KSIĄŻKI 

Star Wars: Lordowie Sithów – krew, pot i łzy rozczarowania [recenzja] [książka]

“Lordowie Sithów” jest już czwartą powieścią Paula S. Kempa osadzoną w uniwersum Star Wars i jednocześnie pierwszą należącą do nowego kanonu. Czy stary wyga zaoferował jakość jak spod igły?

Jeśli szukacie lekkiej, rozrywkowej, zupełnie niezobowiązującej przygodówki, która niewiele wnosi do uniwersum i nie ma znaczenia dla filmowej fabuły, to można mówić o wysokiej jakości. Jeśli jednak oczekujecie opowieści pełnej niuansów, ważnych wydarzeń, postaci i zaskakujących zwrotów akcji, to niestety nie tędy droga. 

Jeśli szukacie lekkiej, rozrywkowej, zupełnie niezobowiązującej przygodówki, która niewiele wnosi do uniwersum, to można mówić o wysokiej jakości.

Co ciekawe największym problemem powieści nie jest nawet  intryga, którą można przejrzeć w mig. Nie jest nim nawet oczywisty finał – bo kiedy zna się oryginalną trylogię, trudno mówić tu o jakimkolwiek zaskoczeniu. Nie jest nim też narracja, ta jest dynamiczna i lekka. Nawet bzdurki typu posądzanie Vadera o bycie nadczłowiekiem, wręcz boską istotą z nikąd, w momencie kiedy wojny klonów zakończyły się raptem kilka lat wcześniej (czyżby pamięć o rycerzach Jedi i ich umiejętnościach została kompletnie wymazana?) tak bardzo nie uwierają. Kluczową wadą książki jest ta sama choroba, która od lat trawi przemysł filmowy, czyli zdradzanie większości fabuły w trailerach, a w tym konkretnym przypadku w informacji prasowej. Jeśli się z nią zapoznaliście, tak naprawdę nie ma już potrzeby czytać powieści, wiecie już wszystko co trzeba. W tymże opisie zdradzono m.in. kluczowy moment, który rozgrywa się trochę dalej niż w połowie i śledząc losy bohaterów często przyłapywałem się na tym, że w znużeniu odliczam kolejne strony do tej chwili. No nie tak się powinno to robić…

A o czym są “Lordowie Sithów”? O Rylothańskim ruchu oporu pod dowództwem Chama Syndulli – Twi’leka, który pojawił się w serialu “Wojny klonów” i tego samego, który jest ojcem Hery z serialu “Rebelianci”. O próbach zadania śmiertelnego ciosu Imperium, imperialnych karierowiczach i kształtowaniu się ostatecznych relacji między Palpatinem i Vaderem. Tyle opisu powinno wystarczyć, żeby w pełni móc się cieszyć z obcowania z tym rasowym akcyjniakiem. Otwarte zakończenie i niedopięcie wielu wątków sugeruje, że możemy spodziewać się bezpośredniej kontynuacji. Jeśli tak, to mam nadzieję, że Kemp trochę bardziej przyłoży się do swojej pracy (fabuła!), a wydawca (Disney) nie streści całości jeszcze przed jej ukazaniem się. Jeśli dalszego ciągu nie będzie, łzy nie uronię, ale będzie to kolejny minus dla autora, który nie dopełnił swoich podstawowych obowiązków.

MGM
Poprzedni

Creed: narodziny legendy – Rocky wraca do korzeni [recenzja] [film]

Albatros
Następny

W imię dziecka - prawo kontra wiara [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz