KSIĄŻKI 

Slow Sex – Szybki kurs wolnego seksu [recenzja]

Uwaga: to nie jest książka dla bojaźliwych chrześcijan trzymających się hasła „Seks tylko dla prokreacji”. Jej autorki wychodzą bowiem z założenia, że dobry, sprawiający przyjemność seks pozytywnie wpływa na wszystkie inne aspekty życia i aby go zakosztować trzeba czasem przełamać zakorzeniony w nas wstyd i trochę poeksperymentować. Co więcej: zachęcają by – o zgrozo! – nauczyć się oddzielać seks od miłości.

Książka jest skonstruowana na zasadzie dialogu typu Mulder/Scully (czy jak kto woli: Kałużyński/Raczek). Dwie miłe panie, dziennikarka Hanna Rydlewska i sex coach Marta Niedźwiecka, z wdziękiem oprowadzają nas po tajnikach „wolnego seksu”, od czasu do czasu niby to kłócąc się o pewne szczegóły, ale tak naprawdę stojąc po jednej stronie barykady. Rola entuzjastki przypadła Niedźwieckiej, która barwnie i wylewnie odpowiada na wszystkie pytania koleżanki, a ta z kolei stara się podejść do sprawy z dystansem, czasem nawet delikatnie podszczypując rozentuzjazmowaną panią sex coach. Te dialogowe rozdziały poprzetykane są wstawkami „praktycznymi” – a więc zestawami ćwiczeń, które mają nam pomóc poznać własne ciało i lepiej dopasować się do partnera. Czytelniczki mogą więc cieszyć się na znalezienie z pomocą autorek osławionego punktu G, zaś czytelnicy, jeśli się odważą, mogą własnoręcznie dokonać czułego masażu prostaty (po wcześniejszym skonsultowaniu się z lekarzem). W każdym razie – na brak akcji narzekać nie sposób.

Książka Rydlewskiej i Niedźwieckiej do żadnej z prezentowanych technik fanatycznie nie przymusza – w końcu „slow sex” to nie tyle seks „powolny”, co „wolny od sztywnych reguł”, dopasowywany na miarę. A lektura tej książki bez wątpienia pomaga go do swoich potrzeb dopasować.

Zapyta ktoś: czy jest kontrowersyjnie czy to raczej kolejna grzeczna i bezpieczna książka o seksie? Wszystko zależy oczywiście od tego co nas szokuje: są tacy, którzy za kontrowersyjne uznają nawet wskazówki dotyczące świadomej masturbacji (bo to przecież grzech), inni pewnie oburzą się gdy jedna z pań zacznie zachęcać swoich czytelników do romansowania, aby ożywić więdnący związek (tak, tak: chodzi o romansowanie „na ostro”, z seksem włącznie), a jeszcze inni trzasną książką o ścianę docierając do miejsca, gdzie panie wyśmiewają nauki dziadzia Freuda. Na pewno nie można jednak oskarżyć książki o zachowawczość czy hołdowanie tradycyjnemu podejściu do seksu. A choć nikt nikomu nie zabroni się oburzać, to warto pamiętać, że książka Rydlewskiej i Niedźwieckiej do żadnej z prezentowanych technik fanatycznie nie przymusza – w końcu „slow sex” to nie tyle seks „powolny”, co „wolny od sztywnych reguł”, dopasowywany na miarę. A lektura tej książki bez wątpienia pomaga go do swoich potrzeb dopasować.

Są pewnie tacy, którzy powiedzą, że wszystko, o czym można tu przeczytać dawno już wiedzieli i od lat z powodzeniem stosują w swoim związku – tyle, że nie podpinali swoich doświadczeń pod pojęcia „slow sex”, „mindfulness” i tak dalej. W porządku, nie jest to niemożliwe, ale na szczęście panie autorki prowadzą swoje dyskusje w sposób na tyle ciekawy i żywiołowy, że nawet najwięksi łóżkowi mądrale powinni posłuchać ich z uwagą. Bo przecież mistrzowie seksu to podobno ci, którzy właśnie przede wszystkim potrafią słuchać…

Taurus Media
Poprzedni

Klik. Wydanie zbiorcze - kobieta pod presją technologii [recenzja]

Uroboros
Następny

Król kruków #3: Wiedźma z lustra [fragment]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz