KSIĄŻKI 

Wyspa powrotów – tartan noir w Kanadzie [recenzja]

Peter May zasłynął jako autor niezwykłej trylogii kryminalnej „Wyspa Lewis”, gdzie imponował nie tylko zgrabnie utkanymi intrygami, ale też psychologicznymi portretami bohaterów i ujmującym klimatem szkockich wysp. Jego nowa powieść stanowi odrębny całość, ale nie zawodzi ani na chwilę.

Chociaż większość polskich czytelników kojarzy twórczość pisarza ze wspomnianą we wstępie trylogią, wpisującą się specyficzny nurt tartan noir, czyli kryminałów osadzonych w Szkocji, to wiele z ponad ponad dwudziestu jego powieści rozgrywa się w Chinach, a akcja najnowszej została umiejscowiona w Kanadzie. A ponieważ i tam nie brakuje wysp i niesamowitych plenerów, nic dziwnego, że i tu do głosu dochodzi wyjątkowa emocjonalność autora, która czyni jego utwory tak unikatowymi.

Akcja rozgrywa się na wyspie Entry w Zatoce Świętego Wawrzyńca. Zamordowano tutaj najbogatszego mieszkańca, a wszystkie dowody wskazują na małżonkę ofiary. Jednak prowadzący śledztwo detektyw Sime Mackenzie ma poważne wątpliwości co do tego faktu. Musi się jednak uporać się z własnymi demonami. Bezsenność jest najmniejszym z nich.

To wymagająca, niezwykła powieść, potwierdzająca ogromną klasę pisarza.

Trudno pisać jednoznacznie o powieściach Maya, bowiem nie są to utwory skierowane do zwolenników wartkiej akcji i błyskawicznych rozwiązań. Tak też i w przypadku „Wyspy powrotów” fabuła rozgrywa się na trzech płaszczyznach. Pierwszą stanowi znakomita rozgrywka psychologiczna pomiędzy detektywem, a podejrzaną o zabójstwo Kirsty Cowell. Zagadkowa więź łącząca dwoje bohaterów, przetykana onirycznymi wizjami wywołanymi bezsennością powoduje rozedrganie Mackenziego i zgodnie z wzorcami klasyki noir zdaje się prowadzić do katastrofy. May jednak wielokrotnie już udowodnił, że potrafi zaskoczyć czytelnika i nie zawodzi tym razem. Przyzwyczaił również polskich czytelników do gloryfikowania swoich szkockich korzeni i nie inaczej jest tym razem. Dwie pozostałe linie fabularne rozgrywają się właśnie wokół ojczyzny autora. Jedna stanowi fragmenty pamiętnika przodka Mackenziego, noszącego zresztą to samo imię, który w XIX-stym wieku na skutek dramatycznych wydarzeń musiał uciekać do Kanady okrętem opanowanym przez zarazę. Druga to już swoista historia samej Szkocji, która wyłania się ze wspomnień zarówno Sime’a młodszego jak i starszego. Wszystkie trzy wątki zazębiają się perfekcyjnie, znajdując finał na odizolowanej od świata i społeczeństwa wyspie. Tak jak w przypadku poprzednich dzieł autora, tak i tutaj wyspa jest niemym bohaterem, a jednocześnie symbolem bezgranicznej wolności, gdzie nie rządzą prawa dyktowane przez rząd i korporacje, ale niewielkie społeczności, które odnalazły szczęście i porządek żyjąc według własnych reguł. Za jaką cenę? W imię czego? Tu mamy różne tropy odczytania finału, May tradycyjnie splata wątki kryminału, powieści obyczajowej i historycznej, by w sobie tylko właściwy sposób przekazać historię o poszukiwaniu własnej tożsamości. O drodze do zrozumienia siebie. To wymagająca, niezwykła powieść, potwierdzająca ogromną klasę pisarza.

BSG
Poprzedni

Battlestar Galactica: Blood & Chrome - kulisy pierwszej wojny ludzkości z Cylonami [recenzja]

Mucha Comics
Następny

Czterej jeźdźcy Apokalipsy - Koniec świata w stylu Expendables [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz