KSIĄŻKI 

Mroczna wieża #7: Mroczna wieża – wielki finał sagi [recenzja]

Mroczna Wieża według samego autora to jego opus magnum, cykl, który łączy wiele wątków z jego twórczości i wymyka się zręcznie jakimkolwiek klasyfikacjom. Według słów „koniec wieńczy dzieło” pozostaje nam rozprawić się z ostatnim tomem serii.

Ka-tet zostaje całkowicie rozdzielone. Susan zostaje matką potwornego Mordreda, biologicznego syna Rolanda, ale również Karmazynowego Króla. Potwór pożera swoją alternatywną matkę – Mię i rusza na łów za rewolwerowcem. Ten zaś wraz Eddiem utknął w roku 1977 w Maine. Zależy im szczególnie na zajęciu się opuszczoną parcelą na Manhattanie, gdzie rośnie czerwona róża, od której zależą losy świata. Tymczasem Callahan wyrusza na swój ostatni bój z wampirami. To jednak nie koniec komplikacji. Gdy wreszcie drużynie uda się zebrać muszą zmierzyć się z Karmazynowym Królem, załogą więzienia Algul Siento, pragnącą zniszczyć ostatnie Promienie i Mroczną Wieżę. Najważniejsza jednak okazuje się próba uratowania Stephena Kinga przed śmiertelnym wypadkiem w 1999 roku. Wszystkie te próby prowadzą do ostatecznego, upragnionego celu. Czy Roland i jego ka-tet dotrą do miejsca przeznaczenia? Co ich tam czeka?

King od samego początku daje do zrozumienia, że tym razem kłopoty, które czekają drużynę rewolwerowca są największe z dotychczasowych i nie każdy przejdzie przez próby szczęśliwie. Ka-tet przerzedza się już na samym początku, a z czasem i kilka kolejnych osób polegnie w imię wielkiej misji Rolanda. Nie mogło być zresztą inaczej. Zbyt wielka to wyprawa i zbyt dużo trzeba poświęcić dla ostatecznego celu. Autor mistrzowsko splata tutaj wszystkie dotychczasowe wątki, zazębia relacje i prowadzi do finału poprzez poszczególne potyczki, starcia i bitwy. Jeżeli ktoś narzekał poprzednio na brak akcji we wcześniejszych tomach, to tutaj jest jej wystarczająca ilość. Oczywiście King nie powstrzymał się od typowego dla siebie rozpisywania i czasem nadmiernie drobiazgowo bada każdy krok głównego bohatera i ucieka do rozwlekłych dygresji, ale przyznam, że buduje to doskonały klimat całości i w ostatecznym rozrachunku wychodzi na plus. Czy więc można stwierdzić, że ostatni tom sagi jest idealny? Nie.

Stawianie w cyklu w jednym rzędzie z trylogią Tolkiena to spora przesada, to  cykl Mroczna Wieża pozostaje wybitnym dokonaniem Kinga.

Pomijam w tym momencie styl i gadaninę autora. Powiedzmy szczerze, jeśli ktoś za tym nie przepada raczej wątpliwe jest, że dobrnął aż do siódmego tomu. Przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej i jest to opinia całkowicie subiektywna. Rozmach serii poraża, podobnie jak pomysłowość Kinga i jego umiejętność do splatania wątków popkulturowych z fikcyjnymi, własnej twórczości i rzeczywistości. A jednak momentami nie sposób odnieść wrażenia, że ten rozmach przerósł i jego samego, a ostateczne rozwiązanie kilku zagadnień nie spełnia oczekiwań. Nie znaczy to, że jest złe, czy nieodpowiednie, nielogiczne. Po prostu chwyty zastosowane przez autora, przy takim rozmachu kompozycyjnym są po prostu dość oczywiste, mało zaskakujące. Największą bolączkę stanowi tutaj finał – z jednej strony wstrząsający, ale dość ograny przez lata w literaturze i filmie. I znów, biorąc pod uwagę wszystko co przyniosła saga – finał nie mógł być inny. Pozostaje więc pogodzić się ze słowami autora napisanymi w posłowiu: „Może nie spodoba Wam się to, co Roland znalazł na szczycie, ale to już inna historia. (…) Nie mam już nic do powiedzenia.”

Tak więc chociaż uważam, że stawianie w cyklu w jednym rzędzie z trylogią Tolkiena to spora przesada, to  cykl Mroczna Wieża pozostaje wybitnym dokonaniem Kinga, a jego bohaterowie i wątki na zawsze zostaną w sercu tych, którzy odważyli się śledzić losy ka-tet. Ocenę w związku z tym odrobinę zawyżam – jako ukoronowanie serii.

A24
Poprzedni

The End of the Tour - filmowe arcydzieło [recenzja]

Mucha Comics
Następny

Świetlista brygada - anielska pulpa [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz