeraziły Stephena Kinga

Centrala
Następny

It’s not about that - Nudna codzienność robota [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz