KSIĄŻKI 

Nieznajomy – inne oblicze Cobena [recenzja]

Harlan Coben to uznany mistrz thrillerów, słynący z nieszablonowych pomysłów i zaskakujących zakończeń. I choć fani zgodnie uznają, że autor najlepsze lata ma za sobą, z niecierpliwością oczekują nowych powieści z nadzieją na wielkie zaskoczenie. Czy takie serwuje „Nieznajomy”?

Tytułowym nieznajomym jest mężczyzna, który przysiada się do głównego bohatera i informuje go, że jego żona udawała przed nim ciążę. Zna fakty, których nie powinien, przedstawia wiarygodne dowody na poparcie swoich słów. Informacja ta okazuje się jeszcze bardziej szokująca, bo jeśli kobieta kłamała w sprawie tak istotnej jak ciąża i poronienie, to co jeszcze ukrywa? Czy jest biologicznym ojcem pozostałych dzieci? Bohater doprowadza do konfrontacji z małżonką, ale ta zbywa go, obiecując, że porozmawia z nim kolejnego dnia. Nazajutrz jednak znika, a jedynym znakiem życia od niej jest sms z informacją, by jej nie szukał. W tym samym czasie nieznajomy wyjawia kolejne sekrety innym osobom. Dwie z nich wkrótce giną. Przyjaciółka jednej z nich, policjantka Johanna Griffin podejmuje śledztwo i odkrywa grupę przestępczą, której szefem jest właśnie nieznajomy. Trop doprowadza ją do Adama Price’a, głównego bohatera. Od tego momentu oboje szukają tytułowej postaci. W trakcie poszukiwań odkryją wiele szokujących sekretów skrywanych przez wszystkich wokół.

Intryga została skrojona całkiem zacnie, tym bardziej, że dotyka ważnego tematu przestępczości internetowej, udowadnia, że nikt w sieci nie jest anonimowy, a każdy nasz sekret może zostać wykorzystany przeciwko nam. Temat jest tym bardziej wyrazisty, bowiem bohaterem jest zwykły everyman, człowiek jakich wiele. Ma dom, żonę, dwóch synów, jest szczęśliwy, co uświadamia mu tak naprawdę dopiero zaburzenie spokoju i strata ukochanej. Stara się jak może walczyć o jej odzyskanie, ale to nie typ bohatera, który rozstawi wszystkich po kątach. Jest niemrawy, momentami wręcz mdły, a jego wywody na temat żony i rodziny zbliżają powieść do gatunku obyczajowego. Niektórym może to oczywiście przeszkadzać, ale właśnie ten sposób przedstawienia postaci uwiarygadnia bohatera i całą opowiadaną historię. To nie tylko amerykański prawnik, którego spotkało nieszczęście z rąk internetowych przestępców. To przedstawiciel klasy średniej, człowiek jakich wiele, a jednak postawiony w absurdalnej, zdawać by się mogło, sytuacji. Może i trudno go polubić, szczególnie, gdy po thrillerach oczekuje się w roli protagonisty twardziela rozstawiającego wszystkich po kątach, ale nie sposób go nie zrozumieć, nie sposób mu nie kibicować.

Może i nie jest to najlepsza powieść Cobena, ale bez wątpienia jedna z tych, które zapamiętuje się na bardzo długo.

Problem w tym, że cała ta szeroko zakrojona intryga została potraktowana raczej po macoszemu, rozkładając niemal na łopatki całą powieść. Choć poszczególne elementy układanki wskakują na swoje miejsce ukazując szokujący obraz całości, to zdecydowanie zbyt proste i oczywiste są proponowane przez autora rozwiązania. Cokolwiek nasz everyman do spółki z policjantką zaplanuje, udaje się zrealizować i tak już w połowie powieści można przewidzieć dalszy ciąg zdarzeń, co więcej, przestać obawiać się o losy postaci. Potem wszystko jeszcze bardziej przyśpiesza, a autor gna do przodu, jakby chciał jak najszybciej doprowadzić do finału. Wątek obyczajowy wysuwa się jeszcze bardziej na pierwszy plan i paradoksalnie, z kipiącej od akcji powieści zaczyna wiać nudą.

I tu przychodzi zakończenie. Klasycznie, Coben wykonuje twist, może nie tak zaskakujący jak w kultowym „Nie mów nikomu”, ale przez to jeszcze bardziej wiarygodny i wstrząsający. Do tego zawarty w nim ładunek emocjonalny okazuje się naprawdę bezlitosny, i koniec końców, książkę skończyłem autentycznie poruszony. To finał, jaki uderza najmocniej – nie tylko z powodu niespodziewanego twistu fabularnego, ale przede wszystkim swojej prostoty. Nie ma fajerwerków, jakie zapowiadała rozbuchana akcja i zmieniający się jak w kalejdoskopie bohaterowie drugoplanowi. Jest cios i ogrom smutku. Może i nie jest to najlepsza powieść Cobena, ale bez wątpienia jedna z tych, które zapamiętuje się na bardzo długo.

Netflix
Poprzedni

Drugi sezon "Daredevila", czyli bohaterowie Hell's Kitchen

wojna lotosowa2
Następny

Strzeż się Bratobójcy [konkurs]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz