KSIĄŻKI 

Stale w ruchu – Geniusz na motorze [recenzja]

Szczera i znakomicie napisana autobiografia wybitnego angielskiego naukowca (znanego m.in. z książki „Przebudzenia”, na podstawie której powstał nominowany do Oscara film z Robinem Williamsem i Robertem De Niro), która nie skupia się wyłącznie na osiągnięciach autora, ale również – a może nawet przede wszystkim? – na jego słabościach.

Sacks bardzo dba o to, aby jego autobiografia nie była jedną z tych nudnych książek, gdzie autor najpierw mozolnie opisuje dzieciństwo, a dopiero dużo, dużo później dochodzi do tego, co faktycznie czytelnika interesuje. Tu wszystko zaczyna się więc od opisu fascynacji Sacksa szybkimi motocyklami i szczegółowej relacji z kilku poważnych wypadków, w których tylko cudem nie stracił życia, a zaraz potem – dosłownie na kilku następnych stronach – dowiadujemy się jak jego rodzice zareagowali na wieść, że ich syn nie interesuje się dziewczętami i jak jego brat próbował go z tej niezrozumiałej przypadłości „uleczyć”, fundując mu wizytę u doświadczonej paryskiej prostytutki (obywa się jednak bez gorących momentów: młody Sacks zadowala się herbatką i ciasteczkami, a potem zbywa brata twierdząc, że było „okropnie”).

Sacks dba o to, aby jego autobiografia nie była jedną z tych nudnych książek, gdzie autor najpierw mozolnie opisuje dzieciństwo, a dopiero dużo, dużo później dochodzi do tego, co faktycznie czytelnika interesuje.

Zaś w następnych rozdziałach – zgadliście! – napięcie jeszcze bardziej rośnie ponieważ Sacks przeżywa pierwsze, nadzwyczaj traumatyczne chwile jako naukowiec-praktyk (ma za zadanie zaaplikowanie kurczakom specyfiku, które je zwolna paraliżuje, a ostatecznie uśmierca), przeżywa poważne miłosne dramaty (mężczyźni, w których się zakochuje niepokojąco często już w młodym wieku zapadają na śmiertelne choroby), a wreszcie podejmuje niełatwą decyzję opuszczenia domu rodzinnego w Anglii i odbycie podróży do Kanady i Stanów Zjednoczonych, gdzie przyjdzie mu spędzić resztę życia. I choć powszechnie mówiło się, że Sacks, podobnie jak większość Brytyjczyków w tamtym okresie (czyli w latach 60. XX w.), wyemigrował w poszukiwaniu pracy, to w swojej autobiografii zdradza on dodatkowe przyczyny wyjazdu: po pierwsze, chciał się uchronić przed powołaniem do wojska, a po drugie, pragnął wyrwać się z domu rodzinnego, w którym panowała mało przyjazna atmosfera od kiedy jeden z braci Olivera, Michael, zaczął zdradzać objawy szaleństwa (zdiagnozowano u niego schizofrenię i starano się ją leczyć – jak to wtedy – dość barbarzyńskimi sposobami). Nie pomagał też oczywiście fakt, że rodzice nigdy nie pogodzili się z homoseksualizmem Olivera i nie kryli rozczarowania „niemoralną” drogą, jaką obrał w życiu.

Prawdopodobnie wszystkie te dramaty, jakich na wczesnym etapie życia zakosztował Sacks przyczyniły się jednak do jego późniejszych medycznych sukcesów: od początku czuł przecież palącą potrzebę zgłębienia tajników ludzkiego organizmu, chciał wiedzieć dlaczego jednych dosięga szaleństwo, innych – nieuleczalna choroba, a jeszcze innych – coś jednocześnie tak trywialnego i tajemniczego, jak nieustępująca czkawka. I kiedy odkrył, że z tą ostatnią można sobie poradzić wyłącznie za pomocą hipnozy, nabrał odwagi, aby podchodzić w nieortodoksyjny sposób również do leczenia poważniejszych dolegliwości. I to właśnie dzięki takiej postawie dokonał później „cudu” wybudzenia grupy pacjentów z wieloletniej śpiączki, co udokumentował w swojej bestsellerowej książce „Przebudzenia”, a następnie, jako konsultant, pomógł przenieść na ekran w nieco wygładzonej hollywoodzkiej opowieści, gdzie jednego z jego pacjentów grał Robert De Niro, a jego samego – Robin Williams.

„Stale w ruchu” nie portretuje jednak Sacksa wyłącznie jako geniusza, ale także jako człowieka nieśmiałego, naiwnego i nieradzącego sobie z nałogami czy własną seksualnością. Aż trudno uwierzyć, że ktoś, kto miał wkrótce dokonać tylu niezwykłych odkryć w świecie medycyny nie był w stanie przewidzieć tragicznych skutków przedawkowania amfetaminy albo nadmiernego obciążania kręgosłupa (za młodu Sacks namiętnie ćwiczył podnoszenie ciężarów, co przypłacił dręczącymi go od tamtego czasu bólami pleców); albo, że mógł być aż tak zdesperowany by stracić dziewictwo we „właściwy sposób” (a więc nie z jakąś tam paryską prostytutką tylko z prawdziwym mężczyzną), że upił się do nieprzytomności w amsterdamskim barze i pozwolił się zgwałcić nieznajomemu. A fakt, że zarówno o swoich zawodowych sukcesach, jak i przeróżnych osobistych porażkach potrafi opowiadać tak samo zajmująco i pięknie, sprawia, że lektura tej książki wciąga bez reszty, a niejednokrotnie – wprawia w zachwyt. I to na długo przed tym zanim dowiadujemy się, że ze względu na zły stan zdrowia i nieustępujące bóle Sacks – twardy i zacięty jak zawsze – kończył ją pisać na stojąco.

Legacy-of-Kain
Poprzedni

Legacy of Kain - Gdyby Szekspir pisał o wampirach... [recenzja]

NASA
Następny

Zwiedzaj kosmos z NASA cz. 2 [galeria]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz