KSIĄŻKI 

Upadek Hyperiona – genialna space opera Dana Simmonsa [recenzja]

Większość literackich cykli ma to do siebie, że po wspaniałym tomie pierwszym stopniowo staczają się w dół, w najlepszym wypadku powielając schemat utrzymują się na wyrównanym poziomie. „Upadek Hyperiona” Dana Simmonsa miał zadanie dodatkowo trudniejsze, bowiem poprzednik wzniósł poprzeczkę niewiarygodnie wysoko.

Drugi tom cyklu rozpoczyna się tam, gdzie skończył się „Hyperion”, szóstka Pielgrzymów dociera do Grobowców Czasu i wyrusza na spotkanie z Chyżywarem. I jeśli ktoś spodziewa się w tym momencie natychmiastowej konfrontacji, srodze się zawiedzie. Simmons bowiem w najmniejszym stopniu nie zamierza kopiować poprzednika, całkowicie zmieniając sposób prowadzenia historii. O ile wcześniej mieliśmy do czynienia z intymnym światem każdego z Pielgrzymów, który w swoich opowieściach mimochodem prezentował świat przedstawiony, to tutaj całość nabiera rozmachu typowego dla space opery. To już nie są historie indywidualnych jednostek, to epopeja kilkunastu planet. Dorzućcie do tego jeszcze otchłanie Technocentrum i Roje Intruzów. Twórczość Jacka Keatsa i filozofię Tehilharda de Chardin. Choć brzmi to jak banał, rozmach może przyprawić o zawrót głowy, szczególnie, że Simmons z niezwykłą pieczołowitością odmalowuje odmienne światy, dając popis wielkiej wyobraźni i stylu. Trzeba jednak przyznać, że powieść autora „Terroru” nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Simmons wierzy w swoich czytelników, wymaga od nich pewnej dozy inteligencji, nie tylko znajomości gatunku, obeznania w literaturze czy filozofii, ale również chęci do analizowania i rozpatrywania tekstu pod różnymi kątami i na różnych płaszczyznach. Bez obaw, niewiedza czy nieznajomość którejś z dziedzin nie psuje zabawy wynikającej z obcowania z tekstem, ale niewątpliwie zamyka kilka dróg interpretacji tego niezwykle poetyckiego utworu. Ostateczny obraz powieści może okazać się niepełny.

Simmons wierzy w swoich czytelników, wymaga od nich pewnej dozy inteligencji,  znajomości gatunku, obeznania w literaturze czy filozofii.

No właśnie. „Hyperion” to w gruncie rzeczy zbiór opowiadań połączonych fabularnie i kreacją świata przedstawionego. „Upadek Hyperiona” to spiski, intrygi, polityczne machinacje na galaktyczną skalę, podkreślone filozofią i miłością do literatury (co jest w zasadzie znakiem szczególnym twórczości Simmonsa) zamykające się w wielkiej i niejednoznacznej powieści, która nie jest kontynuacją poprzednika, ale jego uzupełnieniem, dopełnieniem. Oczywiście ładunek emocjonalny zawarty w intymnych opowieściach Pielgrzymów, dających ich poznać niemal na wskroś, jest znacznie silniejszy, niż serwujące dziesiątki bohaterów monstrum fabularne. Ale i tu nie brak momentów, które zapadną w pamięć na zawsze. Podobnie jak i sam świat Hyperiona, kuszący, by wracać do niego, by wzbogacać, rozwijać swoją wiedzę i znów sprawdzać, co się zmieniło, co umknęło nam podczas poprzedniej lektury. Hyperion nie upadł. Na zawsze tkwi w sercach i umysłach tych, którzy mają dość odwagi, by stale poszerzać horyzonty swojej wyobraźni i wiedzy.

Angie-Tribeca_poster_goldposter_com_1
Poprzedni

Angie Tribeca - tak głupie, że aż głębokie [recenzja]

MAG
Następny

Rzeczy ulotne - arcydzieła i nic specjalnego [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz