KSIĄŻKI 

Summoner – Księga 1. Początek – Fenomen młodzieżowego fantasy [recenzja]

Wydawnictwo Jaguar ma szczęście do wyławiania perełek z zalewu młodzieżowej literatury fantasy. Chociaż szans na znalezienie nowego Johna Flanagana nie ma, fani lekkiej fantasy powinni być zachwyceni nową propozycją wydawcy „Zwiadowców”. Oto „Summoner. Księga 1 – Początek”.

Taran Matharu to młodziutki debiutant, który wywołał spore zamieszanie na zachodnim rynku za sprawą popularnej platformy wydawniczej Wattpad. Sukces odniesiony w tym miejscu nie jest miarodajny, bo trudno za taki uznać szaloną popularność serii „After” Anny Todd inspirowanej One Direction (miliard odsłon, to fakt, ale jakość tej „literatury” to osobna sprawa). Na szczęście Matharu postanowił oddać hołd innym idolom i zaserwował czytelnikom kilka rozdziałów intrygującej fantastyki spod znaku magii i miecza. Dlaczego intrygującej? Bo chociaż nawiązania do twórczości J.R.R. Tolkiena, J.K. Rowling i wspomnianego Johna Flanagana są wyraźne, to jednak dość subtelne i tworzą raczej nową jakość, niż przenicowaną kalkę, jak miało to miejsce w przypadku „Próby Żelaza” Cassandry Clare i Holly Black. Twórczość młodzieńca przykuła uwagę miliona czytelników w ciągu zaledwie trzech miesięcy, a już po pół roku liczba ta zwiększyła się o kolejne dwa miliony, wreszcie osiągnęła siedem. A chłopak sumiennie dopracował całość i oto mamy do czynienia z historią, która wciąga niczym przysłowiowe bagno. Nawet człowiek nie zwraca uwagi na dzwoniący co jakiś czas sygnał – „to chyba już gdzieś było”.

Klasykiem „Summoner” się nie stanie, ale zapewni czytelnikom jedną z tych niezapomnianych literackich przygód, które w nastoletnich odbiorcach mogą zaszczepić prawdziwą miłość do gatunku.

Powiedzmy sobie szczerze. Gatunek fantasy od lat nie przeszedł żadnej rewolucji, nie wyszedł nawet dużo dalej niż stworzony przez Tolkiena, C.S. Lewisa i Roberta E. Howarda kanon. „Gra o tron” to w końcu tylko bardziej zbrutalizowana, nasycona treściami dla dorosłych i przyprawiona historycznym sosem wersja tego co już było. Flanagan również prochu nie odkrył, jedynie dostosował go do młodszego czytelnika. Nawet Harry Potter do oryginalnych nie należy, zresztą, o licznych zapożyczeniach, do których J.K. Rowling przyznała się (lub nie) pisaliśmy niedawno. Nie ma więc co dzielić włosa na czworo i oceniać „Summonera” pod kątem oryginalności. Za to pod względem przygód, a przede wszystkim postaci… To już co innego.

Bohaterem powieści jest Fletcher, sierota, uczeń kowala, męczony przez silniejszych i zamożniejszych. Los rzuca go w wir przygód, skutkiem których trafi do Akademii Vocanów, gdzie będzie musiał nauczyć się panować nad przyzwanym przez siebie demonem – Ignatiusem. Nie zabraknie oddanych przyjaciół, zaciekłych wrogów i, oczywiście, nauczycieli, zarówno wspierających, jak i utrudniających edukację młodzieńca. Dorzućcie do tego wojnę z orkami, charakterne krasnoludy i zjawiskowe elfy i już macie mglisty obraz całości. Mglisty, bowiem wyjątkowość tej książki zawiera się w pomysłowości autora. Matharu chociaż nie ukrywa, że kieruje swą książkę do młodzieży, a swego bohatera czyni momentami wyjątkowo naiwnym (co biorąc pod uwagę wiek i doświadczenie Fletchera wcale nie jest dziwne), to już świat przedstawiony trudno nazwać cukierkowym, do samego końca również nie można być pewnym, w którą stronę ostatecznie skręci fabuła, bo autor choć lubi swoich bohaterów, nie przywykł ich oszczędzać. Czyni to powieść naprawdę dobrą książką dla miłośników lekkiej fantastyki, za lekturę obowiązkową może ją uznać zafascynowana fantasy młodzież. Klasykiem „Summoner” się nie stanie, ale zapewni czytelnikom jedną z tych niezapomnianych literackich przygód, które w nastoletnich odbiorcach mogą zaszczepić prawdziwą miłość do gatunku.

Netflix
Poprzedni

Marvel's Jessica Jones - Marvel dla dorosłych [recenzja] [serial]

Soda Studio
Następny

Na końcu wchodzą ninja [fragment #1]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz