KSIĄŻKI 

Summoner #2: Wyprawa – fenomen potwierdzony [recenzja]

No i stało się. Nie minął nawet rok od brawurowej premiery „Summoner. Początek” i już trzymamy drugi tom cyklu stworzonego przez Tarana Matharu, gwiazdę Watt.Pad.com. Niespełna tydzień po zachodniej premierze tomem „Inquisition” przemianowanym u nas na „Wyprawę” mogą się cieszyć polscy towarzysze. I nie ma w tym krzty przesady.

Dla przypomnienia tym, którym pierwsza część przygód młodego Fletchera umknęła w natłoku pojawiających się nowości: główny bohater to młody chłopak szykanowany przez rówieśników – bogatszych i lepiej sytuowanych. Jest sierotą, którym przed laty zajął się miejscowy kowal. Dzięki tajemnej księdze ofiarowanej przez tajemniczego przybysza odkrywa swój wielki talent do przyzywania służalczych demonów. Zostaje skierowany do Akademii Vocanów, gdzie wraz z innymi zaklinaczami uczy się fachu, a jednocześnie odkrywa skomplikowany świat politycznych i rasowych intryg, a przede wszystkim zaprzyjaźnia się z krasnoludem Othello i elfką Sylvą. Na wypadek, gdyby komuś wydawało się to podobne do Harry’ego Pottera skrzyżowanego z „Władcą pierścieni” zaznaczę, że istotnie, Matharu chętnie czerpie pomysły od lepszych, ale wykorzystuje je zdecydowanie w sposób twórczy i interesujący. Dowodem niech będzie zakończenie pierwszego tomu, które postawiło bohatera w bardzo niezręcznej sytuacji i jednocześnie pozbawiło czytelników nadziei na to, że będą czytać przez kolejne kilka tomów jak to się chłopak uczy magii… No, chyba, że ktoś na serio na to liczył… Szczęśliwie Matharu nie zasypia gruszek w popiele i chociaż pierwsze wersje Summonera publikowane na wspomnianej platformie przyniosły mu ponad siedem milionów fanów, konsekwentnie kroczy dalej, przede wszystkim dbając o rozwój powieści, świata przedstawionego i żyjących w nim postaci.

„Summoner. Wyprawa” to nie tylko udana kontynuacja naprawdę dobrej powieści fantasy. To krok dalej i obietnica wyjątkowej sagi.

Początek powieści znajduje Fletchera w więzieniu, gdzie spędził ostatni… rok. W tym czasie wiele zmieniło się na świecie, a wielu jego wrogów długo czekało na możliwość wyeliminowania go ostatecznie z rozgrywki. Przygotowali podstępną intrygę, z której próbuje go wyciągnąć mistrz Arcturus. W ten oto sposób Matharu robi spryty zwrot i akcję pierwszej części książki umiejscawia na sali sądowej, gdzie nasz bohater musi bronić się przed kuriozalnymi zarzutami. I w momencie, gdy już wszystko wydaje się zmierzać ku szczęśliwemu zakończeniu, następuje volta i sprawy sądowe stają się jeszcze poważniejsze, a stawką w nich jest życie Fletchera i Othella. Więcej zdradzić nie mogę, by nie psuć przyjemności z odkrywania poszczególnych elementów samodzielnie. Dość powiedzieć, że Matharu bardzo stara się utrudnić życie swoim bohaterom, a czytelnikom dostarczyć wielu emocji. Żeby nie powiedzieć za dużo, dodam tylko, że zarówno tytuł oryginalny, jak i polski zdradzają nieco informacji o przebiegu zdarzeń (i polski okazuje się być bardziej trafny!), a fakt, że powieść trafiła na rynek w momencie filmowej ekspansji Warcrafta tylko doda jej kolejnych plusów. Tak, naszych bohaterów czeka wyprawa w dalekie krainy z dość samobójczą misją.

„Summoner. Wyprawa” to nie tylko udana kontynuacja naprawdę dobrej powieści fantasy. To krok dalej i obietnica wyjątkowej sagi. Matharu coraz lepiej radzi sobie z zabawą konwencją (szczególnie moment powołania drużyny, iście tolkienowski, a jednak wyraźnie jest to tylko mrugnięcie do czytelnika). Emocjonujące zwroty akcji, zakrojona na wielką skalę przygoda, poświęcenie, tajemnice z przeszłości, polityczne intrygi i widowiskowe starcia, w których śmierć nie oszczędza „tych dobrych”… To powieść, która ma szansę zostać z Waszymi (starszymi) dziećmi na zawsze. Zarzekałem się poprzednim razem, że Matharu nigdy nie zostanie drugim Flanaganem. Cóż, nie znaczy to jednak, że nie stworzy własnej niszy i znaku jakości. Ostateczną opinię wydam po trzecim tomie.

DC Entertainment
Poprzedni

Legion samobójców - festiwal zmarnowanego potencjału [recenzja]

summer camp
Następny

Summer Camp - próba filmowej zabawy z konwencją [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz