KSIĄŻKI 

Wszystkiego, co ważne, dowiedziałem się od Monty Pythona

„Wszystkiego, co ważne, dowiedziałem się od Monty Pythona” to dzieło, które powinien przeczytać każdy wielbiciel słynnej brytyjskiej grupy. No, chyba, że zaopatrzył się w najbardziej luksusowe wydanie książki, które nie tylko czyta się samo, ale do tego zawiera darmowe bilety do spa i przycisk samozniszczenia.

Ale, jak szybko wyjaśniają autorzy, wspomniane superluksusowe wydanie trafiło wyłącznie do miliarderów i recenzentów New York Timesa, więc oni sami nie mogą być pewni co dokładnie zawiera… Żart, oczywiście – ale właśnie dzięki tego rodzaju absurdalnym wtrętom „Wszystko, co ważne…” nie jest wyłącznie suchym leksykonem dotyczącym czegoś, co od dawna nie istnieje (nie licząc okazjonalnych wspólnych występów pięciu żyjących Pythonów czy uwspółcześnionych wersji ich dawnych pomysłów w rodzaju musicalu „Spamalot”), ale buzującą od pomysłów i jak najbardziej żywą pozycją pozwalającą nam po raz kolejny zdrowo pośmiać się z kolesi okładających się rybami, mielonkolubnych Wikingów i innych tego rodzaju głupot. A potem – odnaleźć w tym wszystkim jakiś sens.

Chociaż z tym sensem może jednak nie przesadzajmy. Co prawda głównym zadaniem, jakie stawiają sobie autorzy książki, dr Brian Coogan i dr Jeff Massey (a w pewnym stopniu również polski tłumacz, mgr Maciej Studencki), jest wyjaśnienie z czego dokładnie śmieją się Pythoni i odkrycie dlaczego ich dowcipy są tak cholernie śmieszne, ale przecież wszyscy – z autorami włącznie – świetnie zdajemy sobie sprawę, że omawiane tutaj skecze śmieszą niezależnie od tego, czy je do końca rozumiemy czy nie. I w zasadzie żadne dodatkowe wyjaśnienia nie sprawią, że będą śmieszyć bardziej – bo bardziej już po prostu nie mogą. Potraktujmy więc raczej tę publikację jako jeszcze jeden dobry pretekst, aby poodświeżać sobie dobrze znane skecze i po raz kolejny po barbarzyńsku z nich porechotać. A że przy okazji niektórzy czytelnicy dowiedzą się kto to był Marcel Proust, Sir Philip Sidney albo Alberto Fernando Riccardo Semprini, to przecież nic złego, tak?

Książka składa się z siedmiu części (w tym jednej, której nie ma) traktujących m.in. o sztuce, historii, czy sporcie – wszystko oczywiście w ujęciu pythonowskim, a dodatkowo w każdym rozdziale znajduje się też czysto komercyjna domieszka pornografii. Częściowo jest to więc biografia Pythonów (dowiadujemy się jak powstali i kim się inspirowali), częściowo naukowa analiza ich twórczości (autorzy starają się wyjaśniać co trudniejsze nazwiska i pojęcia pojawiające się w kolejnych skeczach), a częściowo hołd dla niepowtarzalnego komizmu grupy. I choć nie można powiedzieć, że znajdziemy tu receptę na zrobienie dobrej, pythonopodobnej komedii, to sami członkowie grupy podrzucają tu i ówdzie sugestie dotyczące sekretu ich sukcesu (przykładowo, Graham Chapman zauważa: „nie portretowaliśmy współczesnych nam polityków. Zamiast kpić z jakiejś konkretnej osoby, szydziliśmy ogólnie z całej klasy rządzącej, ponieważ głupawa, pompatyczna postać polityka jest wieczna”).

Zastrzeżenia? Jakichś większych w zasadzie brak, choć można by ewentualnie wytknąć autorom pewną niekonsekwencję, kiedy najpierw narzekają, że nikt nie odważył się przejąć po Pythonach cyrkowego poczucia humoru, a parędziesiąt stron dalej oburzają się, że amerykańscy komicy z Saturday Night Live „bezwstydnie naśladowali” swoich brytyjskich mistrzów. Kto jednak przeczyta całą książkę, z pewnością wielokrotnie usmarkując się ze śmiechu, bez trudu wybaczy panom doktorom tego rodzaju drobiazgi. Zwłaszcza, że pod koniec zdradzają nam skuteczną receptę na zawieranie trwałych związków i przyjaźni, pisząc: „Kiedy spotkasz kogoś, kto potrafi wyrecytować z pamięci „Biuro sporów” lub zaśpiewać „Piosenkę drwala”, prawdopodobnie oznacza to, że masz przed sobą nowego przyjaciela lub ukochaną osobę. Trzymaj się tych, którzy uważają – podobnie jak ty – że świat jest głupi.”

Albatros
Poprzedni

Znalezione nie kradzione

SQN
Następny

Dopóki nie zgasną gwiazdy [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz