KSIĄŻKI 

Trzewiczki Matki Boskiej – Z życia osiedla [recenzja]

Reporterka i felietonistka „Wysokich Obcasów”  Joanna Sokolińska postanowiła zostać autorką kryminałów. Jej debiut, „Trzewiczki Matki Boskiej” w poniedziałek wylądował w księgarniach. Jeśli kochaliście Chmielewską, to zapewne powieść Sokolińskiej sprawi wam sporą frajdę.
Książka Sokolińskiej to ładnie napisana powiastka, którą czyta się szybko, przyjemnie. Jeśli szukacie powieści relaksującej, to trafiliście pod właściwy adres.

Młode małżeństwo z Żoliborza zaczyna zajmować się sprawą tajemniczych śmierci w okolicy. Dorota, arabistka jest świadkiem wypadku z udziałem starszej pani i malutkiego pieska, Chrupka. Przejęta losem ofiary, zaczyna drążyć tajemnicę i zadawać pytania. Nie przychodzi jej to jednak łatwo, gdyż okazuje się, że jest w ciąży. I to, co gorsza, w momencie, gdy zabiegała o bardzo intratną posadę w Ministerstwie. Żyją z miesiąca na miesiąc, codziennie dogląda ich Pani Wanda, sprzątaczka. Tymczasem w Warszawie i okolicach giną kolejne osoby.

„Trzewiczki Matki Boskiej” odebrałem jako historię o kobiecie, która przerywa nudę wielkomiejskiego życia oraz rutynę, w którą popadła. Sokolińska, nawiązując do bezpośrednio do tradycji kryminału jaką stworzyła u nas Joanna Chmielewska, większy nacisk kładzie na warstwę obyczajową powieści, niż kryminalny wątek. Fabuła stanowi tu pretekst do sprzedania wielu ciekawych spostrzeżeń z życia miasta i związków. Rzeczywistość stworzona przez Sokolińską wypełniona jest drobnymi przywarami i miejskimi przesądami, bohaterowie są rozkosznie zwyczajni. Takie osoby możemy spotkać w mieszkaniu obok, mijamy na bazarku czy w biurze. Niektóre postaci polubimy, inne nie, ale żadnej nie można odmówić prawdziwości i pełnokrwistości.

Tym, co jeszcze wyróżnia „Trzewiczki” – jest przeurocza narracja. Sokolińska ma wyrobione pióro, pisze lekko, obrazowo i całkiem dowcipnie, choć akurat warstwa humorystyczna do mnie nie przemawiała. Widać, że jest, że istnieje, ładnie wplata się w narrację, ale czasem tylko wywołuje lekki uśmieszek. Gdzieś w kąciku ust.

Niemniej, książka broni się tym przyjemnym, dopracowanym stylem. Jest więc książka Sokolińskiej ładnie napisaną powiastką, którą czyta się szybko, przyjemnie. Jeśli szukacie powieści relaksującej, to trafiliście pod właściwy adres.

Ranking Najlepszych Atrakcji Turystycznych Star Wars
Poprzedni

Najlepsze atrakcje turystyczne Star Wars [galeria]

Mucha Comics
Następny

Fatale #3: Na zachód od piekła - średniowieczne noir [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz