KSIĄŻKI 

Rozłąka – fakty, fikcje i obsesje [recenzja]

Sobowtóry, bliźniacy, odmienne punkty widzenia dotyczące tych samych wydarzeń i wreszcie rozgałęziające się ścieżki rzeczywistości. Podobnie jak w znakomitym „Prestiżu”, w wydanej właśnie przez Mag w ramach Uczty Wyobraźni „Rozłące”, Christopher Priest powraca do trawiących go obsesyjnie motywów.

Kojarzycie zapewne Rudolfa Hessa? Coś się przypomina, prawda? Komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, elegancki, kochający żonę i dzieci hitlerowski oprawca. Tak, tylko że to nie ten Rudolf Hess. Ech ta pamięć, wiedza, historia i ich ulotność…  Ten z Auschwitz to Rudolf Höss, a ten o którego mi chodzi, to bohater jednego z najbardziej tajemniczych epizodów Drugiej Wojny Światowej. Rudolf Hess był długie lata bliskim współpracownikiem Hitlera, prawdopodobnie też homoseksualistą, paranoikiem  i najdłużej przebywającym w więzieniu wojennym zbrodniarzem. W  1941 roku udał się samolotem na samowolną misję do Wielkiej Brytanii z propozycją planu pokojowego. Dzięki tej samowolce, dziesiątego maja zostały przerwane działania wojenne między Niemcami  i Wielką Brytanią, a kilka dni później oba państwa podpisały traktat pokojowy. I znowu coś się nie zgadza, a w zasadzie wszystko się nie zgadza. Ale w „Rozłące” jest to opisane w taki sposób, z taką rzetelnością i siłą autorskiej sugestii, że w pierwszej chwili nie zauważamy jak Priest z gracją wodzi nas za nos. To zasługa klasycznego, nie operującego formalnymi fajerwerkami przekonującego stylu, który sprawia, że po prostu odnajdujemy w sobie potrzebę uwierzenia w tę opartą przecież na gdybaniu historię. Skąd taka potrzeba? Tworzy ją proste pytanie,  obecne w życiu każdego z nas, zaczynające się od „co by było, gdyby”. Ludzie codziennie zadają sobie trud spojrzenia we własną przeszłość i rozmyślania nad jej inną ścieżką. Myślimy w ten sposób o sprawach wielkich i o tych trywialnych, wracamy myślami do punktu, od którego, gdybyśmy tylko mogli cofnąć sie w czasie, pokierowalibyśmy inaczej naszym życiem, zmienili przeszłość. Czasem też zdarza się, że tego rodzaju gdybania stają się przejmującą kontrolę nad naszym życiem obsesją.

„Rozłąkę” można śmiało postawić w jednym rzędzie z innymi, wielkimi dokonaniami w dziedzinie alternatywnych rzeczywistości – „Vaterlandem” Harrisa, „Człowiekiem z Wysokiego Zamku” Dicka i „Mirażem” Ruffa.

„Rozłąkę” można śmiało postawić w jednym rzędzie z innymi, wielkimi dokonaniami w dziedzinie alternatywnych rzeczywistości – „Vaterlandem” Harrisa, „Człowiekiem z Wysokiego Zamku” Dicka i „Mirażem” Ruffa. Priestowi,  z racji w specyficzny sposób budowanego nastroju z pewnością najbliżej jest do Dicka, ale i tak w kreacji swojego świata idzie zupełnie inną, własną drogą.  Bardziej niż „co by było gdyby”, interesują go mechanizmy konfliktów zbrojnych i ich wpływ na ludzkie życia.  W ostatecznym rozrachunku nieważne jest, czy wydarzenia potoczyły sie tak, czy inaczej, ważny jest katastrofalny  wpływ wojny na poszczególne jednostki. Aby to unaocznić,  Priest nie serwuje nam jedynie alternatywnej ścieżki historii, Priest już od samego początku  powieści miesza („miesza” –  w tym przypadku myślmy o każdej konotacji tego słowa i pamiętajmy jeszcze o angielskim „confusion”).  Na kilku pierwszych stronach książki zarzuca nas  sporą dozą budzących wątpliwość historycznych faktów, ale zaraz potem rzeczywistość wraca na właściwe, znane nam  tory. Czyżby?

„Rozłąka” to historia dwóch braci bliźniaków, sportowców-kajakarzy, którzy uczestniczyli w Olimpiadzie w Berlinie. Wywieźli stamtąd potajemnie młodą Żydówkę, o imieniu Birgit. Potem drogi braci rozeszły się, Jack został pilotem RAF-u, Joe ze względu na swe pacyfistyczne poglądy odmówił służby wojskowej i ostatecznie został pracownikiem Czerwonego Krzyża. Nieco wcześniej, ten drugi ożenił się z Birgit i od tego momentu bracia właściwie się nie widują. W książce najpierw czytamy opowieść pierwszego z nich i jest to opowieść zgodna z historią, jaką znamy. Wielka Brytania nie zawarła pokoju z Niemcami, wojna skończyła się wtedy, kiedy powinna, a występujące w książce, znane historyczne postacie miały swoich sobowtórów. Zaraz, znowu coś zgrzyta. A może wcale nie? Po procesach norymberskich Rudolf Hess, od 1947 do 1987 roku przebywał w  więzieniu w Spandau. Od pewnego momentu był  tam jedynym osadzonym, dlatego też określano go jako „najdroższego więźnia świata”. W 1987 roku, w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat popełnił samobójstwo. Popełnił samobójstwo (a może został skrycie zamordowany?) on lub jego sobowtór. Ależ tak,  są bowiem pewne fakty za tym przemawiające. Kiedyż to Rudolf Hess zmienił się w swojego sobowtóra?  Podczas samowolnego lotu do Wielkiej Brytanii? Przebywając cztery dni w londyńskim Tower? Jeszcze później? A może w momencie, kiedy niektórzy ludzie w ów fakt uwierzyli? Bo o czym właściwie opowiada nam Priest? O tym, że rzeczywistość każdego z nas, jest tak naprawdę odrębną alternatywną rzeczywistością? Że każdy człowiek żyje we własnej fikcji? A jeśli tak, to czy jest coś takiego jak obiektywna prawda? W arcydziele Priesta, jeśli dobrze poszukamy, znajdziemy odpowiedź na te i wiele innych, nurtujących nas podczas lektury pytań. A potem, dryfując samotnie w nieskończonej otchłani możliwości i przytłoczeni zdobytą wiedzą, będziemy żałować, że w ogóle je zadaliśmy.

fot. Leszek Zych
Poprzedni

Łukasz Orbitowski: nigdy nie lubiłem fantastyki [wywiad]

Albatros
Następny

Piękni samobójcy – intrygujący thriller hiszpański [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz