KSIĄŻKI 

Tajemnica domu Helclów – literatura lekka i przyjemna [recenzja]

Poetę, pisarza i tłumacza Jacka Dehnela nie trzeba przedstawiać. Tym razem do literackiej kuchni zaprosił Piotra Tarczyńskiego, by wspólnie przyrządzić eleganckie i przyjemne danie – „Tajemnicę domu Helclów”. Książka zabiera nas do Galicji u schyłku XIX wieku – czasów, gdy nad Krakowem wisiał bat austro-węgierskiego cesarza.
Dehnel opowiada swoją historię z rozkoszną dezynwolturą XIX-wiecznych klasyków, czyniąc z „Tajemnicy domu Helclów” uroczy pastisz kryminału

Życie krakowskiej gospodyni, żony profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego nie jest łatwe. Wypełniają je rozliczne obowiązki domowe, konieczność podtrzymywania sieci towarzyskich powiązań oraz zarządzanie służbą. W takim wyzwaniu idealnie odnalazła się Zofia Szczupaczyńska. Wspiera męża, budując przy okazji własną pozycję w towarzyskiej elicie miasta. Organizuje przyjęcia, zawiera rozliczne przyjaźnie, bryluje w świecie plotek i udziela się charytatywnie, wspierając biednych oraz potrzebujących (bo tak wypada). I właśnie to ostatnie naprowadza profesorową na ślad kryminalnej intrygi rozgrywanej w tytułowym domu spokojnej starości. Ktoś w finezyjny sposób pozbawia życia kolejne pensjonariuszki, a policja pozostaje bezradna. Do akcji wkracza profesorowa. Zapomnijcie o Philipie Marlowe i inspektorze Fandorinie. Zapomnijcie o Wallanderze, czy Lisbeth Salander. Teraz swoje pięć minut dostaje Zofia Szczupaczyńska.

„Tajemnica” jest powieścią klasyczną w formie – z długą, spokojną i wysmakowaną ekspozycją, oprowadzającą nas po zakamarkach Krakowa i umysłach bohaterów. Autorzy kreują przestrzeń złożoną z mieszczańskich przesądów, uprzedzeń i rytuałów. Tu liczy się pozycja i gra pozorów, szermierka pogłoskami i nowinkami. To świat, którego echa przebrzmiewają do dziś.

Akcja spaceruje sobie powoli ulicami miasta, co i rusz podsuwając nam jakiś intrygujący szczegół z życia mieszkańców. Przyspiesza w ostatnich rozdziałach, by wybuchnąć dosyć zaskakującym zakończeniem.

Dehnel opowiada swoją historię z rozkoszną dezynwolturą XIX-wiecznych klasyków, czyniąc z „Tajemnicy domu Helclów” uroczy pastisz kryminału. Całość pociągnięto delikatną ironią, która obraca przywary bohaterów w niezbędny element krajobrazu krakowskiej codzienności. Autorzy piszą o swoich postaciach z lekkim przymrużeniem oka i olbrzymimi pokładami sympatii.

„Tajemnica Domu Helclów” pozostanie w mojej pamięci jako lekka, niezobowiązująca lektura, prezent podany w opakowaniu z pięknej polszczyzny. Przyjemny, literacki deser na wrześniowe popołudnie.

Egmont
Poprzedni

The Superior Spider-Man #1: Ostatnie życzenie - nic już nie będzie takie samo [recenzja] [komiks]

Albatros
Następny

Całodobowa księgarnia pana Penumbry - lektura bardzo specyficzna [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz