KSIĄŻKI 

Y: Ostatni z mężczyzn tom 1 – Seksmisja po amerykańsku [recenzja]

Myślisz, że bycie ostatnim facetem w świecie zaludnionym przez osamotnione kobiety jest fajne? Że czeka Cię raj na Ziemi i nieustająca uciecha? „Y – ostatni z mężczyzn” Briana K. Vaughana dobitnie zweryfikuje Twoje przekonania.
Mimo szyderczego portretu społeczeństwa, „Y” jest przede wszystkim mocną pozycją rozrywkową.

Jest rok 2002. W wyniku splotu dziwnych okoliczności wybucha zaraza, która w trzydzieści minut zabija wszystkich mężczyzn na Ziemi. Prawie wszystkich. Jakimś cudem uchował się jedynie Yoryk, bezrobodny student literatury angielskiej, uzbrojony w złośliwą małpkę i talenty iluzjonisty. Tymczasem świat naokoło oszalał. Ocalałe kobiety zbiły się w grupki, jedne próbują po prostu przeżyć i poradzić sobie bez facetów, niektórym idzie nawet całkiem nieźle. Niestety, inne aktywnie świętują zrzucenie jarzma patriarchatu i z ogromnym zaangażowaniem pilnują, by przypadkiem nie powrócił…

Sam Yoryk zaś znajdzie się w środku zawieruchy i prób przywrócenia jakiego takiego ładu na świecie. A przecież wyszedł z domu tylko po to, by sprawdzić, czy rodzina przetrwała i odnaleźć partnerkę, która w ramach studenckiego wyjazdu poleciała do Australii…

Jest tu wszystko, czego potrzebuje dobra opowieść tego typu. Dostajemy w twarz dramatem i apokalipsą nie mniej przerażającą, niż ta z „The Walking Dead” czy „Mad Maxa”. Mamy intensywną akcję i jadowite szpile satyry wbite w balonik napompowany społecznymi skrajnościami i narastającymi frustracjami.

Vaughan zresztą w swej satyrze zręcznie balansuje, rozdzielając razy po równo wszystkim stronom ideologicznych konfliktów. Obrywa się, może nieobecnym, ale niepozostającym bez wpływu na zastany świat, facetom, którzy wygodnie rozgościli się na ugruntowanych pozycjach społecznych. Z drugiej strony, dostaje się też najbardziej radykalnemu odłamowi feministek, popadającym w skrajność fanatyczkom, które walkę o równość zamieniły na nienawiść do wszystkiego, co niezgodne z ich poglądami. Scenarzysta ze złośliwym, ale i trochę smutnym, uśmiechem, pokazuje, że i ta rewolucja nie przyniosłaby żadnej sprawiedliwości, a jedynie zmieniła formę opresji. Gdzieś tam między dostarczaniem soczystej rozrywki w „Y” wybrzmiewa wołanie o pewną równowagę i poszanowanie drugiej strony w takich sporach. Mówi nam wprost: Hej! Kobieta i mężczyzna są zespołem. Mogą żyć osobno, ale zobaczcie, co się stanie, gdy w ogóle zabraknie jednych lub drugich.

Nie to jest jednak najważniejsze. Mimo szyderczego portretu społeczeństwa, „Y” jest przede wszystkim mocną pozycją rozrywkową. Kiedy trzeba, brutalną i poruszającą, kiedy indziej natomiast – zabawną. Akcję napędzają tu dobrze przemyślani bohaterowie, na czele z Yorykiem, który może nie jest godzien, by przywdziać spandeks i pokonać zastępy przeciwnika, ale na pewno nadrabia wyrazistą, cwaniacką osobowością uroczego, odrobinę nieporadnego szelmy.

Dorzućcie do tego bardzo porządne, stonowane rysunki Pii Guerry, które świetnie łapią klimat apokaliptycznej opowieści drogi. Kreska jest prosta, przyjemna, przejrzysta, ale i odpowiednio pobrudzona, gdy trzeba. Sprzyja typowo amerykańskiej, przezroczystej i klarownej narracji.

„Y: Ostatni z mężczyzn” to, mimo upływu kilkunastu lat, aktualna i bardzo porządna pozycja. Wciąga, bawi, zmusza do myślenia. Przyjemnie się to czyta i ogląda. Szczerze polecam.

Pedro Perez Dzika Banda 12
Poprzedni

Pedro Perez - zmysłowy cartoon [galeria NSFW]

Evil Dead
Następny

8 filmów z niebezpiecznymi książkami

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz