KSIĄŻKI 

Ślepe stado – skrajny pesymizm Brunnera [recenzja]

W serii Artefakty proponowanej przez wydawnictwo Mag pojawiła się kolejna klasyczna powieść Johna Brunnera. Ponownie mistrz fatalistycznego science-fiction zabiera nas do świata, który jest wielce prawdopodobny.

Świat stoi na krawędzi zagłady. Powietrze jest tak zanieczyszczone, że ludzie muszą używać maseczek tlenowych, woda jest niezdatna do picia, ogromne problemy stanowi też kwestia wyżywienia. Kłopoty narastają, gdy okazuje się, że Nutripon, specjalna pożywka wyprodukowana przez jedną z wielkich korporacji, zamiast zapobiec pladze głodu w Afryce, wywołuje szaleństwo wśród tych, którzy ją jedli. Narasta spirala nienawiści i frustracji, gdzie ścierają się głównie rządowe korporacje i stosujący metody terroru aktywiści ekologiczni zwani trainistami od nazwiska swego duchowego przywódcy. Austin Train tymczasem ukrywa się przed wszystkimi, nie godząc się na praktyki żadnej ze stron, jednocześnie przygotowując własny plan.

John Brunner to wizjoner, którego przedstawiać nie trzeba. Czytelnicy serii Artefakty, jak i naszego serwisu mogli go poznać przy okazji genialnego „Wszyscy na Zanzibarze” i znakomitego „Na fali szoku”. Mniej więcej wiadomo więc czego się spodziewać. I rzeczywiście, autor znowu, w swój specyficzny sposób serwuje nam przerażającą wizję upadku społeczeństwa, utraty człowieczeństwa i kompletnej degeneracji gatunku. Ponownie też pozornie nie dba o klasyczny układ fabularny. Poszarpane wątki i krótkie rozdziały dotyczące różnych bohaterów, przetykane fragmentami artykułów, wypowiedziami polityków i dziennikarzy. Ta charakterystyczna dla Brunnera konstrukcja zwraca uwagę na główny dylemat powieści, a jednocześnie podkreśla całkowitą bezcelowość działań poszczególnych bohaterów. To obrazki z zagłady świata, gdzie już nie ma szans na ratunek.

Upiorne wizjonerstwo Brunnera znów daje o sobie znać, nigdy jednak nie było ono aż tak pesymistyczne. Nie ma tu nawet cienia nadziei na ocalenie, zmianę.

Skrajny pesymizm to kolejna z cech wyróżniających Johna Brunnera na tle innych twórców science-fiction. Ale nawet w szokującym „Wszyscy na Zanzibarze” nie było takiego natężenie beznadziejności, jak tutaj. Jest ono tym większe, że opisywany w pierwszej z wydanych powieści problem przeludnienia i zatracenia się w papce informacyjnej odbywał się niejako poza człowiekiem, który dążył (mimo wszystko) do poprawy tego stanu. Podobnie w „Na fali szoku”, gdzie trwa wyścig technologii i cybernetycznego szpiegostwa. W „Ślepym stadzie” jedynymi winnymi są ludzie, a ich determinacji w dążeniu do samozagłady nic nie usprawiedliwia. Najbardziej przerażające jest zaś to, że owa wizja dystopii jest konsekwentnie realizowana teraz, współcześnie, przez nasze społeczeństwo. Wyniszczenie środowiska stale postępuje i podobnie jak na kartach powieści, nie wywołuje to reakcji większych niż krótkie apele i informacje w mediach, podczas gdy większość ludzi skupiona na swych materialnych potrzebach nie zwraca uwagi na przyrodę. Upiorne wizjonerstwo Brunnera (powieść powstała czterdzieści cztery lata temu!) znów daje o sobie znać, nigdy jednak nie było ono aż tak pesymistyczne. W „Ślepym stadzie” nie ma nawet cienia nadziei na ocalenie, zmianę. Ludzkość jest jak te tytułowe stado, samowolnie i bezmyślnie zdążające ku zagładzie. Pozostaje wierzyć, że my jeszcze mamy czas, by coś odmienić.

Krótko mówiąc – „Ślepe stado” to kolejny, bardzo mocny punkt serii Artefakty, absolutny klasyk i mus dla każdego miłośnika science-fiction, ale także i dla wojujących ekologów. I jako podręcznik i jako ostrzeżenie.

Egmont
Poprzedni

Gotham Central #1: Na służbie - prawo ulicy w mieście Batmana [recenzja]

the-invitation-poster
Następny

The Invitation - thriller skrajnych emocji [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz