KSIĄŻKI 

Otchłań – koniec świata w Breslau… [recenzja]

Znacie już ten świat. Ziemię zaoraną atomówkami, gdzie ludzie kryją się jak szczury – w jak najciemniejszych kątach. W kanałach, piwnicach… Im głębiej tym lepiej. Pierwszy raz zabrał nas tam Dmitry Gluchowsky – wprost do moskiewskiego Metra, gdzie przetrwały niedobitki cywilizacji. Teraz czas na Roberta J. Szmidta i jego „Otchłań”.
„Otchłań” jest jedną z przyjemniejszych lektur sezonu. Bardzo smaczne rozrywkowe danie zaserwowane w rdzawym sosie wrocławskiej apokalipsy.

Powieść zaprasza nas do postapokaliptycznego Wrocławia. Mieszkańcy schronili się w bunkrach i przepastnych miejskich kanałach, tworząc małe enklawy. W jednej z nich mieszka tajemniczy Nauczyciel, zwany też Pamiętającym (przetrwał zagładę sprzed dwudziestu lat). Opiekuje się głuchoniemym synem, Niemotą, i uczy tutejsze dzieciaki. Podły zbieg okoliczności sprawia, że wdaje się w konflikt z tutejszym przywódcą, Białym. Wraz z podopiecznym opuszcza bezpieczną enklawę i wyrusza w podróż do mitycznego drapacza chmur, Sky Tower. Na jego szczycie ponoć zawsze płonie ognisko dające wędrowcom nadzieję. Czeka go jednak ciężka przeprawa przez wrocławskie podziemia, pełne nieufnych ludzi i wspomnieć krwawej przeszłości. Dodajmy do tego okazyjne wycieczki na powierzchnię, gdzie niepodzielnie panuje zmutowana fauna i flora. Do krwiożerczych zwierząt dołączyły rośliny, którym nie w smak było pozostać w wygodnych doniczkach i zajmować się fotosyntezą. Do jadłospisu wciągnęły mięso, a do arsenału – wszelkie pułapki i trucizny, w jakie tylko mogła je uzbroić napromieniowana Matka Natura.

Nawet jeśli opis nieprzyjaznego środowiska przywodzi na myśl poprzednie powieści w uniwersum Gluchowsky’ego – to tylko pozory. Szmidt odpuszcza sobie tanie kaznodziejstwo i rezygnuje z przypowiastki o złych, głupich ludziach, którzy zniszczyli dobry ekosystem, a co gorsza strzelają do każdej odmienności. Nie. Ludzie po prostu są i starają się przeżyć, jak potrafią. I o tym jest ta książka. O zmianach, do których trzeba się dostosować. Paradoksalnie, mimo wydarzeń, które pchają bohatera na wyprawę, jest tu więcej nadziei niż nihilizmu.

Historię śledzimy z perspektywy dojrzałego faceta, a nie dzieciaka, jak w innych książkach z uniwersum. Pamiętający jest twardzielem, który jadł już chleb z niejednego pieca i wie, dokąd zmierza. Może i lata świetności ma dawno za sobą, ale wciąż potrafi poradzić sobie z otaczającą rzeczywistością. Nauczyciel intryguje tajemnicą, która za nim stoi. Zyskuje też naszą sympatię zaradnością oraz swoistym pogodzeniem z losem.

Autor poskładał powieść z prostych i znanych klocków. Zrobił to jednak po mistrzowsku, z dbałością o wiarygodność i szczegóły. Wierzymy w wykreowany na zgliszczach Wrocławia ekosystem. Kupujemy wyczyny bohatera bez szemrania. „Otchłań” to może nie oryginalna, ale na pewno przemyślana wizja przyszłości. Szmidt przekonująco przedstawił podziemne życie.

Mamy twardego bohatera, który potrafi przetrwać w najpodlejszych warunkach i jest kimś więcej, niż się na początku wydaje. Mamy podróż, która odmieni nasze postrzeganie świata przedstawionego. Mamy zniszczone, niedobite społeczeństwo, które zdegenerowało próbując przetrwać. Wszelkie próby zszycia tych strzępów kończą się rozlewem krwi, niemniej – ciągle ktoś próbuje.

Książkę czyta się jednym tchem. Pomaga w tym lekki, dynamiczny styl. Oszczędność narracji idealnie pasuje do opowieści o człowieku, który już swoje przeżył. Kolejne wydarzenia podtrzymują napięcie i nie pozwalają się oderwać od lektury.

Zaś zakończenie… Powiem tak. Ostatnie rozdziały są typowym serialowym cliffhangerem. Grają na naszych emocjach i zapowiadają dalszy ciąg. Zarazem jednak stanowią wyrazistą puentę. Po przeczytaniu powinienem wyjść na balkon i zapalić. Jako że nie palę i mieszkam na parterze, zadowoliłem się półgodzinną kontemplacją modrzewiów rosnących przed domem.

„Otchłań” jest jedną z przyjemniejszych lektur sezonu. Bardzo smaczne rozrywkowe danie zaserwowane w rdzawym sosie wrocławskiej apokalipsy.

Cassandra Peterson Elvira Dzika Banda 45
Poprzedni

Cassandra Peterson - Elvira, Pani Ciemności [galeria]

Chad Duerksen
Następny

Erotyczna sesja fotograficzna #4 - Futurama [galeria NSFW]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz