KSIĄŻKI 

Zielony wędrowiec [recenzja] [książka] [dla dzieci]

To już trzecie wydanie „Zielonego wędrowca” Liliany Bardijewskiej, książeczki dla dzieci, która podbiła ich serca, została uhonorowana nagrodą literacką polskiej sekcji IBBY w kategorii najlepsza książka roku 2001 i doczekała się teatralnej adaptacji. Jednak dopiero teraz widoczny jest jej pełny potencjał, a to za sprawą cudownych ilustracji Emilii Dziubak.

Stworia to kraina szarości, gdzie absolutnie wszystko okryte jest jej odcieniami. Pewnego dnia jeden z jej mieszkańców, Stworek, budzi się z przekonaniem, że dość ma już tej barwy, a jego uczucie jest tak mocne, że zmienia kolor na zielony. Postawia więc wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu krainy, która odzwierciedlałaby jego nowe ubarwienie. Tak, dzięki swej determinacji, zwiedzi całą masę kolorowych światów ale i przeżyje pouczającą i najwspanialszą przygodę życia.

Bardijewska snuje modelową opowieść drogi o poszukiwaniu własnej tożsamości – główny bohater opuszcza rodzinne strony, podróżuje z miejsca na miejsce i przeżywa niesamowite przygody. Dla autorki rodzaj tej narracji jest pretekstem do zaszczepienia pewnych nauk i postaw. Stworek na swej drodze spotyka wiele postaci różniących się nie tylko kolorem skóry, sierści czy piór ale i anatomią, a pojawiające się przy okazji każdej nowej krainy niebezpieczeństwa stwarzają okazję do wspólnego rozwiązania problemu i zawarcia interesującej znajomości. „Zielony wędrowiec” jest więc doskonałą pozycją zwracającą uwagę na  fakt, że odmienność jest czymś zupełnie naturalnym, nie trzeba jej się bać i należy ją akceptować; uczy tolerancji i przyjaznego nastawienia do świata. A przy tym jest opowieścią dynamiczną, pełną subtelnego humoru, poprzeplataną wierszowanymi piosenkami, w której co chwilę coś się dzieje. Nie ma więc szans na nudę.

Ogromną zaletą książki i jej nieodłącznym elementem są ilustracje Emilii Dziubak (galeria autorki). W poprzednich wersjach za stronę graficzną odpowiadali kolejno Katarzyna Czerner-Wieczorek i Adam Kilian, ale to właśnie Dziubak w pełni udało się uchwycić fantazyjny świat wymyślony przez Bardijewską. Dzięki jej pracy całość nabiera ogromnej głębi, kolory wręcz wylewają się z kartek chcąc żyć własnym życiem, a opowieść z prostej, magicznej wędrówki przemienia się wręcz w rasowe fantasy pełne wymyślnych stworków i sympatycznych istot, których nie powstydziłby się sam Hayao Miyazaki. Patrząc na nowe wydanie „Zielonego wędrowca” zaczyna się dostrzegać sens powiedzenia „do trzech razy sztuka” – za sprawą nowoczesnych rysunków Emilii Dziubak ta opowieść wkroczyła właśnie w XXI wiek.

 
Timof i cisi wspólnicy
Poprzedni

Sam Zabel i magiczne pióro [recenzja]

sponsor
Następny

Sponsoring, czyli poligon skur…syństwa

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz