KSIĄŻKI 

Nim zawisną – druga odsłona znakomitego Pierwszego Prawa [recenzja]

Gdy rok temu chwaliliśmy pierwszy tom Pierwszego Prawa zaznaczaliśmy, że ma on predyspozycje do bycia cyklem wyjątkowym, jeśli kolejne odsłony sensownie rozwiną dane wątki i relacje. Dziś już możemy ze spokojem powiedzieć – jest lepiej niż oczekiwaliśmy.

Uformowana przez Bayaza, Pierwszego z Magów, drużyna, wyrusza w poszukiwaniu artefaktu, który może odmienić losy wojny. O ile w pierwszym tomie jedynie zarysowano poszczególne charaktery, tutaj już mamy ekipę zaprezentowaną w pełnej krasie i możecie nam wierzyć, jest w czym wybierać. Niezwykły mag to jedno, bezlitosny wojownik Logen Dziewięciopalcy, który równie chętnie wycofuje się z walki, to dwa. Ale dochodzi do tego jeszcze tchórzliwy nawigator Długostopy, uczeń maga Malacus Quai, zadufany w sobie szermierz Jezal Dal Luthar, a przede wszystkim dzika wojowniczka z Południa, nienawidząca Gurhulczyków Ferro Maljinn. I jak zaznaczaliśmy poprzednim razem, że jest to dość banalny schemat postaci, jedynie dobrze zarysowany przez autora, tak teraz przyznajemy, że Abercrombie fenomenalnie rozwinął wątki poszczególnych bohaterów, każdemu przypisując niebagatelny życiorys i motywację, dbając przy tym o wiarygodność psychologiczną. Znakomicie widać to w ciągłych utarczkach między drużyną, która trzyma się razem tylko dzięki rozkazom Bayaza, ale gdy trzeba, staje ramię w ramię przeciwko hordom wrogów. Szablonową wręcz wyprawę po artefakt autor wykorzystał do zaprezentowania silnych i przejmujących postaci, które w skrajnych sytuacjach objawiają zaskakujące emocje i zachowania. Nie zdradzimy najciekawszych twistów i zdarzeń, dość powiedzieć, że o ile w poprzednim tomie nijak nie dawało się polubić Jezala, tak tym razem, nie tylko nasza sympatia, ale i zrozumienie zagościły przy tym bohaterze.

I choć wątek drużyny Bayaza nie pozwala oderwać się od lektury, stanowi on zaledwie jedną trzecią utworu. Kaleki inkwizytor Sand den Glokta wyrusza do oblężonej przez Gurhulczyków Dagoski, gdzie tymczasowo awansowany na superiora ma za zadanie rozwikłać spisek, posługując się w zasadzie tylko listem polecającym z Unii. Szybko okaże się, że to nie jego jedyny problem, bo wkrótce przyjdzie mu zarządzać obroną miasta, bez żadnych perspektyw na wsparcie czy ratunek.

Trzeci wątek rozgrywa się na Północy, w Anglandzie. Tu uderza król Bethod ze swoją armią, którą próbuje powstrzymać niedoświadczony i naiwny książę Ladisla. Mając do dyspozycji najbardziej fatalne i najgorzej uzbrojone wojsko może liczyć tylko na pomoc weteranów, czyli majora Westa i innych dawnych kompanów Logena. Krótko mówiąc, dzieje się te bardzo dużo.

To opowieść o wojnie. Nie tylko tej średniowiecznej przepuszczonej przez filtr fantasy, ale o wojnie jako takiej – bezwzględnie wyniszczającej wszystkich biorących w niej udział, gdzie nawet zwycięzcy to ludzie przegrani.

Jak przystało na mroczne i brutalne fantasy, nie brak tu zaskakujących zwrotów akcji, krwawych starć i naprawdę brutalnych bitew. Abercrombie już w poprzednim tomie udowodnił, że tworzy niebanalne postacie nie tylko pierwszego planu, nic więc dziwnego, że gdy zgodnie z prawem rozwoju trylogii mógł sobie pozwolić na więcej, zaprezentował jeszcze bogatsze i bardziej intrygujące osobowości, także w epizodach. W gruncie rzeczy bowiem trylogia „Pierwsze Prawo” to opowieść o wojnie. Nie tylko tej średniowiecznej przepuszczonej przez filtr fantasy, ale o wojnie jako takiej – bezwzględnie wyniszczającej wszystkich biorących w niej udział, gdzie nawet zwycięzcy to ludzie przegrani. Tu nie ma miejsca na litość, piękne słowa, a heroiczne czyny zawsze okupione są ohydnymi bliznami, którymi wprawdzie można chwalić się przy ognisku (jak w jednej ze znakomitych scen z drużyną Bayaza), ale rany nigdy nie goją się całkowicie, kontuzje zaś często utrudniają dalsze starcia. Kapitalnie oddany realizm, wraz ze swą bestialską brutalnością i wszechobecnym brudem i wyniszczeniem, wspaniale kontrastuje z niebagatelnym humorem (tu prym wiedzie kapitalna scena erotyczna) i intrygującymi przemyśleniami, które często serwują Logen, Glokta i West. Każdy z nich pozornie ulepiony z innej gliny, każdy inaczej patrzący na świat, ale wszyscy trzej skłaniają do przemyśleń nie tylko nad sensem wojny toczącej się na kartach powieści…

Krótko mówiąc, „Nim zawisną” wymyka się standardom trylogii, nie jest bowiem typowo przegadanym drugim tomem. To znakomita, choć bezkompromisowa rozrywka w najlepszym stylu brutalnego fantasy. Co więcej, jest tu znacznie ciekawiej niż w tomie pierwszym, który już bardzo wysoko podnosił poprzeczkę. Pozostaje czekać na „Ostateczny argument”, by potwierdzić wyjątkowość serii.

Captain America
Poprzedni

Kapitan Ameryka kontra Iron Man i jeszcze inne wojny bohaterów [ranking]

Fot. Linda Nylind
Następny

Cyndi Lauper – dziewczyna, która lubi się bawić

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz