KSIĄŻKI 

Woody Allen. Portret mistrza – Przepiękny niezbędnik [recenzja]

Jeśli mielibyście w tym roku kupić tylko jedną książkę o kinie, spokojnie może to być właśnie „Woody Allen. Portret mistrza”. To dzieło nie tylko wypieszczone graficznie, ale też w szalenie interesujący sposób prezentujące całą dotychczasową karierę słynnego reżysera.
Mimo albumowego wydania zawierającego mnóstwo znakomitych zdjęć z różnych okresów twórczości Woody’ego Allena, tekst nie jest tu bynajmniej traktowany jako „zło konieczne”, ale stanowi idealne dopełnienie całości.

Z premedytacją nie nazywam tego tytułu „albumem” ponieważ tego typu wydawnictwa traktujące o wielkich twórcach filmowych nie kojarzą mi się najlepiej, zazwyczaj sprowadzając dorobek takiego czy innego artysty do zbioru ładniutkich fotek, do których dopisano krótkie, niezobowiązujące komentarze. W przypadku książki Toma Shone’a jest na szczęście zupełnie inaczej: mimo albumowego wydania zawierającego mnóstwo znakomitych zdjęć z różnych okresów twórczości Woody’ego Allena, tekst nie jest tu bynajmniej traktowany jako „zło konieczne”, ale stanowi idealne dopełnienie całości. Autor opowiada o życiu i twórczości reżysera w sposób zabawny i luźny, nie żałując nam barwnych anegdot i rozbrajających powiedzonek Allena, ale kiedy trzeba, potrafi też spojrzeć na jego dorobek krytycznie i – zwłaszcza pisząc o najnowszych filmach – nie waha się używać ostrych słów, a to zarzucając swojemu bohaterowi odgrzebywanie zleżałych pomysłów, które nie bardzo pasują do współczesnego świata („Co nas kręci, co nas podnieca”), a to nieumiejętność odpowiedniego poprowadzenia niektórych aktorów (np. „Poznasz przystojnego bruneta”, gdzie podobała mu się w zasadzie tylko rola Anthony’ego Hopkinsa) czy wysilanie się na sztuczny artyzm („Wrzesień”, „Wnętrza”). Do tego udaje się Shone’owi obalić niejeden mit dotyczący pracy Allena – np. to, że niby nigdy nie pozwala ingerować w swoje filmy wytwórni (jak się dowiadujemy, wyłącznie decydentom z Sony zawdzięczamy „przyjazny widzowi” tytuł „Zakochani w Rzymie”, czyli w oryginale „To Rome with Love”), albo to, że nigdy nie mówi aktorom czy mu się podoba ich gra oraz kręci minimalną liczbę dubli (o swoich dramatycznych przejściach na planie „Blue Jasmine” opowiada tu Cate Blanchett).

Co prawda „rozbiegowa” część książki opowiadająca o pierwszych krokach Allena w przemyśle filmowym pokrywa się w znacznej części z tym, co można było zobaczyć w bardzo udanym, recenzowanym swego czasu na stronach Dzikiej Bandy dokumencie „Reżyseria: Woody Allen”, ale w przeciwieństwie do jego twórców Shone nie zagłębia się jakoś szczególnie w życie uczuciowe artysty tylko skupia się na jego kolejnych dziełach – począwszy od nielubianego przez samego Allena „Co słychać, koteczku?” aż po mającego premierę zaledwie kilka miesięcy temu „Nieracjonalnego mężczyznę”. A w ramach epilogu autor omawia aktorskie popisy Allena i przedstawia jego plany na najbliższą przyszłość, obejmujące nakręcenie pierwszego filmu cyfrowego (z udziałem Bruce’a Willisa) oraz… sześcioodcinkowego serialu dla Amazon Prime (oferta ta najbardziej zdziwiła chyba samego reżysera, który przed jej przyjęciem tłumaczył zleceniodawcom, że nie ma żadnego pojęcia o serialach i nawet nie ogląda telewizji). A do tego otrzymujemy oczywiście dziesiątki różnych zdjęć: portretowych, z planów filmowych, z życia prywatnego, a nawet reklamowych (jak to, na którym Allen popija Smirnoffa z gustownego kubeczka). Do tego wiele z nich opatrzono zabawnymi komentarzami albo sprytnie połączono je ze „złotymi myślami” reżysera, patrz: fotka młodego Allena zawisającego w tanecznym kroku na środku pustego pokoju połączona z cytatem: „Moje tak zwane dziedzictwo kompletnie mnie nie interesuje, ponieważ uważam, że kiedy jest się martwym, to nadanie ulicy twojego imienia w niczym ci nie pomaga. Widziałem, co się stało z Rembrandtem, Platonem i tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi. Po prostu leżą w ziemi.”

Książka Shone’a nie sprawi, że ktoś kto nie lubił filmów Allena nagle je pokocha, albo że ktoś, kto obraził się na niego po „seks aferze” z przybraną córką, po lekturze wybaczy mu wszystkie winy. Jeśli natomiast cenicie sobie twórczość Allena, z przyjemnością zagłębicie się w nią na długie godziny dzięki „Portretowi mistrza” – i prawdopodobnie poczujecie ochotę aby niejeden z omawianych tu filmów obejrzeć po raz kolejny, choćby po to, by sprawdzić czy Shone nie przesadza ze swoimi zachwytami albo krytyką. A to przecież największy komplement, jaki można względem tego typu książki wyrazić.

Warner Bros
Poprzedni

Trzech, siedmiu, trzystu, dwunastu, czyli filmowa numerologia [ranking]

a12922s4jat
Następny

Wall Street – chciwość jest dobra [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

1 Comment

  1. Kino
    2016-08-07 at 19:34 — Odpowiedz

    Szkoda, że łatwo się zatłuszczają strony.

Dodaj komentarz