KSIĄŻKI 

Sabaton, Lwy Północy – prezent dla polskich fanów zespołu [recenzja]

Sabaton to formacja, której w zasadzie w Polsce przedstawiać nie trzeba. Ich specyficzna odmiana power metalu podrasowana historyczno-bitewną warstwą tekstową zapewniła im grono fanów tak duże, że przez złośliwych kierowane do działu badań socjologicznych. Wydawnictwo InRock dokłada do tego tematu cegiełkę – biografię zespołu autorstwa Jordana Babuły.

Chociaż zespół istnieje już ładnych parę lat, w naszym kraju zasłynął przy okazji trzeciej płyty „The Art of War” dzięki pochodzącemu z niej utworowi „40:1” opowiadającemu o heroicznej bitwie pod Wizną. Zabawne, bo przełom ten równolegle łączył się z ekspansją na inne rynki i kontynenty, a przede wszystkim z godnym podziwu uporem w koncertowaniu gdzie tylko się uda. I choć zespół odniósł zasłużony sukces, do dziś nie brak malkontentów narzekających na tę specyficzną formację. Powodów takich zachowań można się doszukiwać oczywiście w zawiści, zazdrości, niezrozumieniu, typowej polskości. Ale przecież jest coś niezwykłego w tym, że zespół, który tworzy dość wtórną, by nie powiedzieć banalną muzykę zdobywa taką popularność. Osobiście uważam, że celnym strzałem było tutaj nowatorskie podejście do power metalu, gdzie zamiast wysokich zaśpiewów mamy do czynienia z niskim (i wcale nie znakomitym, ale jakże oryginalnym) głosem Joakima Brodena, a miejsce wydumanych opowieści o smokach, mieczach i magicznych królestwach zajęła poważna tematyka bohaterstwa wojennego nie dzielonego na frakcje polityczne. Dlatego też choć wzdrygam się na myśl o Primal Fear, dostaję czkawki przy Kamelot i wpadam w panikę przy dźwiękach Rhapsody (of Fire), to wszystkie płyty Sabatona na półce posiadam. Niestety, pokutuje też druga forma owej niezwykłości grupy – polskie uwielbienie do tego, że inni nas chwalą i o nas śpiewają. Forma ta jest tym ciekawsza, że gdy to samo robią polskie zespoły, to są oskarżane o nacjonalizm. W najlepszym wypadku. Dlatego też karmimy się kolejnymi piosenkami o Polakach wynalezionymi na albumach Szwedów, cieszymy się, że kręcą u nas swoje teledyski i DVD, a teraz jeszcze trafia nam w ręce książka, która potwierdza ów fenomen socjologiczny choćby zestawem zdjęć. Przywykłem do tego, że w biografiach trafiają się niepublikowane, unikalne zdjęcia, szczególnie te z początków istnienia grupy. Tymczasem, w „Lwach Północy” nie znajdziemy ani jednego takiego. Zamiast tego jest zespół pod Wizną, zespół z kwiatami pod Westerplatte, zespół z medalem u ministra POLSKI. Pod tym względem wygląda tak, jakby książka miała na pierwszy rzut oka ugłaskać prorządowców i przeciwników ostrej muzyki. Tak więc, jeśli chcecie odnaleźć bardziej pikantne zdjęcia, czy też właśnie dokumentacje z pierwszych sesji, itp. odsyłam Was do specjalnych wydań „Metalizer” i „Battle on the Sea”.

Muzykę zespołu można lubić lub krytykować, faktem jednak pozostaje, że to zespół, który doskonale wie, jak się sprzedać i odnaleźć na rynku, pozostając jednocześnie wiernym swojemu wizerunkowi i ideałom.

Skoncentrujmy się jednak na treści. Jordan Babuła to redaktor Teraz Rocka, którego fanom pisma przedstawiać nie trzeba. Jego specyficzny gust i sposób pisania recenzji przekładają się na formę owej biografii, na którą złożyły się wszystkie informacje rozrzucone po sieci, jak również wywiady przeprowadzone (a jakże) na potrzeby Teraz Rocka. Nie sądzę więc, by ortodoksyjni fani znaleźli tutaj coś, czego jeszcze o zespole nie wiedzą, nie o to chyba jednak chodziło autorowi. W sposób jasny i przejrzysty wyłożył historię grupy, przedstawiając jej fenomen, który jest niczym innym, jak świetnie zorganizowaną pracą u podstaw, jaką formacja wykonuje za każdym razem, gdy podbija nowy rynek. Nie ma w tym żadnego społecznego kuriozum, podlizywania się pod publiczkę, czy odcinania kuponów. Muzykę zespołu można lubić lub krytykować, faktem jednak pozostaje, że to zespół, który doskonale wie, jak się sprzedać i odnaleźć na rynku, pozostając jednocześnie wiernym swojemu wizerunkowi i ideałom. „Lwy Północy” są więc doskonałą lekturą dla każdego fana zespołu, zarówno tego sezonowego, jak i bardziej oddanego. I nie jest ważne, że ci drudzy odnajdą czasem drobne nieścisłości (jak choćby informację o tym, na którym koncercie rzekomo Joakim nauczył się zwrotów „pij do dna” – miałem okazję być i na tym i na kilka miesięcy wcześniejszym i tam stosował tę samą taktykę – cóż, teatralne zagrywki są standardem tej grupy) lub większe pomyłki (Utwór „Hell and Back” skupia się nie tyle na bohaterstwie Audie Murphy’ego, co na jego walce z nałogami, jaką stoczył zamykając się w pokoju hotelowym na kilka dni). Obok Sabatonu nie da się przejść obojętnie, a w oczekiwaniu na ich najnowszy album warto sobie umilić czas lekturą.

ponura dryzyna miecz polnocy
Poprzedni

Zdobądź Miecz Północy [konkurs]

Paul-Simon-Stranger-To-Stranger
Następny

Stranger to Stranger - Paul Simon w rewelacyjnej formie [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz