KSIĄŻKI 

Szkarłatna wdowa – nowe oblicze Mastertona [recenzja]

Zazwyczaj poczytni pisarze nie lubią opuszczać bezpieczną strefę gatunkową, którą wywalczyli sobie przez lata. Trzeba jednak przyznać, że ostatnimi czasy zdarza się to coraz częściej. Nie spodziewałem się, że do grona autorów poszukujących nowej drogi literackiej dołączy… Graham Masterton.

Szkocki pisarz to autor, który w zasadzie zdobył już wszystko, co było w jego zasięgu. Ponad sto tytułów w dorobku, wśród nich poradniki seksuologiczne, horrory, thrillery i sagi historyczne. Wydawać się mogło, że niczym więcej nas już twórca „Manitou” i „Magii Seksu” nie zaskoczy. A jednak. „Szkarłatna wdowa” to powieść kryminalna, gdzie bardzo dużą rolę odgrywa znajomość chemii i niuansów zawodu aptekarskiego, całość zaś rozgrywa się w wieku XVII, gdzie w sposób bardzo szczegółowy i dokładny opisane zostało ówczesne życie, praca, mentalność i styl ubierania.

Kilka lat temu miałem okazję rozmawiać z Grahamem Mastertonem, akurat chwilę po tym, gdy ukończył pisanie owej powieści. Autor nie krył swej radości wywołanej nowym dziełem, otwarcie też mówił o ogromie pracy, jaki włożył przygotowując się do jej stworzenia, zbierając wszelkie materiały, które pomogły mu w uwiarygodnieniu tła historycznego. Ot, choćby weźmy jedną z pierwszych scen w książce, gdy pewien mężczyzna zakrada się do pokoju głównej bohaterki i upuszcza świecę na dywan. Masterton, by dowiedzieć się, czy i jak szybko doszłoby w ten sposób do pożaru, przestudiował przeróżne techniki plecenia dywanów w XVII wieku, o czym nie omieszkał mnie wówczas poinformować, przy okazji omawiając niektóre z nich. Przyznam, że zaintrygowało mnie to bardzo, tym bardziej zdziwiłem się, jak marginalne znaczenie ma ta scena w gotowej książce, nie wspominając już o sztuce tworzenia dywanów, która jest absolutnie nieistotna.

„Szkarłatna wdowa” nie jest powieścią wybitną, ale zdecydowanie rzuca nowe światło na twórczość Mastertona. Bardzo jasne światło.

Ważne jest jednak to, że ci, którzy kojarzą Mastertona z horrorami napisanymi jednym tchem, gdzie niejednokrotnie gubiła się logika, a błędy merytoryczne nie miały znaczenia dla gnającej do przodu akcji (vide „Dziecko ciemności”), bardzo zdziwią się nie tylko zaangażowaniem autora w odmalowanie epoki, jego imponującej wiedzy chemicznej, ale również języka, którym operuje. Nawet w odniesieniu do jego sag historycznych, tutaj jest zdecydowanie bardziej bogato. Rewolucji wprawdzie tutaj nie ma i Masterton nie zaryzykował stylizacji językowej (a szkoda), nie uniknął też jednej sceny, bardzo charakterystycznej dla jego dokonań, ale i tak stworzył książkę niezwykłą, udowadniając, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w kwestii swych literackich poszukiwań. Już w tej chwili wiadomo, że powieść „Szkarłatna wdowa” jest pierwszą z cyklu, pozostaje mieć nadzieje, że pozwoli jej rozwinąć się równie mocno jak swej innej heroinie – Katie Maquire. I że nie wycofa się z odkrywania nowych terenów, jak zrobił to Stephen King po „Panu Mercedesie”.

„Szkarłatna wdowa” to fenomen. Przede wszystkim powieść ukazuje się u nas na długo przed premierą zachodnią (ta będzie miała miejsce dopiero w 2016 roku), po drugie, mam nieodparte wrażenie, że to nie fabuła jest tutaj istotna (celowo więc całkowicie ją przemilczałem), ale świat przedstawiony i realia XVII-wieczne. To świat świeżo odkrywanej Ameryki, fanatyzmu religijnego, zacofania, niechęci do wyemancypowanych kobiet. Jednocześnie bardzo odległy, ale również bardzo bliski. Momentami, jak przystało na Mastertona, brutalny i mroczny, czasem wręcz przeciwnie. Szkoda tylko, że autor tak szybko wycofał akcję z Wielkiej Brytanii, szkoda, że tytuł zdradza tak wiele, szkoda, że zagadka kryminalna jest tutaj bardzo prosta do rozwiązania. Ale przecież nie chodzi o to kto, ale dlaczego i jak.

Najbardziej mi jednak szkoda, że szufladki, w których autor utknął przed laty nie pozwolą dotrzeć do książki nowym czytelnikom i tym, którzy szukają dobrej literatury w historycznym tle. „Szkarłatna wdowa” nie jest powieścią wybitną, ale zdecydowanie rzuca nowe światło na twórczość Mastertona. Bardzo jasne światło.

Taurus Media
Poprzedni

Bouncer. Do piekła i z powrotem - okrutny Dziki Zachód [recenzja]

Egmont
Następny

MAD kręci SF [patronat]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz