KSIĄŻKI 

Mroczna wieża #5 Wilki z Calla – przerywnik w drodze do celu [recenzja]

Trudno nie docenić talentu Kinga do tworzenia wielowątkowych, rozwlekłych powieści, trudno nie przyznać, że często zdarza mu się przegadanie i niepotrzebne przedłużanie i gmatwanie wielu wątków. Chyba najbardziej wyrazistym tego przykładem jest piąty tom cyklu „Mroczna wieża”, która sama w sobie jest właśnie wtrąconym do serii wątkiem. Czy jednak rzeczywiście niepotrzebnym?

„Wilki z Calla” to przerywnik w drodze do Mrocznej Wieży. Roland i jego ka-tet zgadzają się pomóc napotkanym ludziom, którzy proszą ich o ochronę przed grupą bezlitosnych najeźdźców – tytułowych Wilków. W tym miejscu King zawraca do źródeł cyklu, kierując go jednoznacznie na tory westernowe, bo choć King przyznaje się otwarcie do inspiracji „Siedmioma Samurajami” Akiro Kurosawy, to ewidentnie skłania się ku zachodniemu remake’owi w reżyserii Johna Strugesa, zgodnie z amerykańską skromnością zatytułowanym „Siedmiu wspaniałych”. Mamy więc grupkę rewolwerowców, którzy przygotowują wieśniaków do obrony przed złowieszczymi bandytami. Klasycznie, ci, którzy pomocy potrzebowali, potem zaczynają wątpić, czy jest im ona niezbędna. Same wilki zaś, okazują się być… Ale po kolei.

King nie byłby sobą, gdyby nie podszedł do tematu po swojemu. Tym razem idzie nawet dalej, bo miesza już nie tylko gatunki literackie, ale również świat przedstawiony z rzeczywistym, bawi się jawnie popkulturą (wygląd tytułowych agresorów i broń jakiej używają może się okazać dla niektórych żartem nie do zniesienia), a nawet własną twórczością, wprowadzając do akcji bohatera „Miasteczka Salem” i opowiadając jego dalsze losy, jednocześnie rzucając nowe światło na wspomnianą wcześniej powieść. Mamy również powrót do Nowego Jorku, gdzie znów wiele będzie się toczyło wokół sławetnej róży.

To dobra, choć przeciągnięta, powieść, pozwalająca spojrzeć na cykl z dystansu i dobrze się przy tym bawić

Żeby jeszcze bardziej wszystko pogmatwać, dodajmy do tego kolejne wcielenie ciężarnej Susannah, Mię i nawiązania do wypadku, któremu autor uległ we wrześniu 1999 roku. To wszystko sprawia, że powieść okazuje się być bardzo nierówna. Klasycznie więc, obok znakomitych momentów, mamy liczne fragmenty bezprzykładnie przegadane, rozwleczone do granic. Nieodparcie miałem wrażenie, że King nie przejmuje się już nikim i niczym, zupełnie nie dbając o to czy ktoś tam czeka na dalszy rozwój głównego wątku. Ot, po prostu bawi się opowiadaną historią, jakoby od niechcenia dorzucając co mu tylko przyszło do głowy. Wstrząsające mutanty bliźniaki? Są. Hołd dla Kurosawy przez pryzmat Strugesa? Jest. Autocytaty? Dlaczego nie? Komiksy Marvela, Harry Potter? A co mi szkodzi?

Problem w tym, że wszystko to wprowadza pewien dysonans również w odbiorze całej książki. Trudno przyznać, żeby wnosiła szczególnie dużo do głównego wątku (co nie znaczy, że tego nie robi), ale momentami zwariowany misz-masz popkulturowy ostatecznie wchłania czytelnika i ciężko mu odmówić walorów rozrywkowych. Ostatecznie więc, „Mroczna wieża: Wilki z Calla” to dobra, choć przeciągnięta, powieść, pozwalająca spojrzeć na cykl z dystansu i dobrze się przy tym bawić. Nic nie poradzę jednak na to, że tęskno mi do bardziej enigmatycznych i mrocznych pierwszych tomów.

Scream Comics
Poprzedni

Sanktuarium #2: Wrota otchłani - lekkostrawna zabawa w pop [recenzja]

art. Mike Ogden (MadArtist666)
Następny

Gargulec [opowiadanie]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz