KSIĄŻKI 

Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta – bardzo długi Dzień Świstaka [recenzja] [książka]

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdybyście mogli przeżyć swoje życie jeszcze raz? Całkiem nowy start z wiedzą z poprzedniego wcielenia. Naprawilibyście wszystkie błędy, spróbowali rozegrać pewne sprawy inaczej. No to teraz wyobraźcie sobie, że macie nieskończoną ilość podejść.
Claire North to kolejny pseudonim, kolejna wylinka Catherine Webb, publikującej odkąd skończyła szesnaście lat. W udany sposób bawi się ogranymi do bólu schematami.

„Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta” to z najbardziej odjazdowych historii w tym roku. Mamy początek dwudziestego wieku. Czasu wielkich przemian. Główny bohater wiedzie normalne, niezbyt porywające życie. Czego zresztą spodziewać się po bękarcie podupadającej brytyjskiej szlachty? Poczęty został w wyniku gwałtu, więc rodzina traktuje go jak wstydliwą tajemnicę. Niemniej, pogodzony z losem, pracuje jako ogrodnik. Tak upływa mu cały czas. Aż do pierwszej śmierci. Harry wraca do punktu wyjścia, jeszcze raz rodzi się jako bękart na początku stulecia… tyle, że pamięta, kim był w poprzednim wcieleniu. Po szaleństwie, samobójstwie i kolejnych narodzinach rozpoczyna poszukiwania. Chce zrozumieć swój stan, tę zapętloną nieśmiertelność. Tak trafia na ślady Bractwa Kronosa, zrzeszającego ludzi podobnych Harry’emu. Umierających i odradzających się. Ouroboran. A to dopiero początek bardzo długiego życia – i bardzo dużych problemów. Świat się bowiem kończy. Ostatecznie, nawet dla ouroboran.

Motyw ze światem nie należy do oryginalnych, ale na tym sztampa się kończy. Pierwsze sto stron to praktycznie ekspozycja. Bardzo smaczna, nastrojowa ekspozycja. Doprawiona nutką goryczy z pierwszych, pełnych zagubienia żywotów bohatera. Narrator, Harry August, powoli wprowadza nas w opowieść, pokazuje studium odkrywania życia, jakie może wieść ouroboranin. To zarazem wstęp do bardzo długiego listu. Do przyjaciela. Do wroga.

W bardzo płynnej, przyjemnie amerykańskiej, przejrzystej narracji i krótkich rozdziałach autorka przedstawiła świat widziany oczami kogoś o umyśle tysiąclatka, człowieka, który widział i przeszedł już wszystko. Po wielokroć. Teraźniejszość przeplata się tu z mięsistymi retrospekcjami. Momenty, w których zagłębiamy się w mroczną przeszłość bohatera i konfrontujemy z jego obecnym sposobem myślenia – robią największe wrażenie. Przy okazji Claire North wywinęła efektowny – i udany – szpagat z gwiazdą prezentując nielinearną rzeczywistość. Ouroboranie poruszają się zarówno do przodu czasu, jak i pomiędzy jego liniami. Ryzykowna konstrukcja świata mogłaby się zawalić przy najmniejszym błędzie, działa jednak sprawnie. W paru miejscach pisarka zrobiła bardzo zręczny unik, pozostawiając pewne pytania bez odpowiedzi, co tylko dodaje całości smaku.

W paru miejscach książka pozostawia jednak niedosyt, wynikający z konstrukcji historii. Ciężko upchnąć tysiąc lat życia na niespełna pięciuset stronach. Przynajmniej kilka epizodów z życia aż prosi się o rozbudowanie do dwóch-trzech rozdziałów. Jak ten, w którym Harry zostaje szefem organizacji przestępczej. Po prostu zdecydowanie zbyt rzadko opowieść przechodzi od ogółu do szczegółu. To podwójna strata, mając na uwadze swadę, z jaką autorka snuje historię. O niektórych miejscach główny bohater opowiada bowiem z wyjątkowym uczuciem, sentymentem i rozrzewieniem. Wraca do nich przy każdym kolejnym życiu. Oczywiśćie, to zdawkowość reszty potęguje efekt tych konkretnych fragmentów, niemniej, chciałoby się wiedzieć o Harrym więcej.

„Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta” to udane dziecko młodej zdolnej. Claire North to kolejny pseudonim, kolejna wylinka Catherine Webb, publikującej odkąd skończyła szesnaście lat. W udany sposób bawi się ogranymi do bólu schematami. Jej najnowsza powieść może nie jest idealna, ale widać tu pasję i porywającą wizję.

TVP
Poprzedni

„Ekstradycja” polskich seriali, czyli Halski dwadzieścia lat później

Playbuzz
Następny

Mała postapokalipsa, czyli kameralne filmy o zagładzie [ranking]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz