KSIĄŻKI 

Ostatni pielgrzym – solidny kryminał z historią w tle [recenzja]

Ze skandynawskimi kryminałami jest jak z szarlotką babuni. Kiedy myślisz, że nie zmieścisz już nic, zawsze znajdzie się ten jeden, malutki kawałek, który wygląda na przeznaczony specjalnie dla Ciebie. Tak jak niektóre książki. Masz już dość pogrobowców Larssona, szwedzkiego deszczu i zimnych, często bezwzględnych bohaterów, a tu nagle pojawia się „Ostatni pielgrzym”.
„Ostatni pielgrzym” to kawał porządnego kryminału i bardzo udany debiut robiący apetyt na więcej.

I zabawa zaczyna się na nowo. Poznajcie historię morderstwa norweskiego polityka Carla Oscara Krogha. Poznajcie jego przeszłość. Poznajcie ludzi uwikłanych w sprawy ruchu oporu. Poznajcie wreszcie Tommy’egy Bergmanna, który mimo sprzeciwów i zwątpienia przełożonych postanowił odkopać sprawę sięgającą korzeniami II Wojny Światowej. Szkielety odnalezione przypadkiem przez grupę studentów staną się początkiem spirali odsłaniającej kolejne tajemnice.

Intryga jest dosyć prosta, ale logiczna i stanowi pretekst, by przeciągnąć nas przez kawał kraju, dwie epoki – wraz z pewną damą należącą do ruchu oporu śledzimy wydarzenia również w latach 40′ – i to w bardzo kontrowersyjnym towarzystwie.

Sam Tommy Bergmann to dość nietuzinkowa postać. Owszem, zepsuci, zgorzkniali detektywi to kryminalny standard, ale zazwyczaj jesteśmy w stanie utożsamiać się z ich wadami. Niektórzy są skorumpowani, inni nie rozstają się z kieliszkiem, zawsze zaś chowają się za maską cynizmu. Ściganych też raczej nie okładają różami. Rzadziej zaś zdarza się, by główny bohater otwarcie przyznawał się przed Czytelnikiem, że raz czy drugi pomylił swoją kobietę z workiem treningowym. I to autor wprost ze Skandynawii, broniącej każdej mniejszości. Autor wykonał niezłą gimnastykę, by mimo wszystko nie czuć zbyt dużej odrazy do Bergmanna. Niemniej, dla mnie było to ciekawe doświadczenie, obserwować przez chwilę świat z perspektywy kogoś, kto dopuścił się dosyć ohydnego czynu, a jednocześnie nie wpisuje się w kanon klasycznych psycholi. Tutaj sprawca przemocy jest pokazany jako człowiek chory, potrzebujący pomocy w nie mniejszym stopniu, niż ofiara. Słuszne to czy nie, pozostawiam ocenie Czytelników. Na pewno zaś jest  zabiegiem intrygującym i zmuszającym do zastanowienia.

A przecież prócz Bergmanna sporą role odgrywają tu też Hitlerowcy, z kilkoma z nich spędzimy sporo czasu na kartach książki. Bywają niejednoznaczni, czasem nawet sympatyczni, autor jednak nigdy nie pozwala nam zapomnieć, z kim mamy do czynienia.

„Ostatni Pielgrzym” nosi też posmak literatury rozliczeniowej, dotykającej dosyć wstydliwych spraw, jak egzekucje wykonywane przez podziemie na zdrajcach. Ta kwestia, podobnie jak kolaboracja z okupantem, zawsze podgrzewa ciśnienie u Czytelników. Tutaj została poprowadzona wyjątkowo zręcznie i z wyczuciem, zaś niektóre sceny ukazano z odpowiednią mocą i impetem.
Książka trzyma tempo i klimat, bohater przykuwa uwagę, akcję urozmaica kilka ciekawych wątków pobocznych. Słowem – „Ostatni pielgrzym” to kawał porządnego kryminału i bardzo udany debiut robiący apetyt na więcej.

Forum Film Polska
Poprzedni

Nienawistna ósemka – Quentin Tarantino, Agata Christie i morze krwi [recenzja] [film]

Eamonn McCabe/The Guardian
Następny

Lemmy Kilmister 1945 - 2015

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz