KSIĄŻKI 

Star Wars – Battlefront: Kompania Zmierzch – niezłe military s-f [recenzja]

Gwiezdne Wojny kojarzą się raczej jako space opera lekkiego kalibru, w której dobro zazwyczaj góruje nad złem, a bohaterowie zawsze wychodzą bez większego szwanku z każdej sytuacji. Alexander Freed w “Kompani Zmierzch” ukazał ten świat z nieco innej, brudniejszej i brutalniejszej strony.

Akcja powieści rozpoczyna się na krótko przed “Imperium kontratakuje” i obejmuje kilka miesięcy z działań sześćdziesiątej pierwszej kompani mobilnej Sojuszu Rebeliantów, czyli tytułowej Kompani Zmierzch. Jej bohaterami są zwykli szeregowi żołnierze biorący udział w mniej lub bardziej delikatnych misjach, czasem na pierwszej linii frontu, czasem w dywersji, a kiedy indziej oznaczonych stemplem tajne. Na pierwszy plan wysuwa się porucznik Hazram Namir, człowiek który od dziecka brał udział w niezliczonych wojnach w różnych sprawach, a walka o Galaktykę jest dla niego niczym więcej niż pracą. Brak mu ideologicznego zacięcia, pasji, po prostu robi to co umie najlepiej. Postać ta jest więc idealną przeciwwagą dla pozostałych bohaterów – analizuje wszystko na zimno, a jego stosunek do rebelii jest bardzo ambiwalentny.

Wraz z Namirem, Everi Chalis – imperialną dezerterką, posiadającą wiele przydatnych, strategicznych informacji dotyczących Imperium, która szybko staje się “mózgiem” większości operacji Zmierzchu – i ich oddziałem, zwiedzimy spory kawał Galaktyki, poznamy wiele nowych planet, staniemy się świadkami licznych ciężkich, niebezpiecznych i obfitujących w ofiary zadań. Bohaterowie wiele przejdą, ewoluują charakterologicznie, ale też nie do końca się ze sobą zżyją.

“Kompania Zmierzch” to powieść bardzo różna od dotychczasowych rozgrywających się w ramach nowego kanonu. Nie jest to kolejna przygodówka o epickim rozmachu i wydarzeniach mających ogromny wpływ na losy Galaktyki, brak tu znanych postaci czy nawet lekkiej atmosfery pozwalającej wierzyć, że wszystko skończy się dobrze. Freed tworzy mięsistą prozę, w której zwykłe trepy doświadczają grozy prawdziwej wojny, giną, cierpią, opłakują poległych, narażają życie. Autorowi udało się bardzo dobrze uchwycić militarystyczny charakter powieści, a przy tym konsekwentnie poprowadzić bohaterów oraz od początku do końca podtrzymywać napięcie i nastrój zagrożenia. Owszem, nie wszystkie wątki są poprowadzone wzorcowo, ale biorąc pod uwagę, że jest to zupełny powieściowy debiut, całość wypada bardzo dobrze – zwłaszcza na tle pozostałych gwiezdnowojennych książek.

Chcecie brudne, pesymistyczne i nieco brutalne military science fiction w uniwersum “Star Wars” ukazujące konflikt z zupełnie innej strony? Sięgnijcie więc po “Kompanię Zmierzch”.

wojna lotosowa2
Poprzedni

Wojna lotosowa. T. 2. Bratobójca [patronat]

house-of-cards_garance-dore_39
Następny

Czwarty sezon "House of Cards", czyli czego pragnie Claire Underwood?

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz